Podsumowanie sezonu 2025-26 vol. 6

To będzie wyjątkowy rozdział podsumowania sezonu w warszawskich teatrach. Nie odwiedzimy żadnego konkretnego. Nie będziemy analizować dyrektorskiej strategii repertuarowej, programowej. Nie zatrzymamy się przy spektaklach jakie są na afiszu. Za to będziemy się włóczyć wraz z teatralnymi nomadami. Czy może być coś przyjemniejszego?


Jest to jakiś przyczynek do wczorajszych rozważań o teatrze niezależnym. Może dzisiejszy off to właśnie teatr wędrujący wraz z Twórcami, niepowiązany z żadnym konkretnym miejscem? Powstający w kolektywach przyjaciół-artystów, szukający finansowania na własną rękę. Często pojawiający się doraźnie, wokół jednego spektaklu i znikający, gdy ten kończy sceniczne życie. Aby śledzić wydarzenia tego nurtu trzeba uważnie wertować media społecznościowe. Szukać tytułów, nazwisk Twórców, albo nazw kolektywów.


Pawilon na tyłach Portu Czerniakowskiego. W nim mieści się grupa Teal House i jej scena. Sebastian Słomiński w zimny, grudniowy dzień zaprosił mnie tam na „Wściekłego psa” (reż. Marcin Bortkiewicz). I nie miał na myśli ostrego jak brzytwa shota zrobionego z tabasco, soku malinowego i spirytusu. Jego „Wściekły pies” to monodram. Ale z alko-strzałem skojarzenie jest jak najbardziej uzasadnione. Ostry jest ten spektakl jak brzytwa. Tnie mocno i zapada w pamięć. Porusza bardzo trudny, zamiatany pod dywan, temat homoseksualizmu i powołania kapłańskiego. Zarazem mocny głos w dyskusji. Skoro przyjmiemy na czas rozważań za pewnik istnienie Boga i w konsekwencji tegoż powołania, to jeśli dar ów spada na osobę homoseksualną jest darem i wyborem boskim. Zatem, czy człowiek może się boskiej decyzji sprzeciwiać? Piętnować ją? Nie jest to grzech ludzkiej pychy? Słomiński świetnie odtwarza dylematy duchowe kapłana z powołaniem, a zarazem człowieka homoseksualnego. Jak to wszystko się ze sobą miesza, splata. Dokąd prowadzi? „Wściekły pies” pojawia się co pewien czas w Warszawie. Warto zapisać ten tytuł i śledzić w wyszukiwarce. Bardzo ciekawy, dający wielkie pole do dyskusji monodram. Na dodatek znakomity warsztatowo. 


Czy dzieci mają swój teatr nomadyczny? Oczywiście! W uroczym wydaniu i skierowany do zupełnych, ale to zupełnych maluchów. Podobno było z tym przedstawieniem tak: Izabela Zachowicz wpadła na spotkanie Analog Collective i opowiedziała pozostałym jego Artystom o… niesporczakach. Pomysł zaczął kiełkować. Aż wreszcie w minionym sezonie „Niesporczaki” (reż. Krystyna Lama Szydłowska) wpełzły na scenę. Widziałem je w gościnnej siedzibie Teatru 21, zapewne będą krążyć po Polsce. Fantastyczna, sensoryczna i edukacyjna przygoda dla maluchów od 2 do 6 bodaj lat. Dowiedzą się ze spektaklu o tym gdzie żyją niesporczaki, dlaczego są takie fajne, a nawet o tym że poleciały w kosmos! Dodatkowo będą mogły pobawić się ze świetną pacynką-niesporczakiem i… same przywdziać niesporczakową skórę aby poczuć jak to jest się poruszać niczym mikroskopijna stonoga. Analog Collective słynie z dbałości o dobre samopoczucie swoich Widzów. Tutaj wprost świetnie opiekują się maluchami, które zafascynowane nowym zwierzątkiem pełzają, jak prawdziwe niesporczaki, po scenie. Rodzice maluchów - to info dla Was: Szukajcie „Niesporczaków” autorstwa Analog Collective. Domagajcie się ich w imię przyjaźni ludzko-niesporczakowej! 


