Podsumowanie sezonu 2025-26 vol.7
Nadal dźwięczą mi w uszach słowa pewnego krytyka, który bodaj wiosną 2025 roku powiedział, że ciężko mu to przechodzi przez gardło ale teatry Krystyny Jandy stają się dla niego scenami pierwszego wyboru. Właśnie o dwóch teatrach spod berła Pani Krystyny będzie ostatni odcinek podsumowania sezonu 2025-26. Stanowią one swoiste państwo w mieście i dlatego postanowiłem je wyodrębnić jako zjawisko.
Mnóstwo pytań. Zacznę od kluczowego: Dlaczego „Teatry Jandy” ów krytyk traktował z taką nieufnością? Myślę, że to kwestie repertuarowe. Och Teatr i Polonia ewoluują. Szczególnie ten pierwszy, którego komediowy repertuar w ostatnich latach był, rzekłbym nieskomplikowany. Oczywiście z wyjątkami. Przecież to tu można do dzisiaj oglądać świetnie zrobiony „Ożenek” (reż. Janusz Gajos), nie wspominając o Ferdydurke (reż. Mariusz Malec), czy znakomitą propozycją dla licealistów - „Stowarzyszenie umarłych poetów” (reż. Piotr Ratajczak). Jednak duchy rubasznych fars i pustawych komedyjek krążyły nad Ochem i wcale nie chciały się stamtąd wynieść. A jednak odchodzą w zapomnienie. Repertuar się zmienia, idea - nie. Nadal Och Teatr to scena komediowa. Jednak górę na szczęście bierze tu jakość nad ilością. Ostatni sezon to tylko jedna premiera. Błyskotliwie pokazana, lekka komedia Michała Bałuckiego, „Klub Kawalerów” (reż. Krystyna Janda). Ale więcej teatrowi komediowemu nie potrzeba. Gdy zajrzą Państwo do odcinka mojego podsumowania poświęconego warszawskim scenom prezentujących ten gatunek, zobaczycie że wszędzie było tak samo - stawiano na repertuar sprawdzony. Krystyna Janda robi podobnie. Zmiany nie są rewolucyjne, ale Och konsekwentnie wychodzi ze ślepego zaułka i coraz częściej Widzowie spotykają się tu z klasyką literatury, starannie odczytywaną i z szacunkiem inscenizowaną. „Klub Kawalerów” to komedia zabawna, lekka. Wydawać by się mogło, że od daty powstania utworu - 1890 roku zmieniło się wszystko, także mentalność teatralnych widzów. Nie. Nawet jeśli problemy bohaterów komedii Bałuckiego trącą dzisiaj myszką - zapotrzebowanie na humor sytuacyjny w dobrym wydaniu pozostaje niezmienne. Cenię twórczość Michała Bałuckiego. Z sentymentem patrzę na jego tragiczną przecież postać. I bardzo cieszę się, że Och Teatr właśnie „Klub Kawalerów wybrał na swoją premierę ubiegłego sezonu. Warto o klasyku polskiej komedii pamiętać. Dookoła „Klubu” w Ochu działo się sporo, grano spektakle starsze. I nadal widownia raz po raz zapełniała się po brzegi. Niecierpliwie czekam na kolejny sezon i nowe przygody z tą, oryginalnie ustawioną w stosunku do widowni, sceną.
