Tosca w piecu
Żar warszawskiego wieczora był taki, że powietrzu nawet nie chciało się drgać nad rozpalonym betonem Placu Centralnego. Trawa, jeszcze kilka dni temu przecudnej urody, zmieniła się w pożółkłe siano. W takich okolicznościach zaczęła się „Tosca” Giacomo Pucciniego. Czyli jeden z bardzo mocnych punktów festiwalu Centralny Plac Muzyki. Celowo nie napisałem o punkcie „najmocniejszym”. Program festiwalu jest tak bogaty i tak różnorodny, że każdy dzień można dowolnie gloryfikować w zależności od własnych upodobań. Bezdyskusyjne pozostaje jedno: Centralny Plac Muzyki to już jest wielki sukces. Tłumy widzów, zasłuchanych i zapatrzonych. Ci, którzy nie kupili biletów obserwują wydarzenia na potężnych telebimach. Przed Pałacem Kultury stolica ma swoją stolicę. Aż do 7 lipca. Ten upał, Pałac Kultury górujący nad sceną, stały się niezamierzonymi świetnymi uzupełnieniami dla spektaklu. Przecież „Tosca” rozgrywa się w Rzymie. W czerwcu 1800 roku. Dzień bitwy pod Marengo. Ona stanowi tło te...