Pippi strikes back
„Moja” Pippi była czarno-biała. Ale wnosiła w nasze życie, ówczesnych maluchów, tyle radości co najbardziej kolorowy z kolorowych seriali. Poznałem ją w 1975 roku - może rok później, gdy w telewizji pokazano szwedzko-niemiecki serial „Pippi Långstrump” w reżyserii Olle Hellboma. I zakochałem się. Nie w Pippi jednak. Na kilka lat moją przedszkolno-wczesnoszkolną miłością została Maria Persson. Czyli serialowa Annika. Z radością zatem popędziłem do warszawskiego Teatru Rampa zobaczyć, jak moja Annika i oczywiście Pippi poradzą sobie z młodą widownią roku 2026. Bo w Rampie premiera „Pippi” w reżyserii Agi Błaszczak. I co? I uśmiałem się, ubawiłem zupełnie tak jak te hmmmm… dziesiąt lat temu. Miałem z Rampą różne spotkania. Ale to - było znakomite. Oczywiście, to nie jest spektakl dla takiego zgreda jak ja. W teatrze dziecięcym najważniejszy jest zupełnie inny i zupełnie wyjątkowy Widz. Przecież tu kształtuje się pokolenie, które za kilkanaście lat nogami i dłońmi zdecyduje czy ...