Ale o wiele, wiele więcej działo się w pierwszym „Teatrze Jandy” - Polonii. Tu króluje repertuar poważniejszy. Inny. Adresowany do widzów poszukujących większej wartości intelektualnej. Przyczynku do dyskusji. Do Polonii chadza się „na aktorów”. Bo tutaj pojawiają się gwiazdy polskich scen. Weźmy pierwszą premierę ubiegłego sezonu, „Żar” (reż. Jan Englert). Już samo nazwisko Reżysera działa jak magnes. A przecież Mistrza oglądamy także na scenie, obok innych gwiazd bezdyskusyjnych - Mai Komorowskiej, która gra w „Żarze” na zmianę z Anną Seniuk i Daniela Olbrychskiego. Spektakl momentalnie stał się warszawskim „must see” a dostanie biletów do końca sezonu graniczyło z cudem. Nic dziwnego. Zobaczyć Olbrychskiego, który gra milczącą w zasadzie rolę interlokutora postaci kreowanej przez Englerta a ma się wrażenie, że obaj mistrzowie polskiego teatru mówią tyle samo? - Bezcenne. To przedstawienie, które obejrzeć powinien każdy młody aktor, reżyser, teatrolog i teatroman. Takich widowisk już dzisiaj nie ma. Kobiec i kropka. A Krystyna Janda nie byłaby Krystyną Jandą, gdyby sama nie stanęła na scenie i kolejny raz, w kolejnej premierze nie pokazała że Polonia to Ona. Wiosna 2026 roku w Polonii należała do „Zapętlonej” (reż. Krystyna Janda). Janda sama wyreżyserowała i sama zagrała główną rolę w tej trzyosobowej komedią podszytą historii, opartej o prawdziwy epizod. Hollywood w 1965 rok. Tallulah Bankhead w studiu nagraniowym poprawia dźwięk marnie nagrany na planie pewnego filmu. Jak się to odbyło? Co zaszło w czasie wielu zapętlonych nagrań? - o tym opowiada sztuka Matthew Lombardo, która premierowo pokazała się w Teatrze Polonia i także stała się tutejszym hitem. Gdy dodamy do dwóch topowych premier równie udaną „Co po Grace” (reż. Krzysztof Dracz) ze świetną rolą Hanny Śleszyńskiej - mamy obraz tutejszego sezonu. Całego?
Nie. Nie całego. Jest coś, za co ogromnie „Teatry Jandy” szanuję i co przy każdej nadarzającej się okazji podkreślam: scena wakacyjna w plenerze. Gratis, bez konieczności kupowania biletów. Na Placu Konstytucji, przed Och Teatrem, czasem w praskim Koneserze - można zobaczyć jakościowo niezłe i gatunkowo różne spektakle. Obserwuję przychodzących tu widzów. To teatr, który niesie radość najstarszym mieszkańcom Miasta. Tym, których często nie stać na drogie przecież teatralne bilety. Przychodzą całymi grupami. Sąsiedzkimi, koleżeńskimi. Zajmują ławki i odrywają się od swoich spraw. Znowu są młodzi. Znowu czują że świat ma kolory. Widuję ich czasem po kilka razy, dzień po dniu. Umawiają się na następne spektakle. Wymieniają uwagami gdzie i kiedy się spotkają. Nie tylko Ich goszczą widownie spotkań na otwartym powietrzu. Drugą grupę stanowią widzowie najmłodsi. Przychodzą z rodzicami. Siadają tuż przed sceną i zapominają o bożym świecie śledząc przygody Kota w Butach, Lisa Witalisa, Czerwonego Kapturka, Jasia i Małgosi. Wszystko zagrane w oparciu o teksty Jana Brzechwy. Kolejne pokolenia, dzięki temu projektowi, się na nich wychowują. Śmieją i wpadają w zachwyt nad tymi prostymi, działającymi na wyobraźnię wierszykami. Piękna polszczyzna, bardzo dobre aktorstwo. Ciekawe pomysły reżyserskie. Kłaniam się Krystynie Jandzie z szacunkiem za wakacyjny projekt i życzę kolejnych sezonów - nazwałbym go - zrównoważonego rozwoju Jej dwóch teatrów.
Siódma część naszej wycieczki po warszawskich scenach, niezależnych spektaklach, dyrektorskich strategiach - dobiega końca. Wraz z nią zamyka się dla
mnie sezon 2025-26. Ciekawy to był czas. Widziałem kilka wyjątkowych przedstawień, które na pewno pozostaną w mojej pamięci na długo. Nie będę wymieniać ich raz jeszcze. Są w tym odcinku, mieszkają w poprzednich. Ich pełne recenzje można znaleźć bez trudu na TeatrVaria. Jak pewnie Państwo zauważyli. w podsumowaniu nie ma spektakli które uważam za porażki. Celowo. Po pierwsze nie ma ich wiele, w zasadzie z czystym sumieniem wskazałbym tylko jeden teatr, który miał kompletnie zawalony sezon (nie powiem jaki!). Po drugie, czy to doprawdy ważne? Czy musimy piętnować, stemplować, narzekać, nadymać się i kontestować - zamiast po prostu uważnie dobierać spektakle? Szukać w teatrach przedstawień jak najbardziej odpowiadających osobistym gustom i nastrojom. Teatr to przyjemność. Niczym nie ograniczona przyjemność podglądania artystycznych eksperymentów. Korzystajmy z tego daru jak najczęściej.
To co, idziemy do teatru?


Komentarze
Prześlij komentarz