Menora z opowieści

Jak długo zabliźnia się rana, której głębi nigdy nie udało się należycie ocenić, zbadać. Zdiagnozować. Rana wojenna, co powoduje, że nad dawniej tętniącymi życiem podwórzami domostw unosi się jedynie dym. Mgła wspomnienia. „Dla naszego wspólnego dobra” w reżyserii Magdaleny Milczarskiej to spektakl o którym można zapewne powiedzieć - kolejny. Jeszcze raz i jeszcze raz twórcy teatralni rozdrapują ranę polsko żydowskiego współistnienia. Odrębności i nierozwiązanych kwestii historycznych. Tak. Kolejny raz. Ale gdy na scenie stają ludzie bardzo młodzi i chcą nieść na swoich plecach bagaż tego zagadnienia - sprawa staje się arcy ciekawa. Dlaczego Aktorzy, z których kilku pamiętam sprzed bodaj roku czy dwóch lat gdy w Akademii Teatralnej występowali w spektaklach dyplomowych, szukają dla siebie tak trudnego, delikatnego zarazem tematu? Jak o nim się wypowiadają? 


To najważniejsze dla mnie pytanie. Fascynujące. Gdy wyszedłem z Mazowieckiego Instytutu Kultury, gdzie „Dla naszego wspólnego dobra” pokazano, miałem w głowie taką myśl: W moim pokoleniu cień wojny był w pewnym sensie codzienny. Mój dziadek zginął w Powstaniu. Ojciec koleżanki z klasy był jednym z jego najmłodszych Uczestników. Wojna była w opowieściach rodzinnych. Jeszcze nie zblakła, jak stare fotografie stojące na nasłonecznionym blacie kredensu. A oni? Dwa kolejne pokolenia. To epoka. Polska jest zupełnie inna, stwarza inne możliwości. Stawia inne artystyczne wyzwania i pytania. A jednak sięgnęli po te już dzisiaj wyblakłe, pokryte sepią lat fotografie. Opowiedzieli splot historii. Pięknie, z szacunkiem i wrażliwością. 


Podstawą spektaklu jest „Rejwach” Mikołaja Grynberga. Z trzydziestu jeden zawartych w książce opowieści wybrali siedem. Jak siedem ramion w menorze. Symbolu boskiej mądrości i obecności. Światła, które rozjaśnia najczarniejsze dni. Niesie nadzieję przetrwania i odrodzenia. Pieczołowicie je opracowali. Znakomicie zagrali. To nie są łatwe historie. O tożsamości, której nie chce się mieć i znać. Tożsamości, która jest jak tatuaż z numerem. Stygmatyzuje. Opowiadają o ranie, która nie chce się zabliźnić. Wraca w historiach o doszukiwaniu się żydowskiego pochodzenia i płynącej stąd różnicy. O prymacie siły nad chęcią poznania. O cenie życia, jaką ustaliła wojna. Wstrząsające, niekiedy zastanawiające. Spojrzenie w pęknięte lustro, z którego patrzy pogmatwane, skrzywione odbicie. 


„Dla naszego wspólnego dobra” zaskakuje różnorodnością, uważnym skupieniem na szczegółach. To spektakl znakomicie opracowany, przemyślany. Nie ma ani jednego niepotrzebnego słowa. Historii wstawionej jedynie dla eskalowania emocji. Siedem opowieści o losach ludzi. Wychodzą i rozbłyskują ich słowa. Gasną, by kolejna historia rozpaliła wyobraźnię widzów. Poruszyła wrażliwość. Aż do symbolicznego, milczącego finału. 


Magdalena Milczarska doskonale to wymyśliła, zbudowała z tych siedmiu historii menorę. Ciekawie zabudowana została przestrzeń sceny. W ciemności snuje się dym. Usypany stos z krzeseł (scenografia - Alicja Siemko).  Jedno niesie w sobie wstrząsającą historię życia, które mogło sprowadzić śmierć. Na nim siadał człowiek. Z niego obserwował okolicę i sprawdzał czy można bezpiecznie uchylić klapę podziemnej kryjówki. Wpuścić powietrze i światło tym, którzy każdego dnia grali ze śmiercią w chowanego. Jedno krzesło, które staje się symbolem i… jako symbol musi zamienić się w popiół. Jak w historii dwóch rodzin. Polskiej i żydowskiej, połączonych dramatyczną przeszłością. 


Dym okrywa jak koc sprawy, o których pamięć na szczęście nie odchodzi. Jeśli zapomnimy, miniony koszmar zyska szansę powrotu. Dopóki powstają takie widowiska, dopóki kolejne pokolenia z własnej perspektywy niosą je na sceny - dopóty można być spokojnym. Przecież narody, które tracą pamięć, tracą życie…


Świetny, trzymający w napięciu spektakl. Kłaniam się Twórcom z szacunkiem. 


Twórcy i twórczynie:

reżyseria: Magdalena Milczarska

muzyka: Olga Pasek

kostiumy i scenografia: Alicja Siemko

choreografia: Agata Kuczyńska

muzyka i reżyseria światła: Włodzimierz Żukowski

występują: Izabela Budzinowska, Joanna Derengowska, Aleksander Buchowiecki, Stanisław Kawecki, Agata Kuczyńska, Kacper Męcka





Komentarze

Popularne posty