Młodzi mówią

Siedząc na widowni, a w zasadzie trybunie, pięknej, nowoczesnej sali gimnastycznej VII Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Warszawie myślałem, że im dłużej patrzę na „Młodych”, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że oni i ich edukatorzy, czy też system edukowania to dwa brzegi wąwozu. Oddzielone głęboką przepaścią. Jeśli widowisko miało cokolwiek wyjaśnić - wyjaśniło jedno: „Młodzi” wiedzą czego chcą. Tylko czy system jest w stanie przebudować sposób myślenia na tyle, aby im to dać? Z materiałów Teatru Ochoty, który spektakl firmuje wynika, że jest to próba przyjrzenia się zmianom, jakie wraz z dojrzewaniem zachodzą w młodym człowieku. Poszli dalej. Znacznie dalej w stawianiu pytań i obrazowaniu sytuacji. 


Widowisko zrobiono z rozmachem. Około osiemdziesięciu osób jest w nie zaangażowanych - Twórców, Performerów, Opiekunów. Udało się, moim zdaniem, znakomicie. Dostaliśmy spektakl szalenie interesujący i zarazem wielowątkowy. Nie wieloznaczny, bo słusznie moim zdaniem Anna Obszańska, Pani Reżyser „Młodych”, nie przeładowała go nadmiarem zadań choreograficznych i aktorskich. Wszystko było w rozsądnych proporcjach tak, aby zminimalizować ryzyko ewentualnego fakapu. Na szczęście - „Młodzi” do fakapu nawet się nie zbliżyli. 


Zacznijmy od formy. To widowisko performatywne, oparte o układy choreograficzne. Te z kolei wymagają podstawowej sprawności fizycznej. Podziw budzi rozmach. Nie jestem biegły z matematyki, ale na scenie było około siedemdziesięciorga nastolatków. Działających precyzyjnie, wyraźnie zmotywowanych i co najważniejsze - świetnie się wspierających.  Przecież to potężna grupa. Zapanowanie nad emocjami, różnymi temperamentami - wymaga umiejętności pedagogicznych, reżyserskich i psychologicznych. Wielkie za to brawa. Czyli - to pierwsza moja konstatacja - z tego, jak utrzymuje mainstream - „bezideowego” pokolenia można wykrzesać energię i zaangażowanie, aby w czas kanikuło przez dwa tygodnie skupili się na próbach i premierze teatralnej. 


Na scenę wkraczają jako wielki, pełznący zwierz. Wysuwa olbrzymie macki - ręce i nogi. Przypomina gigantycznego pajęczaka, w plątaninie kończyn szukającego uporządkowania koniecznego do posuwania się naprzód. Wyobraźcie to sobie Państwo. Oni wszyscy, tak te kilkadziesiąt osób ukrytych w gigantycznym stworze wpełza Wam przed oczy. Wiele widziałem w teatrze. Ale od lat takiego efektownego entre nie pamiętam. Pająk oddycha. Unosi się. Porusza odnóżami. Jest po prostu wspaniały! Wtem powłoka spada. Wynurzają się Performerzy. Jak cywilizacja z brzucha potwora-giganta. Rozbiegają się po scenie. Opanowują przestrzeń. Zawłaszczają. Są świetnie zorganizowani, precyzyjni. Działają według planu. Kolejna konstatacja: Nie ma tu chaosu, entropii. Tego, co także się młodemu pokoleniu zarzuca; Indywidualizmu, prowadzącego do społecznej dezintegracji. 


