Nie do zapomnienia...
Mikhail Pletnev pokazał w Filharmonii Narodowej kunszt tak wielki, że w zasadzie pisanie o nim jest kłopotliwe. Jak uniknąć mnożących się superlatyw, aby nie wpaść w ton panegiryczny? - nie mam na to recepty. Ale postaram się trzymać emocje na wodzy.
To był pokaz mistrzowski. Czekałem na ten koncert, spodziewając się że będzie wyjątkowym wydarzeniem. Przeszedł moje oczekiwania. Pletnev zagrał po prostu nie z tej Ziemi. Często używamy przymiotników. Mówimy o pianistach dojrzałych, subtelnych. Co w takim razie powiedzieć w tym wypadku? Gdy do instrumentu siada skupiony, zamyślony starszy już człowiek i za moment okazuje się, że ma absolutną władzę nad fortepianem. Każdy akord, dźwięk, każdy utwór, stają się w Jego wykonaniu niezapomnianym doznaniem. Uderzyło mnie, jak szybko zaczyna grać. Przerwy między poszczególnymi kompozycjami były minimalne. Po wejściu na scenę w zasadzie grał jeszcze w echu powitalnych braw. Nie potrzebował dodatkowych sekund na zebranie myśli. Wychodził z poukładanymi w głowie interpretacjami. Miałem wręcz wrażenie, że spieszy się aby je przekazać słuchaczom.
Cztery pary preludiów i fug Jana Sebastiana Bacha. To na początek. Pierwsza para - moje to wrażenie - potraktowana jako rozgrzewka. Dopiero w kolejnych instrument zaczął prezentować pełnię możliwości, a barwa dźwięku z niego wydobywana, zadziwiała miękkością, głębią. Każda kolejna para dostarczała nowych wrażeń, nowych uniesień. Już wtedy oczekiwanie moje zostało spełnione.
„Kreisleriana” Roberta Schumanna zagrane mniej rzekłbym romantycznie, niż zwykłem je słyszeć. Za to ostrzej, z jakimś gniewem. Brakiem akceptacji dla przemijania nieubłaganego czasu. To nie był głos gorącej, pełnej uniesień miłości. Raczej gorycz z powodu jej odejścia. Refleksja z dystansu. Dojrzałego, obarczonego życiowymi zawodami, punktu widzenia. Piękne. Choć trudne bo niepokojąco smutna ta refleksja o ludzkim przemijaniu i braku uczucia wiecznego. Takiego, które opiera się próbom czasu.
Przerwa. Po niej Grieg. Siedziałem w pokorze. Zasłuchany, zapatrzony. Nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje takie brzmienie fortepianu. Taka precyzja nie będąca zarazem męczącym dążeniem do perfekcjonizmu. Pletnev roztaczał dookoła siebie dźwięki kunsztowne. Przepięknie plastyczne i budzące wyobraźnię. Wystarczyło zamknąć oczy. Tak. Wiem. To się dzieje nie raz i nie dwa. Ale nie w takim wymiarze. Nie z takim natężeniem. Czułem chwilami wręcz obawę, że to się za moment, za minut kilka skończy i trzeba będzie wracać do rzeczywistości. Trzeszczących krzeseł, szurania podeszwami. Świata, który Pletnev zaczarował. Zabrał mi z głowy, dając w zamian coś tak pięknego, tak doskonałego, że doprawdy gdyby można tam zamieszkać - uczyniłbym to bez zastanowienia. Było wszystko, co w muzyce uwielbiam. Indywidualizm. Wolność przeżyć we własnej wrażliwości. Własnym systemie wartości. Nie umiem tego inaczej nazwać i wyrazić.
Wstał i powoli zszedł ze sceny. Wystrzeliły oklaski i stojące owacje. Wrócił na dwa bisy. Grieg, zagrany jako pierwszy, pozostał w świecie tego nieziemskiego koncertu. A drugi… Drugi był całkowicie zaskakujący. Tak, jakby Mikhail Pletnev chciał zabawić się z naszymi marzeniami. Błysnąć im latarnią możliwości i zostawić w niedosycie. Tęsknocie i oczekiwaniu na więcej i więcej. Zagrał Nokturn Es-Dur op. 9 nr 2. Przedziwnie. Przyspieszał, gdzie inni zwalniają. Cichł, gdzie tamci podnoszą głos. Tak, jakby chciał pokazać lustrzane odbicie tego utworu. Efekt? Dyskusyjny, nie przeczę. Dla mnie zachwycający, ale z pełnym zrozumieniem przyjmę argumenty tych, którzy się w tej interpretacji nie odnaleźli. Usłyszałem w niej potworny, wręcz fizyczny smutek. Ból i bezradność wobec nieuchronności. Pletnev spuentował tym bisem nastrój budowany w „Kreisleriana”. Pokazać wstępującym na sceny nowym pokoleniom pianistów swój punkt widzenia. Gorzki. Zdystansowany. Może nawet zatruty depresyjnie. Ale mądry, przemyślany. I do myślenia skłaniający.
Wielki, moim zdaniem, koncert i wspaniały wieczór festiwalu Chopin i jego Europa. Nie lubię zestawiania nieporównywalnego. Unikając tego napiszę na zakończenie - bardzo ważny dla mnie i na pewno nie do zapomnienia.
Wykonawca:
Mikhail Pletnev fortepian
Program:
Johann Sebastian Bach Preludium i Fuga D-dur (DWK II) (BWV 874)
Preludium i Fuga g-moll (BWV 861)
Preludium i Fuga G-dur (BWV 884)
Preludium i Fuga b-moll (BWV 891)
Robert Schumann
Kreisleriana op. 16
Edward Grieg
Utwory liryczne (wybór)


Komentarze
Prześlij komentarz