Godne "Dziedzictwo"
Mam wrażenie, że „Dwór” i „Spuścizna” nie skleiły się równo. Ale to nie jest wielki kłopot. Spektakl Teatru Żydowskiego „Dziedzictwo” w reżyserii Roberta Talarczyka opiera się na tych dwóch powieściach. Rzeczywiście Icchok Baszewis Singer łączy losy bohaterów. „Spuścizna” kontynuuje to, co zaczęło się w „Dworze”. Ale literatura to zupełnie co innego, niż teatr. Zaczytywałem się w powieściach Singera podczas długich wieczorów na mazurskich rejsach. Świetnie się do tego nadawały. Wielowątkowe, pogmatwane, w pewnym sensie dla mnie - ówczesnego nastolatka - mistycznie egzotyczne. Czytane do późna przy świeczce w takt szumiącego mazurskiego lasu. Ale w teatrze potrzeba dynamiki. Widzowie, wtłoczeni w rzędy foteli, mają ograniczone możliwości percepcji i fizjologii. Dwie godziny z kwadransem to sporo. Moim zdaniem, a oglądałem „Dziedzictwo” z zegarkiem w ręku aby sprawdzić czy i kiedy owa dynamika „siada”, trzeba przeciąć spektakl koło 75-80 minuty. Brakuje śmierci Kalmana i wyraź...