Szaleni muzykujący rowerzyści

Sześciu facetów gra i jedzie na… rowerze! Jednym na dodatek. Przyznają Państwo, że to trąci ściemą. Albo muzyka, albo kolarstwo. Muzyka plus kolarstwo równa się… Ha! Równa się Big Bike Orchestra i jest projektem zwariowanym marketingowo, a na dodatek świetnym muzycznie. Sześciu facetów - jak napisałem - gra. Przy okazji znakomicie bawi się dźwiękami razem z roześmianą publicznością. Big Bike Orchestra zatrzymała swój rower w Ogrodzie Saskim i dała koncert na Letniej Scenie Teatru Żydowskiego w ramach 23 Festiwalu Warszawa Singera. 


Jaka ta singerowska Warszawa była? Jak widział ją mistrz głębokich, mistycznie zacienionych postaci, wyjętych wprost z żydowskiego świata i rzuconych na żer zachwyconemu czytelnikowi Jego opowieści? Wyjechał z niej w 1935 roku. Nie poznał zimnej, śmiertelnej nocy która spadła na Miasto cztery lata później. Nie musiał żyć pamięcią własną tych wydarzeń. Dlaczego się przy tym zatrzymuję, znowu krążę wokół spraw tragicznie smutnych? Bo cieszy mnie, że Festiwal Singera nie jest jednowymiarowy. Nie zamyka się w bardzo trudnym do pokonania mroku drugiej wojny. Umie sięgać głębiej do kolorowego Miasta Icchoka Warszawskiego. Big Bike Orchestra jest właśnie stamtąd. Jest jedną wielką radością i zabawą. Na dodatek w świetnym muzycznym wydaniu. 


Gdybym miał po obejrzeniu i wysłuchaniu ich godzinnego koncertu odpowiedzieć na pytanie: Co to za muzyka? - powiedziałbym: To tak, jakby zmieszać Brathanki z Vox, doprawić Depeche Mode, przetrzeć Blues Brothers i dodać szczyptę Deep Purple. Następnie kropnąć nieco… włoskiej muzyki ludowej, czyli Bella Ciao i okraszając dźwiękami klezmerskimi oraz cygańskimi… zatańczyć rock and rolla. A wszystko to nazwawszy „pop-folk” podać ludziom i patrzyć jak się „zajadają” dźwiękami. Prawda, że szalone? 


A jakże!  W zasadzie moja odpowiedź nic jeszcze nie oddaje. Bo na scenie Oni wyprawiaja znacznie więcej. Zabawni, przesympatyczni, z dystansem do siebie i swojego show. Improwizują, żartują, dywagują. A przede wszystkim świetnie śpiewają. Liderem jest Adrian Zasada. Ale bez pozostałych pięciu Panów ta przygoda by się nie udała. W składzie zmiana, nowy muzyk (Bartek Werachowski) objął we władanie kontrabas i gitarę basową. Dalej niesamowite skrzypce Jędrzeja Rocheckiego, szalejący akordeon i klawisze Macieja Drapińskiego, sam ale grający jak sekcja instrumentów dętych Krzysztof Biernacki i wspierające całość równym, perfekcyjnym beatem bębny i talerze traktowane pałkami przez Macieja Domagalskiego. Lekkość, z jaką grają, szybkie zmiany tempa, aluzje i puszczanie perskich oczek do przeróżnych muzycznych gatunków i standardów - palce lizać!


Dostaliśmy ponad godzinny, znakomity show w sam raz na odprężenie i spotkanie z lekką, wpadającą w uszy i uruchamiającą nogi taneczną muzyką rozrywkową. Bawiła się publiczność świetnie i głośno wspierała muzyków w refrenach, pomysłach improwizacyjnych. A potem? Sporo Pań rzuciło się w kierunku Big Bike’owców - oczywiście wyłącznie w celach fotograficznych! 


Wpadli, zagrali, pojechali. Wiem, że ich sześcioosobowy rower krąży po Polsce. Można się na nich tu i tam natknąć. Ja - będę go na pewno wypatrywać, chciałbym to przeżyć jeszcze raz! 


Big Bike Orchestra w składzie: Maciej „Drapek” Drapiński (autor tekstów; akordeon, instrumenty klawiszowe),Adrian „Blady” Zasada (wokalista, kompozytor; gitara, dzwonek rowerowy), Krzysztof „Smakosz” Biernacki (klarnety, saksofony),Jędrzej Rochecki (aranżer, autor muzyki i tekstów, reżyser dźwięków; skrzypce, mandolina), Bartek Werachowski (kontrabas),Maciej „Misia” Domagalski (zestaw perkusyjny, tarka)




Komentarze

Popularne posty