Ave Theatrum, morituri te perdiderunt
Od mniej więcej trzydziestej minuty tego spektaklu zastanawiałem się, co ja tu robię? Nie mogę pomóc Twórcom w uporaniu się z dręczącymi Ich traumami. Bo zapewne jakieś muszą mieć, skoro przerzucają ich ciężar na Widzów. A była to premiera. Może ostatnia w powoli konającym sezonie teatralnym 2025/26. „Lisa”. Reżyseria - Wiktor Rubin. Scena - Mała Teatru Powszechnego w Warszawie. Nie jestem wielkim miłośnikiem teatru dosłownego, fizycznego. Uważam go za tani sposób epatowania widzów ludzkimi tragediami. Szukam na scenie czegoś głębszego. Psychologii, czy też dekonstrukcji mechanizmów kierujących poczynaniami postaci. W „Lisie” jest fizyczność. Wszystko zostało do niej sprowadzone i nią wyjaśnione. Bohaterowie składają się z mięśni, płynów ustrojowych i wypowiadanych kwestii. Dostajemy dramat poszarpany. Brutalny poza konieczne granice. Epatujący, a nie dojmujący. W konsekwencji - nużący. Jak już napisałem we wstępie, nie odbieram nikomu prawa do tworzenia autoterapeutycznej p...