HOT bardzo gorący

Najpierw powstaje układ współrzędnych. Precyzyjny, z wyraźnie zakreślonymi granicami poruszania się w nim jednostek. Monotonnie narastającą ich liczbą. Monotonnym ruchem po liniach prostych. Przód-tył. Obrót. Raz jeszcze. Kolejni performerzy „HOT” pojawiają się na scenie. Zajmują miejsca według wytyczonych sobie linii. Ruszają. Zaczyna się spektakl Krajowego Centrum Choreograficznego z Lublina. Przyjechali do Komuny Warszawa. Performance zaprojektował Stanisław Bulder. 


Scena pokryta czarną wykładziną. Sztuka performatywna lubi cień.Wtedy snopy światła potrafią czynić cuda z ludzkiej muskulatury, mimiki, ruchu. Z sufitowej rampy zwieszają się łańcuchy. Jeden z nich ocieka tajemniczą, gęstą kremową substancją. Życiem? To spektakl o narastającym życiu. Nieuchronnie poprzez wzrost prowadzącym samo siebie do katastrofy. W którym momencie jesteśmy? Czy to ważne? Ważne, że wszystko płynie. Nie ma dobrych miejsc. Jest tylko przeciekanie czasu wciąż i wciąż w kierunku śmierci. Jednostki na scenie powtarzają swoje kroki. Raz za razem. Niezmiennie. Jak w życiu. Codzienność mediany ludzkości jest przerażająco nudna. Ruch i statyka. Zatrzymanie, zaklęcie w pozy. Odrabianie życia jak szkolnych lekcji. Aż do zamknięcia dziennika. 


Kiedy nadmiar jednostek czyni grupę niemożliwą do pomieszczenia w dostępnej przestrzeni - zaczyna się chaos. Linie ruchu pozostają proste, choć zmieniają się trajektorie i tempo poruszania po nich performerów. Mijają się w niewielkich odległościach, prawie zderzają. Prawie. Nadciąga burza nieuchronnej katastrofy. To jeszcze odwracalne. Jeszcze do opanowania. Jednak bez ingerencji zewnętrznej w układ katastrofa musi się wydarzyć. Kolejna zmiana choreografii. Złamany w kształt sceny krąg, po którym jedna za drugą idą jednostki. To już nie jest uporządkowany, synergiczny marsz ku rozwojowi. Zaczyna się przyspieszenie aż do eskalacji agresji. Bieg. Złamanie zasady bezpiecznej odległości. Ingerencja w sfery osobiste. Nadchodzi wybuch. Jak wulkan, którego nic już nie powstrzyma.


Potem wylewa się lawa przemocy. Gorącej do granic spopielenia ludzkiej społeczności. Walka. Siła kontra siła. Walka w której nie ma zwycięzców. Ten fragment performance uważam za najlepiej opracowany. Najbardziej sugestywny. Świetnie wypada teatr fizyczny wykonywany przez doskonale zgraną grupę tancerzy. Dzieje się to w głębi sceny. Do widzów dochodzą udrapowane w cień ułamki ruchu, gestów. Żar tej przemocy. 


Czy z niej może wyrosnąć wartość? Katastrofa przecież, jako zdarzenie w dziejach, jest jedynie kropką na nieskończonej linii czasu. Musi następować by poprzedzające i następujące po niej epizody miały swoje punkty odniesienia. Przemoc rodzi strach. Strach przynosi podległość, uzależnia. Co jest dalej? 


Konstatacja, że większość relacji w zbiorze zwanym społecznością jest oparta na przemocy - nieuchronnym zwiastunie katastrofy? Już samo wiązanie się sznurem uspołecznienia jednostek to początek ich końca. Początek drogi ku walce o prymat, o pozycję. Dążenie do upadku jest równie pewne jak fakt ludzkiego przemijania i systematycznego zbliżania się do śmierci? Miłość. Kto nie zaznał jej czystej postaci, kojarzy ją ze zmaganiem o prymat w związku. Utrzyma sterów kierujących dwojgiem ludzi. Komórką w organizmie zwanym ludzkość. Miłość utopiona w powinnościach. Performerzy zautomatyzowani w sztampie powtarzalnego pocałunku. Kierowani jak lalki siłami zewnętrznymi. Kolejna znakomita scena HOT.  


A finał spektaklu zaskakuje. Jest odmienny od wymowy całości. Pojawia się w nim symbol życia. Przekazywanego człowiekowi przez człowieka. Oblewający potokiem chłodnego ukojenia. Pojący spragnionych. Studzący żar bijący z HOT. Życie jest żartem? Swobodą? Nadzieją. 


To performance. Zatem czytanie takiego widowiska jest subiektywne. Dobry? Zły? nie ma kryterium, według którego można obiektywnie ocenić indywidualne postrzeganie scenicznego ruchu zaklętego w muzykę i zwieszające się z sufitowej rampy kawałki łańcuchów. W performance wszystko jest symboliczne. Umowne. Wolne od jedynie słusznejj koncepcji odczytania. I dlatego to porywająca odmiana teatru…


HOT pojawił się raz. Oby wracał. Bo warto się nad nim pochylić. Poczuć upał tej choreografii. Pomyśleć. Wyciągnąć wnioski. Samemu. 


koncepcja, choreografia: Stanisław Bulder

kreacja, performance: Ewa Noras, Katarzyna Koziorz, Anna Banasik, Agnieszka Brzezińska, Artur Grabarczyk, Michał Przybyła, Stanisław Bulder

dramaturgia: Krysia Bednarek

scenografia: Magda Wolak

muzyka: acheless/ hoela$

światło: Klaudia Kasperska

kostiumy: Kamil Wesołowski

opieka producencka: Beata Miernik

zdjęcia & trailer: Zuza Czaplak

logo: Maria Łozińska








Komentarze

Popularne posty