Terapia śmiechem
Impro. Czyli my siedzimy i wymyślamy tematy. Oni to łapią i w kilka sekund tworzą na ich podstawie opowieści. My w odpowiedzi ryczymy ze śmiechu. Trudno zachować powagę, gdy na scenie warszawskiego Klubu Komediowego pojawiają się tamtejsi improwizatorzy. Umieją w to grać. Czy to teatr, czy nie teatr? Jasne, że teatr. Trzeba mieć nie lada umiejętności, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Poszedłem wiedząc że pisanie o impro jest piekielnie trudne. W zasadzie pozbawione sensu z punktu widzenia sprawozdawczego. Każdy spektakl jest inny. Jego fabuła, czy też poszczególne, niepowiązane ze sobą, sceny zależą tylko od widzów. Przychodzą drętwi - będzie drętwo. Bawią się za dobrze - lepiej nie pisać co będzie. Pocieszające jest to, że zmieniamy się. Impro jest jak papierek lakmusowy zmian zachodzących w polskiej mentalności. Coraz mniej zamkniętych w sobie, nieufnych nowinkom obserwatorów. Spada liczba jadących na alko dopalaczu domorosłych komików, którzy próbują wyręczyć twórców i sami ...