Hałas w płot
„Momenty były” - zapewne starsi Czytelnicy pamiętają ten zwrot-klucz, powtarzany w skeczach „Para męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu”, które w radiowym programie 60 minut na godzinę prezentowali Marian Kociniak i Andrzej Zaorski. W „Hałasie” Agaty Kucińskiej, spektaklu który pokazała w ramach XX Międzynarodowego Festiwalu Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych Lalka Też Człowiek, także momenty były.
Momenty. Ciekawy początek, czyli zabiegana postać w powtarzalnych, codziennych rytuałach domowych. Ciekawe pojawienie się lalki, która staje się powoli bohaterem opowieści o zatruwającym ludzkie życie hałasie. Ciekawe jej prowadzenie wśród spadających chmur-myśli. Ciekawa wreszcie rozmowa lalki z Aktorką, dotycząca pokazania prawdziwej twarzy. Jeśli czegoś zapomniałem - proszę o wybaczenie. Ale to nadal jedynie momenty.
Kłopot z „Hałasem”, moim zdaniem, polega na banalnym pomyśle. Takich przedstawień, książek, filmów, rozmów jest bezlik. Wszechobecny hałas i szum skonfrontowany z człowiekiem, który szuka w pędzącym świecie odpoczynku i własnego miejsca. A skoro idea, czy też fundament przedstawienia nie jest nadmiernie unikatowy - trudno było Artystce zbudować coś, co nie byłoby wtórne i znane. Trzeba byłoby doprawdy wpaść na wyjątkowo kreatywny pomysł jak ten hałas „ugryźć”. Jej bunt wobec współczesnego świata? Ziew. Nie dalej jak tydzień temu byłem na wernisażu w budapeszteńskiej galerii Longtermhandstand. Aron Lõrincz pokazuje tam swoje prace na wystawie zatytułowanej „Jolly Roger Gives Me Shade”. Podobne to w pewnym sensie do „Hałasu”. Obrazy ukazują ducha, czy ego artysty w konfrontacji z hałaśliwym, rozpędzonym miastem. On, wieczny pirat wraz z wierną kotką, przemierza miejską dżunglę. Ocean, po którym żegluje nigdy nie wywieszając białej flagi. Obrazy są spójne. Łączą je charakterystyczne symbole. Kot, Roger, Pirat. Różnica między „Hałasem” a „Rogerem” jest podstawowa: Tak było lekko, z humorem i oryginalnie. Tu - ciężko, agresywnie i wojowniczo.
Może wyrosłem z epoki buntu nastolatka? Nie „biorą” mnie infantylne „manifesty” ze sceny: „Chcę, żeby nadmiar informacji został opodatkowany. Żeby proceder separowania nas od nas stał się nielegalny.”, albo również padające w spektaklu: „Chcę, żeby zwierzęta i drzewa przejęły władzę nad światem. Chcę, żeby w mieście rosły łąki, żebyśmy się siebie nie bali. Żebyśmy nie mieli imion. Chcę, żebyśmy się pozdrawiali, mówiąc nie śpiesz się.[…] Chcę, żeby każdy mógł być i był filozofem. I żeby „filozofka” brzmiało tak samo dostojnie jak „filozof". Chcę, żeby zdania z brzucha były ważniejsze niż zdania z głowy. (Małgorzata Halber, „Hałas”, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024). A protesty przeciwko szybko zmieniającym się ulicznym światłom? Dodam, że nie łapię się też na kontestowanie Facebooka, bo to zawracanie Wisły kilem. Może zdając sobie sprawę z pustosłowia medialnego przekazu i papki sączonej z mediów do ludzkich uszu po prostu nie korzystam? Nie wojując z wiatrakami.
Wyszedłem zamyślony nad tym aspektem „Hałasu”. Dlaczego w Polsce artystka zamiast mówić musi krzyczeć? Zamiast olać musi wojować? Skąd bierze się w nas ten gen dominacji, pchający Polaków w objęcia burz w szklankach wody, dzielenia zapałek na czworo i strzelania z armat do wróbli? Tak jest prościej? Świat czarno-biały jest uproszczony i łatwy do ogarnięcia umysłem, rozgraniczenia, co w nim na stos a co „cacy”. Ja jednak wolę barwy. A one zamieszkują przestrzeń pomiędzy ekstremami, jakimi są biel z czernią. Tam szukam swojego spokoju. A szukając nie walczę, nie zdobywam. Po prostu go mam.
„Hałas” ma mankamenty. Pierwszym jest banał, o czym słowo już padło. Drugim forma. To monolog, przetykany dialogiem Aktorki z lalką. Sama Twórczyni podczas przedstawienia przyznaje, że wersja „tekstowa” pojawiła się w toku pracy nad spektaklem. Mógł być bez niej. Po prostu wypełniony, znakomitymi zresztą, dźwiękami instrumentów, na których gra Sambor Dudziński. Może w takiej konwencji, gdyby tekstu nie było, banał nie raziłby tak bardzo? Nie byłoby to infantylne? Widz skupiałby się na ruchu Aktorki i pozostającej w jej rękach lalki. Sam, na własny użytek, czytałby dramaturgię przedstawienia. Uwalniał myśli i… oczyszczał się z ich hałasu. Tego nie ma. Jest głos. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebny. Ale - to moje subiektywne zdanie.
„Hałas” Agaty Kucińskiej. Kolejny kamyk ciśnięty w kierunku współczesności. Ogłupiającej, rozpędzonej, głośnej. Kolejny głos w kakofonii dzięków przeciwko hałasowi.
Wykonawcy: Agata Kucińska, Sambor Dudziński



Komentarze
Prześlij komentarz