Wsiadłem do tramwaju zwanego pożądaniem
Wsiadłem do tego tramwaju na przystanku Teatr Ochoty. Zabrał mnie aż do Nowego Orleanu. Do małego, obskurnego mieszkania. I rządzącej w nim brutalnej przemocy. To „Tramwaj zwany pożądaniem”. Reżyseruje Małgorzata Bogajewska. Obejrzałem spektakl ważny. Momentami boleśnie wstrząsający. Świetnie zagrany przez młodych Aktorów, którzy wcielili się w postaci swoich rówieśników z dramatu Tennessee Williamsa z wyczuciem i rozmysłem. Dając widowisko poruszające w swojej wymowie, Bogajewska silnie eksponuje przemoc męsko-damską. Rozważa jej aspekty od czysto fizycznego, psychicznego aż po stereotypy zawarte w brutalnych żartach poniżających kobiety. Z przerażeniem skonstatowałem, że wśród widzów byli tacy, których te prawdziwe, zaczerpnięte z połowy dwudziestego wieku anegdoty, śmieszyły. Scena ta moim zdaniem jest jedną z najbardziej przykrych, a może także najważniejszą konstatacją wynikającą ze spektaklu. Scenę Teatru Ochoty wypełnia podarta sofa i siłomierz, słynny Boxer znany z w...