Wszyscy tam jesteśmy...
Nie miałem zamiaru tego oglądać. Uznawałem za zbyt daleko idące nagięcie teatru do roli megafonu w służbie polityki. Słusznie? Pewnie nie i dlatego poszedłem. W ostatniej chwili, bo „Mein Kampf” w reżyserii Jakuba Skrzywanka w warszawskim Teatrze Powszechnym zagrano 25 października 2026 roku po raz ostatni.
Trudne, piekielnie trudne zadanie i fascynująca konfrontacja spojrzenia na paskudny fundament narodowego socjalizmu siedem lat po premierze spektaklu. Zestawiając wspomnienia z 2019 roku z współczesnym oglądem świata mam wrażenie, że „Mein Kampf” Skrzywanka stało się dziełem o wiele bardziej uniwersalnym. Zyskało nowe znaczenia. Dzisiaj spektrum nadużywających socjotechnicznej papki jest inne. Włącza tych, których siedem lat temu duża część polskiego społeczeństwa uważała za wolnych od propagandowych uzależnień.
Bełkot. Tak. To, co pada ze sceny jest bełkotem wyprodukowanym przez Hitlera. Wrażenie odrazy narasta, Reżyser świetnie ten tekst przeczytał i wspólnie z odpowiedzialnym za dramaturgię Grzegorzem Niziołkiem zaadaptował. Powoli wciąga nas w spiralę konieczną do zrozumienia istoty powszechności narodowego socjalizmu w międzywojennych Niemczech. Psychologiczne uporządkowanie faktów i tez - bo w hitlerowskim dziele trudno szukać dowodów - też uderza. Aż do drugiego aktu, gdy treści „Mein Kampf” stają się w pełni odrażające. I znakomicie pasują do nich wulgarne, przerysowane, pół małpie pół ludzkie kostiumy, w jakie Aktorów do tego zadania wyposażyła Agata Skwarczyńska, autorka strojów i scenografii.
Ale zanim do drugiego aktu dojdziemy, przechodzimy przez zakręty pierwszego. Długi. Momentami tracący dynamikę i grzęznący w meandrach osobistych wyznań późniejszego zbrodniarza. Rojeń jeszcze nie ma. Na razie jest charakterystyka rodziny w jakiej się wychowywał, słowa o społeczeństwie. Zastanawiałem się zawsze gdy „Mein Kampf” z powodów zawodowych czytywałem, czy Hitler pisząc swoją książkę znał „Życie pszczół” Maurycego Maeterlincka? Bo „Życia termitów” z 1926 i” Życia mrówek” z 1930 roku znać raczej nie mógł. „Mein Kampf” wydano w 1925 pierwszy, a w 1926 tom drugi. Fascynujące są podobieństwa dzieł Maeterlincka, wielkiego przeciwnika faszyzmu, który przed nadciągającą epoką Hitlera musiał uciekać do książki twórcy tej zbrodni, skonfiskowano jego majątek. Oczywiście nie jeden do jednego i nie można pod żadnym pozorem powiedzieć bzdury, że Maeterlinck tworzył narodowy socjalizm owadów! Ale jednak - takie przewrotne pytanie drąży mi myśli: Czy Hitler nie wzorował się na formule maeterlinckowskiej? Tu przypomniał mi je właśnie ów pierwszy akt. Dominuje w nim Arkadiusz Brykalski. Wprawdzie przez dłuższy czas siedzi na inwalidzkim wózku, obrócony plecami do widowni ale kiedy przejmuje narrację - trudno nie otworzyć oczu zmęczonych populizmem Hitlera. Świetnie prowadzi Brykalski swoją postać. Buduje napięcie wokół stopniowo narastającego przerażenia tym, co pada ze sceny. Wreszcie pojawia się z pistoletem. Padają strzały. To teatr. Takie rzeczy się dzieją. A jednak jedna z Pań siedząca w środku drugiego rzędu wyraźnie poczuła się niekomfortowo. Byłem tuż za nią. Widziałem że zbladła i ma kłopot ze złapaniem oddechu. Zobaczył to też Brykalski. Podziwiam Jego spokój, wyczucie sytuacji i takt. Nie „wychodząc z roli” zszedł ze sceny. Stanął tuż przed przestraszoną kobietą. Obniżył głos, na jego twarzy pojawił się życzliwy uśmiech. Nadal wygłaszał zdania należne granej postaci. A jednocześnie gestami i mimiką uspokajał emocje. Łagodził skutek bardzo mocnej sceny wystrzałów. Wrócił na scenę dopiero wtedy, gdy siedzącą na widowni kobieta odzyskała rezon. Wielki ukłon szacunku, Panie Arkadiuszu. Zgadzam się z Panem, że teatr nie przekroczył w tej odsłonie granicy imitacji i realizmu. Choć zapewne każdy ma je ustanowione na fundamencie własnej wrażliwości. Różne. Zareagował Pan z klasą i po dżentelmeńsku. Brawo!
