Ktoś oszalał - to pewne
Jakim cudem „Kto jest szalony - ja czy świat?” w reżyserii Ruslána Viktorova znalazł się na scenie łódzkiego Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka? - nie wiem. Spektakl nie powinien mieć prawa nawet przejść obok sceny. To jest bełkot. Na dodatek wyreżyserowany tak, jakby zabrał się za to nauczyciel wuefu gminnej szkoły podstawowej. W zasadzie nie ma w ogóle o czym pisać. Patrzyłem że zgrozą na widownię pełną biednych licealistów, których zapewne w dobrej wierze grono pedagogiczne zabrało do teatru. Siedzieli i nie wierzyli własnym oczom. Bo o zrozumieniu tego, co się odwalało na scenie nie mogło być mowy. Rozumieć można coś, co ma sens. A w „Kto jest szalony…” nie ma grama sensu. Jest potok komunałów i stereotypów w konwencji: Jak sobie mały Jaś wyobraża filozofowanie w teatrze. Teoretycznie to ma być „tragifarsa o dyktaturze szczęścia i dobrobytu” - tak wyczytałem w opisie spektaklu na stronie teatru. Tragifarsa tak. Ale bardziej o indolencji twórczej, płytkości i uproszczeniu - w ...