Opowieść o początku burzy
Konwencja tego spektaklu może dziwić współczesnego widza. Teatr Żydowski w Warszawie przenosi nas do lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Lądujemy w tingel tanglu. Na dodatek w takim, w którym kręcony jest film na podstawie bestsellerowej powieści Hugo Bettauera „Miasto bez Żydów”. Dlaczego współczesny widz ma być zdziwiony? Tingel tangle słynęły z dosłowności, popisów aktorskich o dużej ekspresji. Hałas, krzyk, dynamika - królowały na scenach tych teatrzyków. Świetnie to wymyśliła Karolina Kirsz, reżyserująca w Żydowskim „Miasto bez Żydów”. Mając do dyspozycji morderczo mikroskopijną scenę musiała siłą rzeczy umieścić aktorów w konwencji, która w tak małej przestrzeni byłaby dla widzów z jednej strony czytelna a z drugiej nie dochodziłoby do wzajemnego tratowania się między ciasno ustawionymi krzesłami. I to nie tylko się udało. Moim zdaniem dało świetny efekt. Dystopia Bettauera powstała w 1922 roku w Austrii. Autor wykreował w niej państwo-miasto, którego władze pos...