Widowisko podzielono na wyraźne, czytelne sekwencje scen. Pierwsza opiera się o badania. Można powiedzieć, stanowi tezę, która w dalszej części „Młodych” będzie dyskutowana. Udowadniana? Obalana? Zaciekawiony słuchałem przerażających, z punktu widzenia mojego pokolenia, danych statystycznych. O tym, jak bezradne fizycznie jest to nastoletnie dziś pokolenie. Otyłe, niewybiegane. Zamknięte w zakamarkach domostw i unikające jak ognia wysiłku. Świetnie im się udało te badania przedstawiać na swoim przykładzie. Podzieliwszy się na grupy stawali się ilustracją graficzną. Wizualizowali, co oznacza informacja o dwudziestoprocentowej otyłości brzusznej u chłopców, czym jest trzydzieści procent zwalniających się z zajęć WF uczniów. Zastygli na sygnał. CIsza. W niej na scenie pojawiła się piłka. Odbijając od podłogi przetoczyła w kąt. Ruszyli. Płynnie przeszli do lekcji WF. Z przyjemnością patrzyłem jak ten sprawny, wytrenowany kombinat performerów porusza się w takt rytmicznej muzyki. Elementy jednej, zgranej maszyny. Sugestywnie pokazane zajęcia ruchowe - ginastyka, sporty zespołowe. Tak, jakby przed nami odbywała się jakaś gigantyczna lekcja wychowania fizycznego w szkole mającej fabrykować ludzi. W tle głosy nauczycieli. Trzecia konstatacja: Oni mówią językiem, którego nawet ja nie jestem w stanie zaakceptować. Językiem utyskiwania, narzekania. Bezradności i frustracji. I wtedy z offu padło zdanie moim zdaniem kluczowe. Jeden z edukatorów, narzekając na dzisiejszy system oceniania uczniów na zajęciach WF mówi: Jak w tej sytuacji mamy ich ZMUSIĆ do ćwiczeń? Point! Szkoła, ta szkoła pamiętająca jeszcze czasy mojej edukacji, nie jest nastawiona na dialog. Ona jest właśnie taka, jak lekcja którą Performerzy pokazali: To fabryka. Kombinat, w którym albo się chce albo musi uczestniczyć. Ale nikt nie będzie zajmować się w szkole-kombinacie stworzeniem układu zachęt i motywacji dopasowanych do systemu wartości młodego pokolenia. Nikt tym sobie nie będzie w skali makro zaprzątać głowy. Świetny był finał tej zaaranżowanej „lekcji”. Stanęli w kręgu. Dookoła jednego. Chłopak z wysiłkiem próbował wykonać kilka „pompek”. Wsparli go okrzykami. Ponieśli do sukcesu. To wiek, w którym jest się z jednej rodziny. Jednej kości. Tu dopiero wkroczyli na grunt cielesności w swoich performatywnych rozważaniach. 


To nie jest wiek, w którym ciało pozwala na stabilność. Zmienia się. Dorastając wysyła sygnały o swoich nowych stanach, nowych potrzebach. Ruszyli więc aby zaspokoić te potrzeby. Zapach. Dorosłość wydziela określony zapach. Jest taka przepiękna konstatacja w „Świecie według Garpa” Johna Irvinga. Główny bohater siedzi tuż przy twarzy swojego śpiącego synka. Nagle czuje zapach z jego ust. Konstatuje, że ten zapach jest nowością. Oznacza upływ czasu. Malec pachnie nie jak dziecko, pachnie jak dorastający chłopak. Tu jest podobnie. Pierwszym objawem zmiany zachodzącej w młodym ciele jest zapach. Kłopotliwy, dzisiaj możliwy do pokonania, zminimalizowania. Scena z dezodorantami - kolejna in plus. I znowu przemyślenie: Zupełnie zapominam, al może byłem z innego pokolenia, jak delikatnie wrażliwa jest ta młoda, nastoletnia ludzka tkanka. Jak czuła na wszelkie niepokojące sygnały. 


Hormony. Te małe dranie, które nauka odkryła w ludzkim ciele. To one rządzą naszymi emocjami. Odpowiadają za zachodzące w nas zmiany. Hormony zmieniają sylwetki, wysuwają ze skóry coraz silniejsze objawy dojrzewania. Zarost. Owłosienie. I to im też się w „Młodych” udało w sposób ciekawy ukazać. Kolejny znakomity zabieg Twórców. Sugestywnie pokazano, jak ludzkie ciało dojrzewa i co powoduje burza hormonalna w psychice młodego człowieka. Zaczęła się rywalizacja. Walka, zamiast rzeczowej wymiany poglądów. Scenę opanowały postaci drapieżne, naładowane agresją. Buzujące hormonami. Potężna, efektowna scena bójki, przepychanki, szukania supremacji opartej o fizyczność. To się doprawdy bardzo dobrze oglądało. Na szczęście siedziałem dość wysoko. Aby „Młodych” docenić, potrzebna jest odpowiednia perspektywa. 


