Rodzina w soczewce

Ten spektakl nie potrzebuje recenzji - usłyszałem gdy postanowiłem wybrać się na „To wiem na pewno” w reżyserii Iwony Kempy. Teatr Ateneum, Scena 20. Czy jest coś bardziej frapującego niż taka „zachęta”? Dodać można tylko, że po przeszło czterech latach od premiery przy tytule tego przedstawienia w repertuarze praktycznie zawsze widywałem adnotację - „wyprzedane”. 


Poszedłem z całą nieufnością pismaka uwielbiającego niezależność, która często oznacza rejs pod prąd. Nie popadam w mainstream, nie słucham podpowiedzi i sugestii. Wybieram swoje teatralne ścieżki. I - nieufność spadła na podłogę. Zatopiłem się w tym widowisku. W jego fantastycznej fabule, filozoficznych meandrach. Znakomitej, popisowej wręcz, pracy Aktorów i Pani Reżyser. Tak. „To wiem na pewno” ma tylko jeden mankament, ale wynikający zupełnie z czegoś z nim niezwiązanego: Diabli mnie biorą, że tak długo zwlekałem z wizytą na Scenie 20. 


W przedstawieniu nie ma postaci jednowymiarowych. Każda jest konstruktem złożonym z emocji, moralnych rozterek. Bagażu doświadczeń i kolejnych ciężarków, jakie na poszczególne barki składa przewrotny Los. Poznajemy zdarzenia frapujące sześcioosobową rodzinę. Czworo dzieci, w większości już po wyfrunięciu z domu. No i tych dwoje. Kapitalna Agata Kulesza w roli Anny - matki i równie znakomity Przemysław Bluszcz, czyli Jan - ojciec. A dzieci? Ich kłopoty, sprowadzane na siebie przez błędy własne, uwarunkowania osobowościowe, postawy życiowe. Świetnie stworzony rząd postaci pojawiających się na scenie, znikających gdy ich historia zostaje domknięta. Właśnie. Co tu „domyka” ten strzelający wątkami, jak wielorakością barw, rodzinny pryzmat? Matka? Jej cudowna, wzruszająca wręcz przenikliwość i życiowa mądrość. Ojciec? Strażnik zasad, wieczny derwisz w tańcu dookoła własnej żony. Jedyny sprawiedliwy w mętliku spraw, które gdy wychodzą na światło dzienne cieniem kładą się na osobach dramatu. Jan trwa. Przyjmuje ciosy. Z godnością trzyma się kanonu własnych życiowych reguł. Jest ludzki. Prawdziwy. Doznaje zawodów. Upada i wstaje. Sternik okrętu zwanego „domem”, na mostku którego stoi Anna. Pozornie żelazną ręką trzymająca wszystkie nitki rodzinnego życia. A zarazem emocjonalna, także skrywająca tajemnicę. Niejednoznaczna. 


Świetnie ogląda się to lustro, w którym przeglądają się współczesne rodziny. Spektrum możliwych kłopotów. Wyolbrzymione? Nie powiedziałbym. Raczej skupione w soczewce dramatu. A my z rzędów krzeseł na widowni obserwujemy wszystko, niczym laboranci pulsujące od zachodzących reakcji życie. 


Celowo piszę o „To wiem na pewno” enigmatycznie. Konstrukcja dramatu jest prosta, oparta na łatwym do rozszyfrowania schemacie - w takt starszeństwa pojawiają się kolejni członkowie rodziny i familia staje w obliczu różnej wagi, różnego rodzaju problemów. A jednak tu już warto w opisie się zatrzymać. Problemy córek i synów Anny i Jana niech pozostaną za teatralną kurtyną (tej, co piszę dla osób lubiących kawę na ławie, w spektaklu fizycznie nie ma). Inaczej nie byłoby przyjemności w przeżywaniu, doświadczaniu i poznawaniu całego widowiska. 


Świetnie są tu napisane i znakomicie wyreżyserowane sceny dialogowe. Sytuacyjny humor, mimo tragicznej wymowy właściwie każdej sekwencji, jest subtelnie obecny. Rozluźnia atmosferę ale nie wytrąca widzów z nastroju. Uśmiech, który ma szansę pojawiać się na ich twarzach zastępuje zdziwienie, wzruszenie. Czasem negacja, irytacja postawami, prezentowanymi  przez osoby „To wiem na pewno”. Huśtawka nastrojów. Gdyby nie jaskiniowcy i ich pikające telefony komórkowe na widowni, byłaby pełna skupienia cisza. Od początku aż do końca zwieńczonego owacjami na stojąco. 


Nie dziwię się im. Oklaskujemy kunszt Aktorów. Po czterech latach ten wymagający siły psychicznej i fizycznej, dynamiczny spektakl, nadal zagrany jest „na sto procent”. Nie ma znużenia postaciami. Nie ma chowania się za innymi osobami. Kłaniam się Artystom z pokornym szacunkiem. Kreowanie  silnych, skrajnych często emocji w tak osobistym, dotykającym tematyką każdego, kto rodzicem i dzieckiem - piekielnie trudne zadanie. Wyszło natomiast znakomicie. 


Ateneum to oczywiście jedna z najsilniejszych marek wśród polskich teatrów. A obejrzany i opisany wyżej spektakl renomę sceny z warszawskiego Powiśla tylko potwierdza. To już, parafrazując tytuł, wiem na pewno. 


OBSADA


Anna: Agata Kulesza

Janek: Przemysław Bluszcz

Pola: Paulina Gałązka

Róża: Waleria Gorobets

Marek: Paweł Gasztold-Wierzbicki 

Beniamin: Jan Wieteska 


TWÓRCY 


Autor: Andrew Bovell

Przekład: Rubi Birden

Reżyseria: Iwona Kempa

Scenografia i kostiumy: Joanna Zemanek

Opracowanie muzyczne: Iwona Kempa 

Inspicjent: Wojciech Gratkowski 

Suflerka: Magdalena Sowińska 







Komentarze

Popularne posty