Służące do niczego
„Kasiu, podaj panu śledzie” - rozkazuje Elżbieta (Barbara Guzińska) w drugim akcie „Służących do Wszystkiego” wskazując na Mieczysława (Rafał Sawicki). Kasia-Emilka (Ewa Dobrucka) na to dziarsko chwyta sporych rozmiarów babę wielkanocną i stawia przed pałaszującym śledzie Mieczysławem. Przytaczam to nie bez powodu. Całe „Służące do wszystkiego” to taki właśnie ciąg zdarzeń. Bez większego ładu, składu i przede wszystkim śmiertelnie nudnie opowiedziane. Gdyby spektakl Teatru Polskiego w Bielsku Białej w reżyserii Agaty Puszcz wystawiono w roku dajmy na to 1931, a nie w piękne czerwcowe popołudnie w ramach 46 Warszawskich Spotkań Teatralnych, zapewne byłby niebywałym sukcesem. Czystym głosem sprzeciwu wobec wykorzystywania dziewcząt szukających rozpaczliwie ucieczki z wiejskiego piekła. Krzykiem o pomoc dla pracujących ponad miarę, traktowanych jak przedmioty, panien służących w polskich domach jak II Rzeczpospolita długa i szeroka. Ale mamy rok 2026. I wszystko to ...