Przekleństwo klubowego krawata
Prapremiera to pierwsze na świecie wykonanie jakiegoś utworu. Premiera - pierwsze w danym miejscu. A repremiera? Ha! Repremiera wymaga wiele dobrej woli i współpracy między teatrami, albo też ognistego konfliktu. Tym dziwnym określeniem nazwano sytuację, gdy jeden teatr zrzeka się praw do spektaklu w całości i ów spektakl w takim samym składzie obsady i twórców zostaje przeniesiony do repertuaru innego. Chociaż Słownik Języka Polskiego ostrzega, że ów nowy spektakl jest „zwykle w zmodyfikowanej wersji”. Tym razem o konflikcie nie słyszałem - interesuje mnie to, co na scenie a nie totumfackie ploty - zatem zakładam, że repremiera „Cravate Club” w warszawskim Teatrze Współczesnym to właśnie przykład umiejętności negocjacji i współpracy. Bo przecież było to widowisko Teatru Polonia, które swoją tam premierę miało 20 września 2020 roku. A teraz „Cravate Club” wchodzi do repertuaru wspomnianego już Współczesnego. Nie ma w tym nic dziwnego. Spektakl przecież reżyseruje, na dodatek gra w...




