Bez emocji

Szedłem na czwartkowy wieczorny koncert festiwalu Chopin i jego Europa z tyloma nadziejami, co obawami. Tomasz Ritter i {oh!} Orkiestra. Spotkanie pianisty grającego na instrumencie historycznym z silnym brzmieniem orkiestry kierowanej przez Martynę Pastuszkę. A w programie dwa utwory Ludwiga van Beethovena - IV Koncert fortepianowy G-dur op. 58 i V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73. Nadzieje, jak zawsze - że będzie to wieczór wyjątkowy. Obawy? Czy spotkanie tych wspaniałości nie okaże się stworzeniem mieszanki nadmiernie piorunującej. 


Przyszła do mnie zabawna konstatacja: Wszystko, co napisałem wyżej - podane osobno - bardzo lubię. Instrument historyczny to dźwięk za którym szaleję ja i Kot Cukierek, który swój pazur melomana pokazał podczas I Międzynarodowego Konkursu  Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych. Słuchaliśmy retransmisji konkursowych zmagań. Kocur, gdy tylko włączałem radio, przybiegał i układał się w miejscu gdzie efekt dźwięku był najlepszy. Był wyraźnie zachwycony. Ja też, bo instrument historyczny to nie tylko dźwięk. To podróż w czasie. Zupełnie inne brzmienie, niż to, co proponują nam współczesne fortepiany koncertowe. II Konkursu wysłuchałem w całości. Koczowałem wtedy w Filharmonii. Zasłuchany, zamyślony. Przeciwnicy pochodzących z XIX wieku „staruszków” zarzucają im brak siły, płaskość. Czasem nazywając ich dźwięk „metalicznym”, zimnym. A ja go właśnie za tę inność kocham. Jest subtelny. Nie odnajdzie się tu pianista grający siłowo, traktujący klawiaturę mocnymi uderzeniami. Na instrumencie historycznym gra się delikatnie, z wyczuciem. I tworzy przepiękne interpretacje. Trącą myszką? Oczywiście. Ale ileż w nich wspomnień, marzeń. 


Orkiestra Martyny Pastuszki. Kolejny bardzo mocny punkt festiwalu. Słuchałem jej kilkukrotnie na żywo i bardzo cenię brzmienie {oh!} Orkiestry. Specjalizuje się w muzyce dawnej.  Słynie z dokładnych analiz i własnych interpretacji. Koncerty to zawsze wielka, ciekawa przygoda. 


No i program czwartkowego wieczoru. Dwa wymienione wyżej koncerty fortepianowe Beethovena. Osobiście jestem większym miłośnikiem piątego. Czwarty, choć oczywiście wspaniały, w moich uszach brzmi mniej okazale niż monumentalny, rozbudowany, dostojny „Cesarski”. 


Mamy zatem budulec. Wszystkie jego części składowe wyglądają świetnie. Ale… znowu podkreślę że to moje subiektywne zdanie słuchacza-amatora - całość mnie zawiodła. Obawiałem się, że nastrojowy instrument historyczny i słynący z subtelnej na nim gry Ritter mogą utonąć w połączeniu ze świetnie zgraną i grającą orkiestrą Martyny Pastuszki. Tak się, moim zdaniem stało. IV Koncert mnie zmęczył. Był poszarpany, nierówny. Część druga Andante con moto, po wielokroć słuchana i znana mi całkiem dobrze, nie stanowiła zwykłego dialogu motywu smyczkowego z fortepianem. Miałem wrażenie, że to są dwa odrębne monologi, wygłaszane z wzajemnym poszanowaniem ale w zupełnym braku sobą zainteresowania. V Koncert zabrzmiał lepiej, jednak nie znaczy to że jakoś wyjątkowo. Po prostu dysproporcje były tu mniejsze, albo - co też prawdopodobne - bardziej go lubię. Na pewno nie miałem poczucia wielkiej muzycznej przygody. Uniesień, które przecież „Cesarski” potrafi zafundować. 


Długo się zastanawiałem, idąc przez zasypiające Miasto, co takiego się stało? Dlaczego szedłem z takim entuzjazmem, a wracam zawiedzony? Może przywykłem do solowych popisów instrumentu historycznego? Bardzo ceniąc jego dźwięk lubię wsłuchać się w subtelności a orkiestra, nawet najlepsza z najlepszych, płoszy myśli? No i Ludwig van Beethoven. Szkoda. Gdyby Ritter zagrał utwory Fryderyka Chopina, może instrument historyczny zechciałby opowiedzieć coś znacznie bardziej ciekawego…


Tyle mam do napisania. Bardzo trudno relacjonować wydarzenie, które miało wzbudzić ale nie wzbudziło prawie żadnych emocji. 


Wykonawcy:

Tomasz Ritter fortepian historyczny

 {oh!} Orkiestra

Martyna Pastuszka skrzypce, kierownictwo artystyczne 


Program:


Ludwig van Beethoven 

IV Koncert fortepianowy G-dur op. 58

V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73





Komentarze

Popularne posty