Boga z Człowiekiem spór o tworzenie
Gdyby współczesny człowiek zyskał boską moc kreowania świata. A może już ją ma? Wirtualna rzeczywistość jest na wyciągnięcie ręki. Pajęczyna czujników, fal elektromagnetycznych może opleść dowolne przestrzenie. Związać z nimi ludzkie ciało. Zakodować w ciągu danych jego ruch, przenieść do świata równoległego kontur sylwetki. Przetworzyć i umieścić w dowolnie zaprogramowanej przestrzeni. Człowiek staje się Bogiem. Tworzy świat na Jego obraz i podobieństwo. Powstaje „PROXEMIX”, projekt artystyczny zorganizowany przez Mazowiecki Instytut Kultury i Fundację Artystyczną PERFORM. Jak widzą stworzenie: Patryk Lichota - projektant przestrzeni cyfrowej i Szeherezada Kondratowicz - tancerka?
Pierwszego dnia Bóg powołał do istnienia Niebo, Ziemię oraz światłość którą oddzielił od ciemności. Człowieka natomiast utworzył na końcu. Szóstego dnia Tworzenia. Najmniej ważnego? Wieńczącego dzieło? Logicznie sytuowanego w przestrzeni, która musiała powstać aby dać oparcie jego stopom i powietrze jego płucom? W PROXEMIX jest odwrotnie. Człowiek jest na początku. Powstaje w krótkich sekwencjach. Najpierw głowa. Porusza się niepewnie, nabiera wprawy. Rośnie jej szyja. Osadzona na niej głowa unosi się nad nieskończonym układem współrzędnych. Siatką równych klastrów przypominającą matę modelarską. Z nicości wyłania się tułów. Bez rąk ale osadzona na nim głowa już krąży w bezkresnym układzie kresek i symboli. Powstaje wreszcie człowiek wyposażony w ręce i ułomne nogi. Czas na stworzenie mu świata. Prymat istoty nad wszelkim co poza nią?
Kolejnym etapem PROXEMIX jest posadowienie tego bytu, wygenerowanego komputerowo na postawie ruchu ubranej w specjalny, najeżony czujnikami kostium tancerki, w czymś co będzie jego światem. Pycha pcha człowieka do stawiania siebie na piedestale. Najpierw on. Zanim jeszcze powstanie wizja otoczenia jest on. Cztery kończyny, tułów i głowa. I dopiero teraz jego świat. To nie jest Raj. Bóg zapewne patrzy z niedowierzaniem na kilka karłowatych drzew, kulawą szopę i potworka machającego łapskami w pustkowiu. Tu ląduje człowiek. Rusza w podróż po wirtualnym polu. Uproszczonym. Nieadekwatnym do ani obecnych możliwości technicznych, ani do bezmiaru ludzkiej wyobraźni. Nie przystającym do piękna realnego środowiska.
Dlaczego tak? Tu odpowiedzi nie ma. Albo to ubóstwo środków, albo braki w wyobraźni Twórców. Albo - świadomy wybór. Bo to nie ów wykreowana komputerowo rzeczywistość jest najistotniejsza. To, co miało być powiedziane już padło. Ecce Homo - ciśnięty w linie determinujące trzy wymiary. Zdefiniowany algorytmami. Będący odbiciem ruchu i wysiłku tancerki. Ta pręży się ustawiona między widzami a ekranem, na którym wyświetlany jest świat wirtualny i jej komputerowo stworzona postać. Porusza się płynnie, obserwuje swoje alter ego. Kto tu jest niewolnikiem a kto sprawcą? Ona? A może to już nie człowiek sprawuje władzę nad sytuacją? Jest jedynie powolnym maszynie wykonawcą założonych ruchów, a inne umieszczone na jego ciele czujniki dodatkowo generują dźwięk ilustrujący proces tworzenia cyfrowego świata?
Fascynująca była to podróż. Oczywiście nie uniknęli uproszczeń. Można zżymać się na to, że animacja nie jest płynna. Postaci generowane w komputerze nie są zbyt wyrafinowane, a obrazy w których człowiek się pokazuje także nie grzeszą nadmiarem finezji. Moim zdaniem to jednak zabieg świadomy. PROXEMIX jest surowy. Nieoszlifowany. Sceny pojawiają się bez wzajemnego powiązania w logiczny ciąg. Przecież to zupełnie zrozumiałe: Na początku był chaos…
W Mazowieckim Instytucie Kultury pokazano projekt performatywny łączący taniec z komputerowymi animacjami i ilustracjami muzycznymi. Założenie nienowe i znane od kilkunastu co najmniej lat. Performer w specjalnym kostiumie porusza się, ruch ten rejestrują zaszyte w stroju czujniki a całość zostaje przetworzona cyfrowo i pokazana na ekranie kinowym. Dodatkowo każdy ruch performera generuje dźwięki. Te układają się w warstwę muzyczną spektaklu. Nienowe, ale fascynujące możliwościami interpretacji. Jak to zwykle z widowiskami performatywnym być powinno. Ucieszyła mnie mnogość różnych sposobów odczytania PROXEMIX. Może właśnie w uproszczeniach tkwi ich geneza? Nieoczywistości obrazów, niedoskonałości wygenerowanego człowieka na pewno budzą wyobraźnię. Warto to zobaczyć.
Twórcy:
Patryk Lichota – koncepcja, projektowanie przestrzeni cyfrowej, sonifikacja
Szeherezada Kondratowicz – taniec


Komentarze
Prześlij komentarz