Determinacja aż do szpiku kości

Jura Dzivakou kilka razy upominał mnie, że to nie premiera, tylko szkic teatralny,  a ostateczna wersja reżyserowanej przez niego „Determinacji” według książki „Staniemy się tacy jak on…” Macieja Pisuka może być znacząco różna. Spektakl zamierza pokazać w październiku. Uważam jednak ten „szkic”, pokazany w warszawskim Teatrze Guliwer za idealny. I w odpowiedzi też kilka razy apelowałem do Jury, aby już nic w nim nie zmieniał. 


To zadziwiający, wzruszający nie tylko z powodów literackich i artystycznych, spektakl. Na wskroś warszawski, przepełniony świetnie odczytanym kolorytem tutejszych bram i zakamarków. Zakrada się oko „Determinacji” do praskich mieszkań, ucho wsłuchuje w specyficzny styl „tamtej strony Wisły”. Nie gwarę. Styl opowiadania „po warszawsku”. Dzivakou i Aktorzy znakomicie oddali tę manierę. O sprawach tragicznych mówienia tak, jakby była to powieść płaszcza i szpady. A teraz najciekawsze. Myślą Państwo, że Dzivakou musiał się nieźle namęczyć aby ten klimat poznać, poczuć i odtworzyć? Nic podobnego! Sam lat kilka krążył nocami po Warszawie. Uczył się Miasta. A Aktorzy? Walentyna Sizonenko - Rosjanka i Aleks Saprykin - Białorusin mieszkają na Pradze. Ona mówi po polsku tak, że podziwiam jej zdolność językową. Saprykin, równie świetną polszczyzną z kolei opowiedział, że na Pradze po prostu przypina rower do budynku i idzie spać. Nikt go mu tu nie ukradnie. Jest „swój”. A trzecia aktorka „Determinacji” to ukraińska Artystka Alexandra Malatskovska. Również mieszkająca w Warszawie. I tworząca piękną, przepiękną muzykę która wypełniła dźwiękami spektakl. No i ten Jej głos… Chociaż - bądźmy uczciwi -  Sizonenko i Saprykin też mają w płucach po co najmniej jednej orkiestrze symfonicznej! 


Rzecz w „Determinacji” dzieje się tam, gdzie kończą się pachnące smugi perfum, które jak ogony ciągną się za elegancko ubranym, warszawskim establishmentem. Ulica Brzeska. Tu nie ma kaszmirowych swetrów, sushi i pierożków z krewetkami. Jest dom, co tworzy się codziennie z chodnika, bramy i muru. Cień, który zagląda w okna i oczy. Jest krzyk. Rozpaczliwy, niewysłuchany krzyk niesprawiedliwości. Krzywdy i porażki. Tutaj sprawy załatwia się nadal według kodeksu ulicy. Znieważenie kobiety oznacza kosę w brzuch. Odkupienie winy jest wielowymiarowe. Bo więzienie to pokuta. Ale wybaczenie jest wtedy, kiedy kobieta wpuści do domu… 


Grają to przejmująco. Dialogi, przekazywanie sobie ról męskich i kobiecych, wprowadzone do spektaklu rekwizyty, kostiumy - jeśli Jura Dzivakou to czyta, to kolejny raz mogę tylko Go poprosić. Niech to już tak zostanie. I krew. Płynąca po twarzy, mieszająca się z łzami krew. Dwa płyny warszawskiego, twardego życia. Śmierć i smutek. Odkupienie i przebaczenie. Kapitalnie symboliczna jest ta „Determinacja”. Bardzo mocny spektakl, wręcz kłujący swoją wymową. Silnymi, doskonale zbudowanymi charakterystykami postaci. Nic w tym dziwnego. Przecież książka Pisuka powstała na podstawie rozmów z prawdziwymi ludźmi. To nie są teatralne wydmuszki wykoncypowane nad kawą latte z sojowym mlekiem gdzieś na gwarnym Zbawiksie. To jest życie Miasta. Twarde, momentami przerażająco smutne. W innych chwilach karykaturalne. Miasta, które trwa niezmiennie i opiera się wichrom historii, dziejowym pożogom, społecznym zmianom. 


A finał „Determinacji" w wersji teatralnego szkicu - mnie oszołomił. Patrzyłem jak zaklęty i niepostrzeżenie stałem się częścią początkowo widowiska, a potem stworzonej na scenie wspólnoty. Jest to tak: Przedstawienie dobiega końca. Alexandra gra jedną ze swoich kompozycji. Walentyna i Aleks zaczynają zastawiać wniesiony na środek sceny stół. Pojawiają się salaterki sałatek, kanapki, napoje. Talerze, sztućce, szklanki i kieliszki. Zaczyna sytuacja wyglądać właśnie tak, jak rodzinne stoły podczas przyjęć w mieszkaniach warszawskiej Pragi, czy dawnej Woli. I nagle, niepostrzeżenie widzowie w pierwszym rzędzie zostają poproszeni o odkorkowanie butelek z winem musującym. Nalewają je do szklanek, siłą rzeczy wstają i otaczają stół. Dołączają kolejni z dalszych rzędów. Zaczynają się rozmowy. A Twórcy opowiadają o tym, co w salaterkach, bo potrawy na stole to łącznik świata Ich domów rodzinnych z tym spektaklowym, z naszymi. Podobne smaki. Podobny gwar, jak na rodzinnym przyjęciu. A potrawy  przygotowały Babcia Alexandry, Żona Jury. Są po prostu pyszne, domowe. Nie ma oklasków. Nie ma klasycznego wyjścia Aktorów do owacji. Jest rodzinne przyjęcie. Wchodzimy do wnętrza fabuły spektaklu. Powoli stajemy się częścią warszawskiej historii, która opowiedziana na scenie zostaje w naszych głowach. Rozmawiamy. A potem wychodzimy z Teatru Guliwer, jak z bliskiego sercu domu, z poczuciem uczestniczenia w widowisku wyjątkowym. Wielopoziomowo łączącym ludzi, tworzącym fantastyczną wspólnotę. 


To bodaj moje czwarte spotkanie z polską częścią artystycznego świata Jury Dzivakou. Jednego z najciekawszych Twórców teatralnych, spośród współcześnie w Polsce działających. Teatr totalny na mikro scenach - urasta. Staje się wielkim przeżyciem. I niech ta „Determinacja” już za bardzo nie ewoluuje w toku prób przed oficjalną, październikową premierą. Bo jej lipcowa wersja to jedno z ważniejszych przeżyć w mojej teatralnej przygodzie…


Twórcy


Tekst: Maciej Pisuk 

Reżyseria: Jura Dzivakou


Obsada:


Alexandra Malatskovska

Walentyna Sizonenko

Aleks Saprykin 

Adam Wnuczko (głos)





 

Komentarze

Popularne posty