Miautystycznie, ale czy artystycznie?

Definicja sztuki teatralnej jest w zasadzie prosta. Oto żywe widowisko, będące efektem współpracy reżysera, aktorów, scenografa i muzyków - czyli twórców. Sztuka dramatyczna opiera się o tekst i jego sceniczną realizację. W porządku. Ale co, jeśli spróbujemy zdefiniować sztukę postdramatyczną? W przypadku teatru performatywnego sprawa jest trudniejsza. Tekst z fabułą przestają być podstawą widowiska. Wartością samą w sobie staje się wydarzenie. Obcowanie performera z widzami. Działania przestają być aktorska grą. Stają się podejmowanymi w czasie rzeczywistym akcjami. Zaciera się zatem granicą między sztuką a wszystkim, co jej nie stanowi. Na przykład aktywnościami stricte edukacyjnymi, naukowymi, terapeutycznymi, ideologicznymi, czy merkantylnymi. 


Zatarcie tej granicy dla mnie stanowi kłopot dojmujący. Jestem miłośnikiem sztuki performatywnej. Zatracam się w tego typu teatrze. Jest subiektywny. Dopuszcza pełnię dowolności interpretacyjnej. Wywołuje skrajne emocje i oceny. Ale czy jest zdefiniowany? Spektakl staje się procesem trwającym tu i teraz, hołduje prymatowi materialnej cielesności performera nad tekstem. Często przekracza granicę czwartej ściany i włącza widza jako współtwórcę, aktywnego uczestnika wydarzenia. Świetnie. Ale jak odróżnić ma ów widz teatr - sztukę od wszystkiego, co nim nie jest? Wszechświat teatralny puchnie. Rozszerza się. Wchłania dziedziny i działania, które kilkadziesiąt lat temu leżały poza galaktyką sceny. Sam kreuje swoje nowe granice i definicje. Rozbudowując je balansuje na cienkiej granicy między tym, co jest sztuką a tym, co zawiera jej tylko elementy. 


Dziwnie się zaczęło, prawda? Ale to rozważania po obejrzeniu „Miautystycznie”, czyli działania performatywnego zorganizowanego pod egidą Teatru Ochoty na trawniku przed jego siedzibą. Tak. „Ochotnicy” postanowili pójść jak najdalej w swoich poszukiwaniach granic teatru. Sceny nie było - zastąpił ją trawnik. Scenografii także nie - stanowiły ją drzewa i krzewy. Widownia zasiadła na leżakach a w rogu ustawiła się tłumaczka migowa. I tu pojawia się pewna możliwość położenia podwaliny pod teatr performatywny. Czy nie jest nim zdanie, że każde działanie twórców powinno mieć uzasadnienie w procesie twórczym? Pytam, zbyt mało wiem, aby pycha popchnęła mnie do formułowania zdań oznajmujących. W „Miautystycznie” trochę spraw niby się uzasadnia: Jesteśmy w plenerze, ponieważ opowieść dotyczy wyprawy Łasiczki (Julka Tomiczek i Koteczka (Krzysztof Lubka) na Pola Mokotowskie. Ale o kontekście dowiadujemy się późno. Tak, jakby performerzy wpadli na pomysł uzasadnienia nam plenerowego anturażu widowiska dopiero po ponad połowie jego trwania. W ogóle wiele rzeczy zostaje tu widzowi przekazane z opóźnieniem. Moim zdaniem - po niewczasie. Kotek i Łasiczka, jako imiona postaci, także wkraczają do naszej świadomości nie od początku. Fragment edukacyjny, czyli monolog Łasiczki - jedyny tak sformatowany w całym przedstawieniu - to tez druga jego połowa. Na dodatek jest wyrwany z kontekstu, formalnie zaburza poprzedzającą go i następującą po nim strukturę widowiska opartego o choreografię. Jak mawiał jeden z moich Nauczycieli: Pojedynczy wtręt to brud, dwa to niechlujstwo montażowe. Dwa i pół popełnionego błędu czynią zeń konwencję. Tu był jeden. Monolog, nie brud - oczywiście. I próba zagrania sceny dramatycznej, w której Łasiczka próbuje pokazać jak okiełznywała Koteczka. 


