Lis w środku Miasta
Siedziałem na warszawskim Placu Konstytucji, patrzyłem na rzędy zapatrzonych w plenerową scenę maluchów. I myślałem z rozrzewnieniem: Może nie wszystko stracone? Może dzięki takim projektom jak wakacyjna scena Teatru Polonia i takim reżyserom jak Piotr Kosewski jeszcze przynajmniej jedno pokolenie będzie wiedziało co znaczą słowa „szelma”, czy „bielmo”. I czułem wewnętrzną radość tak, jakbym sam był jednym z tych najmłodszych Widzów, a Lis Witalis pojawiał się w mimom życiu pierwszy raz. Kosewski wyreżyserował „Szelmostwa Lisa Witalisa” - genialną, rymowaną bajkę Jana Brzechwy i położył na warszawskim chodniku oddając pod ocenę współczesnemu maluchowi. A ten? Usiadł jak zaczarowany, zapatrzył się w prześmiesznie ucharakteryzowane i zagrane postaci-leśne zwierzęta. Trwał przez trzy kwadranse w bajkowym transie. A potem Lis Witalis, którego brawurowo zagrał sam Reżyser, wyszedł do swoich wielbicieli i cierpliwie dawał się fotografować na lewo i prawo. Jak przystało na smartfon...