Farsa, a śmiechu mało
Wychodząc z teatru usłyszałem: „Rezerwacji na trzy miesiące naprzód bym nie robiła, ale jak na znalezione wczoraj na myjni samochodowej w czasie wleczenia mojego samochodu - może być”. I w zasadzie szlus. Niewiele więcej można dodać do tak celnego podsumowania „Coś tu nie gra” w reżyserii Krystyny Jandy na scenie Och Teatru. Postaram się krótko rozwinąć zasłyszaną myśl. To jest farsa. Ale w pierwszym akcie prawie nikt się nie śmieje. Po widowni krąży cień chichotu. Milknie. Odzywa się tu i tam. A ten akt to godzina. Ponad połowa widowiska. Nieśmieszna farsa? Gdzie przyczyna? Moim zdaniem leży przede wszystkim w tekście Marcii Kash i Douglasa E. Hughesa, autorów „Coś tu nie gra”. Bo niewiele rzeczywiście w nim gra. To co napisali w 2017 roku na potrzeby kanadyjskie nie bardzo śmieszy Polaków w środku 2026 roku. Świat poszedł naprzód. Nudnawe przygotowania do amatorskiego spektaklu z do bólu przewidywalnymi postaciami, zachowaniami, dialogami - nie mieli tutaj szans Aktorzy, choć wa...