Oda do przyszłości
Pożegnanie z tytułem. Może wróci? Może zabłyśnie gdzieś, na innej scenie? Lubię ostatnie spektakle. Są okazją do wspomnień, nabrania pewnego dystansu wobec wielkiego eksperymentu, jakiemu na imię Teatr. W warszawskim Teatrze Studio ostatni raz pokazano „Odę do radości” Wojtka Ziemilskiego. Trzeci jego spektakl w Studio przeszedł do historii. Poszedłem się z nim pożegnać. Ziemilski w ostatnim czasie miał dwa fantastyczne widowiska. Świetny „Monolog wewnętrzny” i grany w ramach festiwalu „Ciało/umysł” monodram biograficzny „Jérôme Bel”, równie istotny artystycznie. Wspomnienia. Drobne powidoki przedmiotów, sytuacji. Czasem fragmentów czegoś, co trudno przywołać w całości przed oczy. Wyszczerbiony miecz, kot który wiele lat temu łasił się do nóg gdzieś na szlaku. Koślawe krzesło, stołek z domowej kuchni. Skrzypce i rama obrazu, który zaginął w odmętach niepamięci. Może coś jeszcze? Sakrum krzyża, ludzki szkielet. Koń, co galopował wolny aż do zazdrości. Kosa. We wspomnieniach o prasz...