Alicja w siedem dni!
Mojżesz wyciągnął rękę i rozstąpiło się Morze Czerwone, Gandalf stuknął kijkiem i Balrog zwalił się z mostu Khazad-Dum w otchłań Morii. Bóg przez tydzień klecił Ziemię i tak sklecił, że dzisiaj mamy Putina. A Piotr Furman? Niczym nie stuknął, nie klecił, tylko w siedem dni zrobił Alicję w Krainie Czarów. W Teatrze Rampa gościnnie ją pokazując. Zażartowałem sobie. Ale to żart spowodowany radością z tego, co zobaczyłem i zarazem szczerym podziwem dla Piotra Furmana, Sary Lityńskiej oraz dziewiątki Aktorek-amatorek. Najmłodsza ma niecałe szesnaście lat. Najstarsza dwadzieścia. Trzy zaledwie mają doświadczenie muzyczne - szkolne i akademickie. Spotkały się na Intensywnych Wakacyjnych Warsztatach Aktorskich (Piotra Furmana właśnie) i po tygodniu pracy pokazały „Alicję w Krainie Czarów”. Oczywiście, skrót Alicji. Bryk, jak określił Reżyser. Trwa to jednak trzy kwadranse i jest absolutnie urocze! W pracy oparli się o spektakl Andrzeja Strzeleckiego, który miał swoją premierę w maju...