Przejdź do głównej zawartości

Posty

Polecane

A przecież mi żal...

W oryginale „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej zaczyna się od prologu Mandragory. Niepokojąco profetyczne słowa zjawy („Ja jestem synteza ludzkich dusz”) stanowią kontrapunkt, albo punkt wyjścia dla inscenizatorów. Bo tekst Zapolskiej to nie licha komedia ku uciesze gąb rozwartych w radosnym rechocie. Pobrzmiewa tu głos tołstojowskiej Anny Kareniny, można szukać dzwonów wiktoriańskich „Opowieści Wigilijnych” Dickensa. Oczywiście, jest także wartki dialog. Postaci znacznie bardziej rozbudowane, niż u Michała Bałuckiego ale i  krople Jego atramentu spadły moim zdaniem na kartki zapisywane przez Zapolską. Śmiech przez łzy. A może łzy podszyte śmiechem? Dowolnie. Na pewno jednak „Ich czworo” to coś więcej niż tylko zabawka. Co ocalało z pierwowzoru po przeniesieniu tekstu na współczesną scenę warszawskiego Teatru Komedia? „Ich czworo” właśnie miało swój premierowy wieczór. Reżyseruje Marek Kalita. Gdy kurtyna w Komedii idzie w górę można mieć, przyjemne skądinąd, skojarzenie z wyjętą pro...

Najnowsze posty

Rajski hałas

Autoportret w biegu