Kwartet jak za dawnych lat
Określenie „teatr mieszczański”, które ma swoje korzenie w XVIII wieku dzisiaj uważane jest za pejoratywne. Teatr niewybredny, dla widzów dobrze sytuowanych, choć niespecjalnie „wyrobionych” teatralnie. Czy ja wiem? Chciałem go użyć wobec „Kwartetu” w reżyserii Wojciecha Adamczyka z warszawskiego Teatru Ateneum, ale się rozmyśliłem. Szkoda. Cóż złego w tym, że miasto ma swoich mieszczan i ci lubią rozrywkę stonowaną, stabilną, opartą o dobry tekst i aktorstwo. Jednak tfu tfu, wypluwam ten „teatr mieszczański”. Z żalem. Bo ja bym chciał mieszczan. Ludzi statecznych, mających aspiracje. Bywających w teatrach i restauracjach. Tworzących socjetę. Czy „Kwartet” jest właśnie dla nich? Z pewnością spełni oczekiwania tych, którzy szukają w teatrze jakości. Lekkości i polotu. Nie interesuje ich wieczne kłapanie o tym, jak źle jest być obcym wśród obcych, innym pośród innych ,albo co gorsza w ogóle nie być bo się zginęło w czasie wojny i teraz się jest wyrzutem sumienia. „Kwartet” to przepyszny ...