I naraz z tego szkolnego zamieszania, gotującego się jak w wielkim garze potężnego spektaklu, wypłynęła scena kompletnie inna. Publicystyczna, rzekłbym. Uporządkowana. Mówiona. Bo do tej pory dźwięk był w zasadzie domeną tej dynamicznej muzyki. Performerzy nie wypowiadali kwestii. Nie dyskutowali ze sobą. Umiejętnie została złamana dotychczasowa konwencja. Sprawnie i mądrze tu została rozegrana kwestia nagłośnienia! Przecież zainstalowanie mikroportów na osiemdziesięciu ludzkich ciałach, na dodatek wcześniej wykonujących ćwiczenia gimnastyczne, byłoby pozbawione sensu. Nakazanie nastolatkom wygłaszania zdań w sposób czytelny i słyszalny bez nagłośnienia w pełnej echa, potężnej sali - równie bezsensowne. Wystarczyły jednak trzy szybko wystawione na statywach mikrofony a oni stanęli dookoła nich. Riposta. Dostali głos. Postawili świetne, mądre pytania. Przepaść między nimi a systemem edukacji pogłębiała się z każdym kolejnym słowem. Słusznie rozważają, dlaczego WF zatrzymał się na odwiecznych dyscyplinach sportowych i nie podąża w takt zmieniających się potrzeb i oczekiwań uczniów. Dlaczego nadal to siatkówka, a nie pilates, czy inne atrakcyjne dla nich formy ruchowe? Mają rację jako pokolenie któremu wbija się w głowę aby przestało stosować wieczne tabele wzajemnego oceniania i porównywania, kiedy pytają dlaczego wciąż na zajęciach WF każe się im samemu wybierać składy drużyn gdy grają w gry zespołowe. Sam pamiętam traumę bycia „ostatnim”. W piłkę mi to nie groziło. Ale w kosza i siatkę już tak. A wiadomo przecież: Ostatni ma największy obciach. A potem ich kolejne wątpliwości. Dlaczego wciąż się ich porównuje pod względem wagi, wzrostu. Kategoryzuje jak w hodowli? ustawia od najmniejszych do największych. Wytyka ułomności ciała. Miałem wrażenie, że pękła tama milczenia. Pytania płyną jak wielka fala powodzi. Pokazują, że to nie niechęć do WF w szkole jest problemem. Jest skutkiem. Przyczyna jest znacznie bardziej złożona i o wiele głębiej zakorzeniona w anachronicznym systemie, na jakim oparta jest polska szkoła. 


A oni niepostrzeżenie stanęli do sceny finałowej. Z ciał zbudowali pomost. Konstrukcję, która wspiera i stabilizuje. Idąc po niej, wspólnie z nią przenosząc swoje ciało, dochodzi się do celu. Buduje zaufanie. Wspólnotę tego kapitalnego pokolenia. Dlaczego kapitalnego? Bo to kolejny spektakl, który oglądam w czasie ostatnich miesięcy, stworzony przez nastoletnich Performerów. Chcą czuć, pokazywać swoją wrażliwość. Realizować się i odkrywać możliwości. Mają piekielną siłę w tych młodych, wciąż się zmieniających, rosnących ciałach. Obejrzawszy „Młodych” jestem o nich spokojny. Są siebie znakomicie świadomi. Tylko czy świadoma tego jest ich szkoła?


Nie wiem, czy to widowisko będzie jeszcze grane. Moim zdaniem warto je pokazywać ich rówieśnikom. Zapraszać do tej sali gimnastycznej całe klasy, razem z nauczycielami. A potem, bez nachalnej napinki, dawać czas na rozmowę. Bo „Młodzi” są bardzo ważnym głosem w międzypokoleniowej dyskusji. I zarazem świetnie punktują jej dotychczasowe zakręty. Wielkie brawa dla Teatru Ochoty i dla dyrekcji L.O im. Juliusza Słowackiego. Oby „Młodzi” jeszcze się tam pojawiali. 



reżyseria, choreografia: Anna Obszańska

scenografia i kostiumy: Mateusz Jagodziński

muzyka: Małgorzata Penkalla

dramaturgia: Błażej Biegasiewicz

osoby choreograficzne oraz asystenckie: Natalia Gryczka, Magdalena Malik, Michalina Machalska, Wiktoria Ostrowska, Marta Stopa

osoby pedagogiczno-teatralne: Judyta Berłowska, Iga Dzięgielewska, Jędrzej Fulara, Kinga Senczyk, Kamil Wawrzuta

producentka wykonawcza: Izabela Smolińska

asystentura produkcji, koordynacja pracy z młodzieżą: Tadeusz Nowacki

asystentura produkcji: Adam Maciej Miszczuk

film dokumentalny: Kolektyw Cuda Wianki

plakat, grafiki, identyfikacja wizualna: SamSara Małecka

dokumentacja fotograficzna: Bartek Warzecha

realizacja dźwięku: Mateusz Skoczek

proces badawczy: Linda Makarewicz

opracowanie rekwizytu i scenografii: Weronika Szymańska

pomoc scenograficzna: Maja Mirowska

tłumaczenie na pjm: Alicja Famulska

inspicjentura, obsługa techniczna: Wiktor Korzeniewski





Komentarze

Popularne posty