Facet z innej bajki
Jako prawie filolog węgierski (trzy lata bądź co bądź), po kilku latach studiów w Warszawie i mieszkaniu w Budapeszcie, powiem: Nasi Bratankowie to równi goście. Ale Sowizdrzałami oni nie są. Humor węgierski bywa albo przaśny - anegdoty, albo mocno podszyty psychologią. W tej drugiej dziedzinie mieści się groteska Istvána Tasnádiego „Kartonpapa”. W Polsce pojawiała się gościnnie jako „Tata z tektury” a w warszawskim Garnizonie Sztuki ten spektakl wyreżyserowała Lena Frankiewicz dając tytuł „Facet z papieru”. Nie jestem wielkim zwolennikiem Jej odczytania węgierskiego tekstu. Po pierwsze Frankiewicz zaproponowała komediowe ujęcie sztuki Tasnádiego. Dlaczego? Bóg jeden raczy wiedzieć. To groteska, tak. Ale po mniej więcej godzinie z groteski robi się niezły dramat psychologiczny. Nie ma tu nic śmiesznego. Jej „Facet z papieru” razi powierzchownością. Przecież każda z postaci tej sztuki jest świetnie nakreślona przez autora. Każda niesie w sobie nić psycho-tragedii. A w finale te nic...