Produkt, czy producent?
„Nad nami noc. Goreją gwiazdy,
dławiący, trupi nieba fiolet.
Zostanie po nas złom żelazny
i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.”
Czy jest lepsze podsumowanie cywilizacji ludzkiej, której cel nadrzędny stanowi rozwój za wszelką cenę a droga ku niemu wiedzie przez pola śmieci i śmierci? Wzgórza niekonsekwencji i rzeki zawracane kijem. Tadeusz Borowski oczywiście nie pisał „Pieśni” jako memento dla całej ludzkości. Skupił się na wycinku swojej rzeczywistości. Płonęło pokolenie. Na śmietnik historii ideologie wyrzucały wszystko, co cenne. Piękne. Wzniosłe. Przeciwko nim unosiły głowy honor, sprawiedliwość i determinacja. Wtedy wojna skończyła się tryumfem dobra, które poźniej w takt obrotów koła historii rdzewiało jak zbroja na deszczu. Każde pokolenie patrzy na słowa poprzedników przez własne szkła. Mnie ostatnie wersy „Pieśni” Borowskiego przypomniały się gdy w jesienny, warszawski wieczór czasu międzywojennego szurałem butami po betonie. Oddalałem się od Teatru Ochoty, który żegnał jedno ze swoich sztandarowych widowisk kilku ostatnich lat. „Spektakl o śmieciach” w reżyserii Judyty Berłowskiej, któremu dramaturgię wymyślił Beniamin Bukowski.
Za 167 lat ludzie, żyjący niczym mikroby we wnętrzu gigantycznego potwora, obejrzą się za siebie. Postanowią z perspektywy pasożytów zerknąć do czasu, gdy ich planeta nie była trzewiami żywiącego się wszystkim monstrum. Miała kolory, zamieszkiwały ją wszelkie pełne życia formy. Czyli - do naszych czasów.
Tu zaczyna się coś, co w teatrze razi mnie zazwyczaj. Dydaktyczny smrodek, jak raczył mawiać Melchior Wańkowicz o takich sytuacjach. Sztuka… czy jest gdzieś jeszcze sztuka wolna od terapeutyzowania, ideologizowania, edukowania? Sztuka tworzona z emocji i dla emocji? Rzadko znajduję jej okruchy, które zbieram jak samorodki złota i przechowuję w pamięci. „Spektakl o śmieciach” jest edukowaniem podszyty. Na szczęście nie ideologią. Wada? Tak. Moim zdaniem wada. Ale czy jest coś, co nie posiada mankamentów - poza miłością?
Postanowili opowiedzieć o genezie upadku naszego świata. Zabrali się do tego dziarsko, tworząc przedstawienie złożone z sekwencji scen, nie zazębiających się w spójną historię z postaciami dramatu które wzdłuż osi czasu przedstawiają swoje losy. Skaczemy ze sceny na scenę niczym po schodach, wspinając się do finału „Spektaklu o śmieciach”. Zastanawiałem się, jak z tego wybrną. Bo poszczególne sceny, to oczywiście moje wrażenie, nie były poukładane według żadnego czytelnego klucza. Ani hierarchii ważności, ani aspektów omawianej sprawy, czy chronologii wydarzeń. Nie przeszkadza to nadmiernie, ponieważ dużo się dzieje i nieźle zostało to wyreżyserowane. Przedstawienie zaskakuje zmianami tempa, narracji. A także gatunków. Mamy elementy dramatyczne, groteskowe. Mamy odwołania do teatru absurdu. Sprytnie zmieszane to wszystko w jedno. „Spektakl o śmieciach”, który stawia podstawowe pytanie: Czy człowiek jest produktem, czy producentem? Śmieciem, a może jego wytwórcą?
I w zasadzie przedstawienie lawiruje przewrotnie między dwoma możliwymi odpowiedziami. Produkując śmieci - w myśl tezy, że jesteśmy tym, co jemy - stajemy się nimi w całej własnej osobie. Odpadem ślizgającym się po skórze planety, zrujnowanej przez pokolenia ślizgaczy. Tu jest nad czym się zamyślić i podobała mi się końcowa konstatacja jednej z Pań wychodzącej z widowni: „Obejrzeliśmy, a teraz wrócimy do domów. Rozpakujemy plastikowe torby i wyjmiemy z nich sztuczne jedzenie. I wszystko będzie jak dawniej.”. Ucieszyłem się. Jeśli ktoś wstając z fotela tak mówi, to znaczy że spektakl w nim zakiełkował. Puszcza pędy. Będzie rósł. Obronił się.
Na scenie dziewięcioro bardzo młodych aktorów. Jak to ładnie nauczono nas mówić: „są w procesie”. Czyli już umieją przyciągnąć uwagę, zbudować nastrój i odnaleźć pomysł na rolę, ale przed nimi jeszcze szlifowanie warsztatowe. Drobiazgi, które czynią aktorów zawodowcami umiejącymi żyć bez połykania głosek, emfazy, czy pewnej niepewności w poruszaniu się po scenicznej przestrzeni. Są młodzi. Stworzyli ciekawe dzieło. Przyjemnie byłoby zobaczyć Ich za trzy, może cztery lata. Sprawdzić jak się rozwinęli. Jakie wybrali dla siebie drogi. „Spektakl o śmieciach” to przecież jedynie etap. Czy będą kolejne?
Teatr Ochoty wygasza ten tytuł. Można go zobaczyć jeszcze 23 i 24 września 2026 roku. Żył na scenie trzy lata. Ani to dużo, ani mało i doskonale rozumiem decyzję. Teatr musi się rozwijać. Zmieniać. Proponować wciąż nowe doznania. „Spektakl o śmieciach”, czyli opowieść o ludzkiej destrukcji własnego środowiska, spełnił się i wypełnił swój czas. Nie można zbyt długo nim żonglować. Świat idzie naprzód. Gęstnieją chmury, zmieniają się tematy zaprzątające umysły mieszkańców naszej planety.
„Nad nami noc. W obliczu gwiazd
ogłuchłych od bitewnych krzyków
jakiż zwycięzców przyszły czas
i nas odpomni, niewolników?”
obsada: Larysa Borowiecka, Karolina Ciechomska, Eugeniusz Fomin, Jagoda Kosyło, Zuzanna Klinger, Helena Marcyniak, Mateusz W. Pazura, Ala Rasztawicka, Kalina Sobesto
reżyseria: Judyta Berłowska
dramaturgia: Beniamin Bukowski
scenografia, kostiumy: Joanna Załęska
muzyka: Sebastian Świąder
światło: Zofia Krystman
materiały wizualne, wideo: Kalina Sobesto, Amadeusz Nosal
pedagodzy teatru: Judyta Berłowska, Sebastian Świąder
asystentka reżyserki: Zuza Piwowar
asystentka kompozytora: Agnieszka Berłowska
realizacja światła: Zofia Krystman, Witold Juralewicz
realizacja dźwięku: Piotr Trojanowski, Maciej Witkowski
inspicjenci / montażyści: Marcin Chojnacki, Wiktor Korzeniewski
garderobiane / rekwizytorki: Magdalena Adamczyk, Ilona Giżycka, Jolanta Sikorska
konsultacja logopedyczna: Angelika Wyrwał
kierownictwo produkcji: Agnieszka Kołodyńska-Iglesias, Aleksandra Ślązak
zdjęcia: Bartek Warzecha
komunikacja wizualna, plakat: Agencja kreatywna na_ty


Komentarze
Prześlij komentarz