Czysta radość bycia...
Zbieram myśli. Kłębią się w głowie po tym wieczorze. Łapię je jedna po drugiej, ale po chwili wypuszczam precz. Nie przekładają się w słowa. Bo jak zrelacjonować koncert, który w ramach festiwalu Chopin i jego Europa zagrał Eric Lu z towarzyszeniem Orchestre symphonique de Montréal? Jak opowiedzieć o tym wydarzeniu na tyle plastycznie, aby nie popaść z jednej strony w miałkość, z drugiej w egzaltację? Czekałem na drugi dzień Festiwalu z jednego powodu. Przyszedłem tylko dla tego koncertu. Nie interesowała mnie L’isle joyeuse Debyssy’ego. Nie miałem większego sentymentu dla „Życia bohatera” Richarda Straussa. Chciałem posłuchać Chopina. Konkretnie koncertu fortepianowego e-moll op. 11. Zobaczyć, jak w konfrontacji z mocno brzmiącą, dynamiczną orkiestrą z Montrealu zabrzmi drugi chronologicznie, choć zapisany pod niższym numerem, genialny utwór Fryderyka Chopina. Na dodatek z fortepianu miał go wydobyć Eric Lu, ubiegłoroczny tryumfator Konkursu Chopinowskiego. Tu zawahanie. Gd...