Bal przebierańców
Jeden z utworów przy których, gdy się je czyta, momentami trzeba przerwać. Zamknąć oczy i przenieść się w piekło hałasu, upału, zmęczenia, hucpy zwykłej i ohydy jakie w nim się mieszczą. Bomba z krótkim lontem, która z powodzeniem może eksplodować w każdym czasie. Rozsadzać establishment dowolnej politycznej władzy. „Bal w Operze” Juliana Tuwima. W Teatrze Polonia zmierzył się z nim Artur Barciś. Tuwim napisał coś na kształt koncertu fortepianowego szalonego kompozytora. Wyszedł poza ramy klasycznej, trzyczęściowej konstrukcji . Jego literacki koncert rośnie z części na część. Szybko - wolno - szybko - szybciej - appassionato. Partycje są wyraźnie oddzielone. Pewna ręka dyrygenta, sprawne dłonie pianisty z takiego koncertu czynią interpretatorskie arcydzieło. W poemacie podobnie. Niewprawny, albo zamknięty w powtarzalnej konwencji odtwórca kładzie dzieło na łopatkach a słowa skaczą po nim jak czerwie po upadłym na Balu cielsku potwora. Barciś jest gdzieś w środku. Nie stworz...