Od prawej do lewego - kabaret
A co by było, gdyby przesunięcie w lewo znaczyło śmierć? A nieprzesunięcie w prawo w randkowym show też oznaczało śmierć? Absurd? A to dopiero początek zabawy, tak zaczyna się „Przesuń w prawo albo giń” w warszawskim Klubie Komediowym. Jeden z niewielu tu spektaklu pisanych, bo Klub słynie z improwizacji. Ja jednak uparcie i skrycie - kocham spektakle oparte o stałe scenariusze. I poszedłem.
Tak jak przewidywałem. Śmiałem się do upadłego, łapska rozbolały mnie od klaskania. Ale tu trudno się źle bawić, bo w Klubie Komediowym widowiska są świetnie napisane. Po drugie równie świetnie zagrane. A po trzecie - mają swój magiczny czar. Przypominają oglądane niegdyś na archiwalnych taśmach warszawskie kabarety lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Ocierające się o absurd codziennej egzystencji. Mieszające ów absurd z lekkością i wrażliwością. No i potężnym zapasem humoru oczywiście.
Z przyjemnością zobaczyłem na scenie aktorów znanych mi z różnych teatrów i stron. A przyjemność ta brała się stąd że wyraźnie „leżał” im styl Klubu Komediowego. Maciej Karbowski, aktor którego oklaskiwałem dyplomowych „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” a potem obserwowałem w „Klubie kawalerów” na scenie Och Teatru tu wreszcie w pełni wykorzystuje swoje subtelne, stonowane poczucie humoru. WYsoki, przystojny. SPrawiający wrażenie zdystansowanego wrażliwca. Błyszczy w roli Łysego, czyli przedstawiciela półświatka po tureckim przeszczepie włosów. Bawi w rolach Pana Przedszkolanka, kelnera ze skeczu o wrażliwości. I wielu innych, które serwuje z lekkością i błyskiem. Z wdziękiem w rolę Matiego - przeładowanego emocjami cokolwiek nie pasującymi do sytuacji, wciela się Mateusz Dymidziuk. Człowiek o zniewalającym uśmiechu i potężnej dawce energii na scenie. Dymidziuka ze skeczu-reklamy środka usuwającego pewną przypadłość zapaśników - zapamiętam na długo. Piotr Furman. Nie powiem, że najstarszy w grupie, bo wiek to tylko liczba. Liczy się znakomite wyczucie humoru i emocji publiczności. A to Piotr opanował wręcz perfekcyjnie. Jemu, tak to odczytuję, przypadł do wygłoszenia ten jeden jedyny tekst w kabarecie, który ma na moment zatrzymać śmiech. Wywołać wzruszenie i zamyślenie. Kulminacja. To monolog ojca z innego pokolenia. Mówiony, momentami śpiewany. Oświetlony subtelnie blaskiem z monitora laptopa który ma Furman na kolanach. O tym, że mapa w życiu to plan papierowy a nie elektronika, że był takim, jakim być mu pozwalały jego czasy. Pięknie to zrobione i efekt znakomicie osiągnięty. Mam na myśli wzruszenie. Poczucie, że pokolenia mijają, zmieniają się nośniki. Ale serce zawsze pozostaje sercem.
Panie. Myślę, że Koordynatorki Scen Intymnych wybaczą moje faux pas i rozpoczęcie relacjonowania wydarzeń na scenie od dokonań męskiej połowy aktorskiego teamu. A przecież to w postaciach kobiecych „Przesuń w prawo”
tkwi gros humoru i zabawy! Koordynatorki już wspomniałem. Czyli Maję Szkutnik i Weronikę Kozakowską ze skeczu o kręceniu sceny prawie erotycznej na planie pewnego znanego filmu. Odetchnąłem z ulgą. Nie tylko mnie bawią koordynatorki scen intymnych w akcji. No a creme de la creme, czyli parodia teatru Krzysztofa Warlikowskiego? Tam Oliwia Hołozubiec pokazuje, że nie tylko teatr Warlikowskiego. Każdy teatr i każdy reżyser może leżeć Jej u stóp jeśli tylko zechce. Weronika Kozakowska brawurowo śpiewa song o Chłopach i Chłopkach. Piękny głos, miła oku interpretacja. No i balet! Męski i żeński balet w tym skeczu… cóż. To jest świetne widowisko kabaretowe.
A na koniec celowo zostawiłem Aktorkę, której talentem cieszyć będziemy się długo i nie raz nie dwa razy zaskoczy widzów głosem, interpretacjami i po prostu czymś, co powoduje że obok ról Mai Szkutnik trudno przejść obojętnie. Niedawno oklaskiwałem Ją w „Grzybobraniu” teatru Potem o Tem. Wcześniej zasłuchałem się w Jej piosenkach na scenie Klubu Komediowego. W „Przesuń w prawo…” pani Maja śpiewa dwa songi. „Modlitwa o prawaka” robi wrażenie. Skąd Ona ten głos dobywa? Gdzie go w sobie chowa??? A potem, w drugiej części przedstawienia, song o kobiecej zachciance, kierowanej do męskiej części populacji. Tytuł? Ach, czy tytuł koniecznie jest ważny? Myślę, że w wielkim uproszczeniu można go określić jako „Daj mi tę noc”… I niech tak zostanie. Wykonanie - jak z dawnych, wspaniałych kabaretów. Tekst - najzupełniej współcześnie akceptowalny. Bo używanie pewnych słów damom jak najbardziej przystoi. Pod warunkiem, że robią to z rozmysłem, wdziękiem i seksapilem. Czyli tak właśnie jak Maja Szkutnik w Klubie Komediowym.
A teraz przeskoczmy do struktury. „Przesuń w prawo albo gin” to dwuczęściowe widowisko kabaretowe złożone z ciągu dynamicznych, różnej długości skeczy. Songów niewiele, ledwie kilka i to jedyny mankament, bo i Panie i Panowie z obsady zaśpiewać potrafią. Ale za to skecze rekompensują wszystko. Szydzą, żartują, wyśmiewają co tylko w naszym szaleństwie społecznym się gnieździ. Sprawiedliwie obdzielają humorem lewaków, prawaków, hetero i tych nieco nie. Bawią się własnym, artystycznym światem w którym poruszają się ze swobodą i brawurą. Wspominana już scena parodiująca teatr Warlikowskiego - brawa, brawa, brawa. Dla wszystkich.
Około dwóch godzin, wliczając przerwę, świetnej zabawy. Wręcz momentami jazdy bez trzymanki. Można być smutnym tetrykiem, który poszukuje w teatralnym świecie psychologicznej głębi i formy, a jednak wyjść z Klubu Komediowego z obolałymi od klaskania dłońmi i mokrymi od śmiechu oczami. Jestem tego najlepszym dowodem. I każdemu, komu w życiu nielekko a chciałby część swojego bagażu na moment zrzucić - „Przesuń w prawo albo giń” z czystym sumieniem polecam.
scenariusz i reżyseria: Mateusz Płocha, Marek Baranowski
kierownictwo produkcji: Miriam Hmissi
muzyka: Maja Lenar
plakat: Bolesław Chromry
Obsada
Oliwia Hołozubiec
Weronika Kozakowska
Mają Szkutnik
Mateusz Dymidziuk
Piotr Furman
Maciej Karbowski


Komentarze
Prześlij komentarz