Nic? A może...
Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny. Choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata, nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata. Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. Wczoraj, kiedy twoje imię ktoś wymówił przy mnie głośno, tak mi było, jakby róża przez otwarte wpadła okno. Dziś, kiedy jesteśmy razem, odwróciłam twarz ku ścianie. Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat? A może kamień? Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś - a więc musisz minąć. Miniesz - a więc to jest piękne. Wprawdzie na stronie Komuny Warszawa można przeczytać, że spektakl Cezarego Tomaszewskiego nie jest interpretacją wiersza Wisławy Szymborskiej, jednak jego „Nic dwa razy” zaczyna się szalenie ważnym dla dalszych rozważań scenicznych właśnie takim interpretacyjnym popisem pięciorga performerów. Czworo z nich - wcześnej miejsce prz...