Są widowiska utkane z marzeń, własnych przeżyć. Takie, w których nie potrzeba słów aby przekazać treść. Stworzyć nastrój do opowiedzenia swojej historii. Alisa Makarenko, świetna Pani Choreograf i tancerka, zaprezentowała w Mazowieckim Instytucie Kultury swój „Autoportret choreograficzny”(dramaturgia Maciej Sikorski) Zatańczyła go wspólnie z Mariuszem Lubawym, pokazując wszystkie blaski i cienie życia człowieka teatru. Twórcy, który przemierza Polskę we wszystkich możliwych kierunkach, a pociągi są jego drugim domem. Podąża za swoją pasją. Jak poszukiwacz złota, który idzie szlakiem żyły drogocennego kruszcu. Nie mają znaczenia trudy tej podróży. Niewyspanie. Zmiany miejsca. Jest sztuka. Ona stanowi siłę napędową. Radość. I tylko czasem warto otworzyć drzwi własnego domu. Wśliznąć się tam, gdzie czeka ktoś, kto rozmasuje obolałe stopy. Naciągnięte wiecznym wysiłkiem i stresem mięśnie. Czasem warto do takiego portu zawinąć. „Autoportret choreograficzny” Alisy Makarenko to wspaniały, taneczny popis Artystki w drodze. Pięknie zaplanowany, dynamiczny. Budzący wyobraźnię. A na dodatek pełen osobistego ciepła i emocji. Polecam szczególnie tym z Państwa, którzy czują że coś ich w życiu omija. Umyka. Może to właśnie jest taki dom? 


A na zakończenie: trach! Nie byłbym sobą gdybym nie spuentował tego tekstu najbardziej popieprzonym z popieprzonych widowisk, jakie miałem przyjemność oglądać. Ever. Było to moje pierwsze spotkanie z teatrem, tworzonym przez Jurę Dzivakou i doprawdy zupełnie nie wiedziałem na co się decyduję. Trzy wspaniałe aktorki, płynąca (sztuczna) krew, absurdalne sytuacje na scenie, przerywane świetnymi popisami wokalnymi. „Dolores Imperfecti” (reż. Jura Dzivakou) kłania się Państwu w całej swojej okazałości. Kabaret. Ale nie durna Mazurska Noc Kabaretowa, z żartami na poziomie narąbanego wuja przy ognisku nad Śniardwami. To kampowe widowisko. Kompletnie odjechane, pozbawione hamulców. Nawet zaryzykowałbym twierdzenie że to kabaret składający się prawie wyłącznie z formy. Treść jest tłem. A ogląda się go z wytrzeszczonymi oczami, zastanawiając co one (Walentyna Sizonenko, Aleksandra Malatskovska, Lolita Zhuravlova) jeszcze u licha na scenie pokażą i jaką woltę wykonają. Widziałem to w piwnicy pod pubem Świetlica Wolności. Miejsce jak stworzone dla takiego kabaretu. Wiem, że pojawia się „Dolores Imperfecti” tu i tam. Warto polować. Ale - na własną odpowiedzialność! Uprzedzam, że będzie jazda bez trzymanki. 


Cztery spektakle. Było ich oczywiście znacznie więcej. Niektóre znikają, po kilku latach wracają. Inne krążą po Polsce i można spotkać się z nimi w przeróżnych salach widowiskowych. Warto sobie te tytuły zapisać. I jak się pojawią - upolować miejsce. Nie było tym razem spaceru po Warszawie, przechodzenia z teatru do teatru. Wrócę do tej konwencji w kolejnym, ostatnim już odcinku podsumowania sezonu teatralnego 2025-26. Ale - to już jutro…







Komentarze

Popularne posty