Dwanaście razy sukces

Bardzo trudne zadanie postawił sobie Piotr Ratajczak. Ale zarazem wspaniała to przygoda dla reżysera. Zmierzyć się z „Dwunastoma gniewnymi ludźmi”, arcydziełem dramatu sądowego pióra Reginalda Rose. Jak uniknąć porównań do trzymającego w napięciu filmu Sidneya Lumeta z 1957 roku? Jak wybrnąć z sytuacji, w której w zasadzie jest to przygoda jednorazowa. Kto raz „Gniewnych” w jakiejkolwiek wersji widział, czy czytał - już tych emocji tak głęboko zapewne nie przeżyje. Cały cymes tkwi tutaj w suspensie. 


W warszawskim Teatrze Współczesnym scenę wypełnia wielka, ciągnąca się wzdłuż trzech ścian, ława. Jej tylna część w razie potrzeby odsuwa się, powiększając przestrzeń sceniczną. I to w zasadzie wszystko. Jeszcze trzy ekrany, używane w sposób bardzo oszczędny, oraz dwa sprężynowe noże. Niczego więcej nie potrzeba. Marcin Chlanda, autor scenografii i zarazem reżyser świateł, stworzył moim zdaniem świetne pomieszczenie dla przysięgłych. Dzieli je, gdy jest taka potrzeba, za pomocą oświetlenia. Wyławia postaci dominujące w kolejnych scenach. Usuwa je w cień, eksponując kolejne które przejmują dominantę. To bardzo ważne. Bo dwunastu aktorów musi mieć gdzie się poruszać, ale z drugiej strony scenografia nie może w „Gniewnych” przytłaczać. Skupiać nadmiaru uwagi, odciągając widzów od analizy postaw i zachowań postaci. Udało się to Chlandzie wprost doskonale. 


I teraz najważniejsze. „Dwunastu gniewnych ludzi” to porywające studium psychologiczne postaw i decyzji. Zarazem analiza wywierania wpływu jednostki na grupę i konsekwencji tego wpływu. Eskalowania i uśmierzania emocji. Tytułowego gniewu właśnie. Ale - nie tylko. Każda osoba dramatu ma precyzyjnie skonstruowany rys charakteru. Jest dopracowana i przemyślana. Wyjęcie jednego elementu może zburzyć homeostazę. Zrujnować inscenizację tekstu Rose’a. Trzeba po prostu znaleźć dwunastu charakterystycznych aktorów. Dać im przestrzeń do zbudowania postaci. Właśnie to jest piekielnie trudne. Piotr Ratajczak dał sobie z tym radę znakomicie. Oglądając Jego inscenizację z przyjemnością zagłębiałem się w psychologię osobowości poszczególnych Przysięgłych. Świetnie dobranych, poprowadzonych. 


Wersja Teatru Współczesnego wiernie oddaje podział postaci na poszczególne grupy. Silnie brzmią kluczowi antagoniści i protagoniści. Wyraziści są przysięgli racjonalni i zaangażowani. Marcin Bubółka - Przysięgły nr 2 - dzielnie wiedzie prym wśród podatnych na wpływ i neutralnych, a Mariusz Ostrowski jako Przysięgły nr 7 wyróżnia się wśród obojętnych i powierzchownych. Piotr Ratajczak w swojej inscenizacji na szczęście nie wydziwia z tekstem. Nie stara się na siłę go zmieniać, dopasowywać do współczesności. Szukać w nim drugiego, trzeciego czy piątego dna. Po prostu przyjmuje do wiadomości, że to jest dramat absolutnie kompletny. I pieczołowicie, z uwagą i szacunkiem przenosi go na scenę. 