Mankamentem „Miautystycznie”, moim zdaniem jest nadmiar chęci. Kiedy w czterdziestominutowe przedsięwzięcie performatywne chce się upchnąć wszystko, zazwyczaj nie mieści się w nim nic. A tu były elementy tańca, terapeutycznej dramy, monologu, interakcji pantomimicznej, pokazów indywidualnych. Rzucania butem oraz stawania na rękach. Sporo. Tak dużo, że… chwilami czułem znużenie. 


To jest rzecz o spektrum autyzmu. Próba zrozumienia istoty zagadnienia. Jednak w natłoku środków formalnych umyka treść. Zapamiętałem jedynie, że rzucanie przedmiotami przez osobę autystyczną jest jej próba komunikowania emocji. Wiedziałem o tym jako psycholog, ale powtórzeń nigdy dość. 


Z natłoku myśli, zanim przejdę do mam nadzieję zgrabnego zakończenia tego tekstu, wyłania mi się jedna: Gdybym miał polecać komukolwiek spektakl dotykający zagadnienia autyzmu - wybrałbym „Wczoraj byłaś zła na zielono” w Teatrze Dramatycznym. Oczywiście, to kwestia subiektywnego patrzenia na sztukę i jej percepcję. Jednak w „Dramacie” jest powiedziane może nie tyle więcej, ile bardziej spójnie w sferze konwencji.


Czas na zapowiedziane „zgrabne zakończenie”. Czy widowisko pokazane na ochockim trawniku jest teatrem performatywnym, czy nie? Oto kolejna kwestia do rozważenia. W zasadzie tak - jest interakcja, jest skupienie na materializacji ciała a nie treści. Jest wiele czynników wywołujących może nie emocje ale refleksje. Zarazem to widowisko niespójne, miejscami sprawiające wrażenie opartego na założeniu, że widz sam sobie dopowie i „dorozumie” czego mu nie powiedziano albo powiedziano zbyt późno. Na dodatek jakość działań osób występujących jest jaka jest. A gdyby zdefiniować teatr performatywny, jako wszelkie działanie wiążące kontraktem komunikacyjnym widza z performerem tak, że widz odbiera w jego trakcie pakiet doświadczeń do subiektywnej analizy natomiast performer emocje widza jako materiał rozwojowy w dalszym procesie twórczym? Wtedy ów teatr performatywny staje się kontinuum. Trwa w niekończącej się podróży eksperymentatora udoskonalającego na bieżąco swój eksperyment. Paliwem udoskonaleń są emocje widza. Produktem eksperymentu informacje dostarczane przez twórców,  pobudzające widzowską wyobraźnię. I tak dalej i dalej. Sprzężenie zwrotne. Czy „Miautystycznie” mieści się w tej definicji? Subiektywnie powiem - w pewnym ledwie sensie. To forma moim zdaniem wymagająca doprecyzowania i dopracowania. 


koncepcja i wykonanie: Julka Tomiczek i Krzysztof Lubka

muzyka: Paul Tinsley

realizacja dźwięku: Mateusz Skoczek, Mateusz Naguib

inspicjentura: Jakub Cyryl Grabarczyk, Wiktor Korzeniewski

produkcja: Tadeusz Nowacki

dokumentacja audio-video: Bartosz Bartosiński

dokumentacja fotograficzna: Natalia Godek

plakat: Avtomat Design (Kajetan Łukomski) 

tłumaczenie na PJM 26.09: Alicja Famulska, Katarzyna Marlęga

sesja zdjęciowa: Bartosz Bartosiński (Studio Fantasmatic)





Komentarze

Popularne posty