Teatr, co chce być filmem
No i pasztet na koniec sezonu. Bo „Anioł Zagłady” Daty Tavadze z warszawskiego Teatru Dramatycznego nie jest ani tak złym jak o nim słyszałem, ani tak dobrym jak moim zdaniem mógłby być. Reżyser wziął się za eksperymentalne arcydzieło i spróbował odczytać je w zgodzie z duchem naszych strasznych czasów. Czyli jak śpiewał niegdyś Leszek Wójtowicz „potraktował tę sprawę społecznie”. A to mankament. Sztuka uwikłana w politykę, rozważania płciowe i inne tego typu sprawki ginie. Umiera pod ciosami socjotechnicznej siekiery. Luis Buñuel nakręcił „Anioła Zagłady” w 1962 roku. To surrealny obraz dziwacznej opresji w jaką popada grono socjety zachodniej cywilizacji. Spotykają się na prywatnej kolacji po spektaklu operowym. Z niezrozumiałych powodów łamią konwenanse i zostają na noc. Rano okazuje się, że nie mogą opuścić gościnnego pałacu. Ba. Nie mają też żadnej możliwości skomunikowania się ze światem zewnętrznym. Tak, jakby ktoś ustawił barierę między nimi a resztą cywilizacji. Film opiera si...