Główna postać, Przysięgły nr 8, zostaje powierzona Filipowi Kowalczykowi. Architekt, który jest pierwszym uznającym niewinność nastolatka oskarżonego o morderstwo ojca. Cóż tu dużo mówić. „Ósemka” jest taka, jak być powinna. Refleksyjny, inteligentny obserwator. Wrażliwy człowiek, dla którego posłanie wyrostka z patologicznej rodziny na krzesło elektryczne nie jest jedynie przerywnikiem w życiu. To decyzja wymagająca odpowiedzialności i pełnego przekonania. Kowalczyk doskonale „wszedł” w skórę swojej postaci. Rzuca wyzwanie pozostałym przysięgłym. Powoli obserwuje, jak to wyzwanie zaczyna przynosić owoce. Doskonale wypadają jego antagoniści. Szymon Roszak w roli Przysięgłego nr 10, ksenofobicznego właściciela garażu jest ucieleśnieniem gniewu i nienawiści. Kolejna znakomita rola tego aktora, którego kreacja w „Braciach Lehman” wciąż brzmi echem w Warszawie. Tu jest wyrazisty. Silny. Budzący sprzeciw i niechęć. Aż do sceny, w której zostaje złamany. Przywołany do porządku przez przechodzącego na stronę „obozu niewinności” Przysięgłego nr 4 (Marcin Stępniak). Maklera giełdowego, który stanowiąc jego przeciwieństwo postaci granej przez Roszaka analizuje na chłodno sytuację i stara się zachować logikę ponad eskalowanymi emocjami. Metamorfoza Przysięgłego nr 10 to jedna z kluczowych scen dramatu. Trudna, bo w jednej chwili trzeba zmienić całkowicie sposób grania. Od gniewu, epatowania krzykiem - przejść do ciszy. Pokazać postać złamaną. Okiełznaną przez otoczenie. Szymon Roszak trzyma w napięciu widzów. Rozgrywa swoją rolę bezbłędnie. 


Obok „Dziesiątki” stoi Przysięgły numer 3. Do końca broniący nie tyle przekonania o winie, ile dążący do symbolicznego ukarania całego pokolenia. W nastolatku oskarżonym o morderstwo widzi własnego syna i zdarzenia ze swojego życia. Topi w nienawiści wspomnienia popełnianych błędów wychowawczych. Karę śmierci traktuje jako możliwość symbolicznego rozliczenia z przeszłością. W roli „Trójki” świetny Sławomir Orzechowski. Momentami groteskowy w splotach niekonsekwencji prezentowanych poglądów. Jego konstrukt to nienawiść. Żal i pragnienie zemsty. Najtragiczniejsza to postać „Gniewnych” i świetna kreacja Orzechowskiego. 


Jednak spektakl we Współczesnym ma, moim zdaniem, jednego Mistrza. Przysięgły numer 9, najstarszy z „Gniewnych”. Wnikliwy obserwator, który jako pierwszy przechodzi na stronę „Ósemki” i wraz z nią tworzy „obóz niewinności”. Krzysztof Wakuliński. I wszystko jasne. Mam wrażenie, że wykorzystał charakterystykę tej postaci do maksimum. Każdy Jego gest, każde słowo są dopracowane. Perfekcyjne. To się ogląda bez odrywania wzroku. 


Można tak bardzo długo. Nic dziwnego. Tych dwunastu Aktorów tworzy tuzin bezbłędnie zagranych, świetnie zróżnicowanych charakterologicznie postaci. Rzadko zdarza się przy takiej różnorodności, a zarazem tak dużej liczbie osób dramatu, uzyskanie równego, wysokiego poziomu artystycznego na scenie. W „Dwunastu gniewnych ludziach” Teatru Współczesnego nie ma moim zdaniem roli słabo zagranej. Odstającej od reszty. Każda jest dokładnie taka, jak być powinna aby sprostać wymaganiom tego genialnego i zarazem piekielnie trudnego tekstu. 


Świetny rytm premier utrzymuje teatr przy Mokotowskiej. „Bracia Lehman”, „Afterplay” a teraz „Dwunastu gniewnych ludzi” to przedstawienia, które zostają w pamięci. Stanowią moim zdaniem must see teatralnego widza w Warszawie. Nic, tylko ciesząc się tym co dtsstajemy niecierpliwie czekać na kolejne premiery Teatru Współczesnego. 


OBSADA:

Piotr Bajor 
Marcin Bubółka 
Leon Charewicz 
Dariusz Dobkowski 
Filip Kowalczyk 
Przemysław Kowalski 
Sławomir Orzechowski 
Mariusz Ostrowski 
Szymon Roszak 
Marcin Stępniak 
Sebastian Świerszcz 
Krzysztof Wakuliński 


głos sędziego (off): 
Szymon Mysłakowski


TWÓRCY:

Autor 
Reginald Rose 

Tłumaczenie 
Jan Czapliński 

Reżyseria i opracowanie muzyczne 
Piotr Ratajczak 

Scenografia i reżyseria światła 
Marcin Chlanda 

Kostiumy
Grupa Mixer 

Ruch sceniczny 
Arkadiusz Buszko 

Asystent reżysera
Filip Kowalczyk




Komentarze

Popularne posty