Komedia guma
Czy z dynamicznej farsy można zrobić statyczną komedię romantyczną? Nie. Nie można. Ale dlaczego nie spróbować? - teatr jako wielkie laboratorium uwielbia eksperymenty. Ten nazywa się „Kobieta guma”, reżyseruje Maciej Wojtyszko pod auspicjami Teatru Gudejko, który wynajął na premierę przedstawienia scenę warszawskiego Teatru Studio. I to pierwsze zaskoczenie. Studio kojarzy się z różnymi rodzajami teatru i jego okolic. Od sztuk performatywnych przez taniec współczesny, teatr dramatyczny, pantomimę. Ale komedia mieszczańska tu nie gości. Zdziwiony wyborem miejsca poszedłem „Kobietę gumę” zobaczyć.
A zdziwienie moje rosło i rosło. Pierwszy akt to zmagania z formą. Okres burzy i naporu. Można byłoby z niego zrobić rączo biegnącą po scenie farsę. Wojtyszko jednak postawił na statykę. Przedstawienie jest wyraźnie podzielone na sekwencje. Zadziwiając paroma elementami, na pewno nie zaskakuje strukturą. Scena po scenie aktorzy wchodzą - najczęściej z lewej strony, mówią swoje i wychodzą. Większość postaci w lewo, a tytułowa, grana przez Ewę Kasprzyk - w prawo. I po chwilowym wygaszeniu świateł od nowa. Cegła po cegle, z mozołem reżyser układa na jeden po drugim na sobie elementy spektaklu. Scenariusz napisał Marcin Szczygielski. Nagrody Pulitzera bym się za to nie spodziewał. Sęk w tym, że ów tekst byłby, moim zdaniem, znacznie zabawniejszy gdyby nie straszliwie wolne tempo. W pierwszym akcie nie ma dynamiki. Zapytacie Państwo, czy lekarstwem nie byłyby skróty? Nie. Ten akt trwa około pięćdziesięciu ledwie minut. Nie ma tu czego ciąć. Może początek. Ale potem? Kolejne epizody służą tworzeniu charakterystyk poszczególnych postaci. Są potrzebne. Niestety zagrane z „emocjami jak na rybach”. Nagle pojawia się Jan Jankowski, przemierza scenę i… jest przerwa.
Skoro mamy antrakt, to popatrzmy na skrót fabuły. Nina, życiowa bankrutka, trafia do pustego luksusowego apartamentu. Klucz dostała od swojej dawnej sprzątaczki która wiedząc że jej była chlebodawczyni nie ma dachu nad głową postanowiła pomóc. Mieszkanie jest puste, choć urządzone. Ma bogato wyposażoną garderobę i szafkę na wina. Nina (owa Kobieta guma, czyli Ewa Kasprzyk) wchodzi i… zaczyna długi monolog do robota sprzątającego. Mówi. Mówi. Mówi. I jeszcze mówi. Mamy szczęście. Robot się rozładowuje, Nina mówić przestaje. A na scenie niespodziewanie pojawia się nowa postać. Grana przez Sandrę Naum zagubiona, młoda prawniczka. Z rozmowy Nina wnioskuje, że została wzięta za kogoś innego. Marię, terapeutkę. Zaczyna się gra. Niespecjalnie to odkrywcze, rzekłbym przewidywalne. Ale daje się znieść, niosąc nadzieję że w końcu coś się tu musi zadziać.
I się dzieje. Drugi akt jest znacznie lepszy. Mam wrażenie, że tekst postanowił się zbuntować i wbrew żółwiemu tempu, dyktowanemu przez Reżysera, zaczął uciekać w stronę farsy. Dziwna jest cezura w tym spektaklu. Pierwszy akt kończy się pojawieniem nowej postaci, drugi zaczyna od postawionej przez nią, jako ostatni znak pierwszego, kropki. Czyli ma się wrażenie, że ciachnięto „Kobietę gumę” na odlew nie w takt jakiejś granicy treściowej, tylko z zegarkiem w ręku: Pięćdziesiąt minut i przerwa regeneracyjna. Drugi akt ma zresztą mniej więcej tyle samo owych minut. Jak już napisałem - rośnie dynamika. Farsa łypie na Twórców i Widzów z zakamarków klasycznie funkcjonalnej i logicznie skonstruowanej scenografii, autorstwa Wojciecha Stefaniaka. Zastanawiam się, ile Wojciech już takich salonów w życiu zbudował. Ale czynię to z szacunkiem i podziwem. Za każdym razem każdy kolejny Jego projekt cieszy oko i daje Aktorom znakomite możliwości.
A my wreszcie mamy co najmniej kilka powodów do czegoś więcej niż sporadyczny uśmiech. Możemy się prawie szeroko roześmiać, gdy intryga zostaje rozwiązana, oszustka zdemaskowana i… związek miłości łączy dwie pokoleniowo i emocjonalnie dobrane pary bohaterów. Kasprzyk podaje dłoń Jankowskiemu, a Naum wpada w objęcia Adama Stanisa, którego pamiętam z Akademii Teatralnej ale poza nią nie miałem okazji widzieć. Z przyjemnością odnotowuję zatem, że występ moim zdaniem jest całkiem udany, choć momentami miałem wrażenie pewnej nerwowości. Nie ma potrzeby Panie Adamie - postać Pawła z problemem ukrytej, powiedzmy agresji, wyszła Panu zupełnie nieźle. Dodam, że w dublurze ze Stanisem mogą Państwo oglądać w tej roli także Mateusza Rzeźniczaka.
Podsumujmy. „Kobieta guma” z pewnością nie wywróci stolika i nie rozerwie worka z nagrodami dla Twórców. Jest na to za statyczna. Ale może stać się miłym pomysłem na jesienny i zimowy wieczór. Gdybym miał alternatywę w postaci ciemnego, zimnego mieszkania i widoku nagich dyndających konarów za oknem - wolałbym „Kobietę…”
Aktorzy – Ewa Kasprzyk, Jan Jankowski, Sandra Naum,
Mateusz Rzeźniczak/Adam Stanis
Scenariusz – Marcin Szczygielski
Reżyseria – Maciej Wojtyszko
Scenografia – Wojtek Stefaniak
Kostiumy – Grażyna Gudejko



Komentarze
Prześlij komentarz