Miautystycznie, ale czy artystycznie?
Definicja sztuki teatralnej jest w zasadzie prosta. Oto żywe widowisko, będące efektem współpracy reżysera, aktorów, scenografa i muzyków - czyli twórców. Sztuka dramatyczna opiera się o tekst i jego sceniczną realizację. W porządku. Ale co, jeśli spróbujemy zdefiniować sztukę postdramatyczną? W przypadku teatru performatywnego sprawa jest trudniejsza. Tekst z fabułą przestają być podstawą widowiska. Wartością samą w sobie staje się wydarzenie. Obcowanie performera z widzami. Działania przestają być aktorska grą. Stają się podejmowanymi w czasie rzeczywistym akcjami. Zaciera się zatem granicą między sztuką a wszystkim, co jej nie stanowi. Na przykład aktywnościami stricte edukacyjnymi, naukowymi, terapeutycznymi, ideologicznymi, czy merkantylnymi. Zatarcie tej granicy dla mnie stanowi kłopot dojmujący. Jestem miłośnikiem sztuki performatywnej. Zatracam się w tego typu teatrze. Jest subiektywny. Dopuszcza pełnię dowolności interpretacyjnej. Wywołuje skrajne emocje i oceny. Ale czy ...