Bo w impro to trzeba umić...
Impro w Klubie Komediowym. Powiem, że kiedyś zraziłem się do ich poczynań w tej dziedzinie. Jestem zwolennikiem pełnej wolności i bezpieczeństwa widzów. Nie znoszę być podczas spektaklu przymuszany do jakichkolwiek działań, gestów, ruchów czy okrzyków. Mogę się na to zgodzić, ale nie muszę. A spektakl, który lata temu widziałem zaczynał się od beznadziejnej „rozgrzewki” widzów, którym improwizatorzy kazali wymachiwać rękami, wykrzykiwać jakieś sylaby a w końcu kłaść dłonie na ramionach siedzących obok obcych ludzi. Nie mój to klimat, od dziecka unikałem wszelakich tego typu zabaw. Na dodatek każde działanie z widzem musi mieć sens. Interakcja, zaangażowanie kogoś z konstelacji „czwartej ściany” w spektakl jest fajne kiedy wiemy po co się to robi. Samo durne wymachiwanie łapami jako symbol budowania relacji, uważam za coś pozbawionego racji bytu. A najgorsza jest stygmatyzacja. Owładnięci wpływem otoczenia ludzie wymachują kończynami. Jeden, czy dwóch niewymachujących czuje się jak smut...


