Osiecka w Tutti Frutti
Podczas tygodniowej wyprawy do Budapesztu, mam wrażenie, Los kroczył tuż za mną i złośliwie chichotał. Zapewne układał sobie ripostę na moje zdania z ostatniego tekstu, które dotyczyły przedstawienia „Osiecka” z Teatru Ateneum. A brzmiały one tak: Recital z piosenkami Agnieszki Osieckiej doprawdy bardzo trudno jest zepsuć. Nie wiem, co musiałoby się stać aby te teksty nie chwyciły widzów za serce. Nie otworzyły ich wyobraźni. No i już wiem! Los wskazał mi możliwość. Po prostu - trzeba było pójść do Teatru Rampa na spektakl „Osiecka. Dzikość serca”. Bęc! Ale Szanowni Państwo - byłbym nieuczciwy, gdybym pominął istotny element wieczoru. Widzowie Rampy, a to Teatr mam wrażenie o stałej, sprofilowanej publiczności, nagrodzili przedstawienie w reżyserii Leny Frankiewicz owacją na stojąco. Natomiast w kulminacyjnym punkcie widowiska bawili się niczym enerdowscy emeryci podczas festynu w Karl Marx Stadt w latach siedemdziesiątych dwudziestego stulecia. Ja - nie. To przedstawienie o...