Zaczarowane węże...
Widownia i scena łączą się w jedną zamgloną całość. Czas zwalnia. Staje się gęsty, jakby zaczynał żelować. Rozproszone światło reflektorów snuje się po dekoracjach, które przypominają albo pokrycie gigantycznego ananasa albo opalizujące wężowe wylinki. Tytuł sugeruje drugie skojarzenie. „Zaklinanie węży w gorące wieczory” w reżyserii i adaptacji Jana Jelińskiego. Mała Scena warszawskiego Teatru Dramatycznego. Spektakl na motywach prozy Małgorzaty Żarów. Zacznę od niedawnej rozmowy z dyrektorem „Dramatu”, Wojciechem Farugą - link do niej znajdą Państwo pod tekstem. Mówił o swoim postrzeganiu repertuaru teatru środka Warszawy. Miasta, które wije się jak kłębowisko węży. Słuchając go czułem, że wie o czym mówi. Zna tkankę stolicy. A jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że przełamanie repertuaru odziedziczonego z czasów „Złotej Ery Tadeusza Słobodzianka” będzie trudne. I dla twórców i dla widzów. Teatr Farugi dotyka spraw bolesnych. Zamiecionych lub zamiatanych w Warszawie pod miejski ...