Akt drugi to popis Aleksandry Bożek. Jej przypada zadanie najtrudniejsze. Wygłoszenia zdań, które swoją ohydą budzić mogą skrajne emocje. Od odrazy, przez gniew, do śmiechu politowania. Trudno Artyście w tej sytuacji zapanować nad własnymi odczuciami. Pozostać w roli. Pani Aleksandra zrobiła to znakomicie. Jej odczytanie zdań, zbudowanych nie ze słów a z podłości, wypadło wstrząsająco sugestywnie. Ten drugi akt ocierał się kilkukrotnie o doskonałość. Kostiumy, powracająca piosenka w wykonaniu Natalii Lange i Klary Bielawki, balansujące na granicy efektu i efekciarstwa akty seksualne - to zbudowało spektakl. Uczyniło go ważnym głosem w dyskusji o pożywce dla ludzkiej nienawiści. Sączącej się do uszu przez pokolenia. Czy Hitler był pierwszym, który zalał ludzi taką trucizną? Nie. Nie był. Ostatnim? Patrząc na przerażającą aktualność „Mein Kampf”, przedstawienia które właśnie zakończyło swój żywot na scenie Teatru Powszechnego, można mieć wątpliwości.
Na zakończenie słowo o… początku. „Mein Kampf” Skrzywanka zaczyna się prologiem. Na scenie w bodaj najbardziej intymnych, obnażających rolach, dwoje Aktorów. Muszą się odsłonić, odwrócić tyłem do widowni i pochylić. Obserwujemy zatem nagie… doskonale Państwo wiedzą, co. Oni kładą dłonie na pośladkach. Poruszają nimi w takt wypowiadanych słów. Najpierw Oskar Stoczyński wygłasza słowo wstępne Hitlera do „Mein Kampf”. Po nim Natalia Lange w ten sam sposób notę wydawcy do polskiego wydania książki. Można na tę scenę patrzyć wielorako. Tak. Jest wulgarna. Przerysowana. Dosadna. Zawstydzająca i budząca odrazę. Ale to ma sens! Pozycjonuje ciąg dalszy. Bo przecież za moment będziemy słuchać takich właśnie słów. Płynących nie z głowy myślącego człowieka. Ten, i słusznie, ma je w … tam właśnie. W teatrze każda akcja, każde działanie musi się uzasadniać. I ta nagość ma w inscenizacji „Mein Kampf” sens. Czemuś służy. Tyle.
Na zakończenie mój list do Pani Natalii Lange. Wiem, że rola zmusiła Panią do zaatakowania mnie w antrakcie. Świetnie Pani zareagowała na moją odmowę udziału w spektaklowej interakcji. Bardzo za to dziękuję!
Twórcy:
reżyseria – Jakub Skrzywanek
dramaturgia – Grzegorz Niziołek
scenografia i kostiumy – Agata Skwarczyńska
muzyka – Karol Nepelski
choreografia – Agnieszka Kryst
wideo – Magda Mosiewicz
asystentka scenografki – Karolina Srpkowá
inspicjent – Julia Różańska
Obsada:
Klara Bielawka
Aleksandra Bożek
Natalia Lange
Arkadiusz Brykalski
Mamadou Góo Bâ
Oskar Stoczyński



Komentarze
Prześlij komentarz