Co nas uwiera...
Co bardziej uwiera Polaków: Jedwabne, czy Wołyń? Dziś? A w chwili pisania „Żyda”, który pierwszy raz na scenie pojawił się w 2008 roku (Teatr Polski w Bielsku Białej, reż. Robert Talarczyk)? Czy punkt widzenia zależy wyłącznie od punktu siedzenia? A może znacznie ważniejszym czynnikiem w dzisiejszych, pędzących jak szalone, dniach jest czas widzenia i siedzenia? Czy teatr zawsze wygrywa z czasem? Jest ponad jego władzą i sięga dalej? Wprost do głów w epokach, które sam sobie wybiera. Ale - dość metafizyki. Wracajmy na Ziemię.
Bardzo lubię czytania performatywne. Pozostawiają widzowi przestrzeń kreatywną do tworzenia własnej wizji „pełnoskalowego” spektaklu. I z takim nastawieniem szedłem na czytanie „Żyda”, które w ramach 23 Festiwalu Warszawa Singera przygotowali aktorzy Teatrów Żydowskiego i PAPAHEMA. A po godzinie wyszedłem z przekonaniem, że chciałbym to zobaczyć bez podpórek w postaci skryptów w rękach aktorów. Bo bardzo, bardzo niewiele tu trzeba zmienić. Nie ma jeszcze, moim zdaniem, ostatecznego pomysłu na osadzenie spektaklu w czasie. Postaci są tak napisane, że nie „żyją” wraz z jego upływem. Starzejąc się są niewiarygodne dla widza. Przecież Stefan (Piotr Sierecki), który jest dyrektorem szkoły, objął to stanowisko w wyniku zmian 1968 roku i w chwili pokazanych w przedstawieniu wydarzeń musi być chociaż nieco młodszy od Matuzalema. Powiecie: jakie to ma znaczenie w teatrze? Właśnie! Mieć nie powinno, a tu ma. Nie jest po prostu jeszcze sprawa jedności czasu dopracowana. Doprawdy? - można się spierać. Przecież zastosowany tutaj zabieg wprowadzenia do „Żyda” Pani Basi ( Helena Radzikowska), dodatkowej postaci - protokolantki i narratorki, której nie ma w oryginalnym tekście - jest pewnym rozwiązaniem. Dyskusyjnym jednak, jak wszystko w najwspanialszym laboratorium świata - teatrze. Poza tym jej kwestie to w większości monologi osadzające akcję „Żyda” we współczesnym widzom środowisku. Dobre, ale czy takie rozwiązanie nie rozprasza? To wychodzenie z fikcyjnej, stworzonej przez Pałygę rzeczywistości upadającej szkoły, aby wskakiwać do spraw dziejących się w świecie realnym. Powiem szczerze: Rozumiem intencje Twórców, ale jestem za, a nawet im przeciw. Tym ciekawiej byłoby zobaczyć ostateczną wersję widowiska.
Poza tym uważam pomysł tej inscenizacji „Żyda” za świetny. Akcja jest osadzona w pokoju nauczycielskim, w którym odbywa się kilkuosobowa narada-rada pedagogiczna. Niewielkie wnętrze Teatru na Senatorskiej aż się prosi o to by takim pokojem się stać. I się nim stało. W całej przestrzeni teatralnej ustawiono dominujący stół konferencyjny, przykryty nieodzownym zielonym suknem. Dookoła, w różnych jego punktach posadowieni zostali aktorzy. Sześcioro. Między nimi są wolne miejsca, na których siadają widzowie. Pozostali otaczają stół, zajmując ustawione dookoła pod ścianami krzesła. Świetne! Stajemy się uczestnikami wydarzenia. Ono nie dzieje się jedynie przed naszymi oczami. Dzieje się dookoła, a co za tym idzie wywołuje daleko większe wrażenie.
Sama sprawa pozornie wydaje się błaha a wręcz groteskowa. Upadająca szkoła dostaje mail z Izraela. Dawny jej uczeń, syn izraelskiego pisarza, prosi w nim o odszukanie w szkolnych archiwach swojego dziecięcego wypracowania. Okazuje się, że to list, który uruchamia lawinę. Karta której wyjęcie z misternej konstrukcji powoduje zawalenie budowli. Zaczyna się toczyć dramat zaskakujący. Głęboko osadzony w polskiej, wciąż boleśnie nierozliczonej historii. Świetnie to jest napisane. Świetnie nakreślone są postaci. Ich metamorfozy pod wpływem zmieniającej się sytuacji, poznawania nowych aspektów i wątków fabularnych. Bo ta szkoła, w której siedzimy przechodziła różne metamorfozy. A jej mury widziały rzeczy, których człowiek widzieć by nie chciał.
Pozornie polonistka Jadwiga (Monika Chrząstowska), pani Agnieszka od angielskiego (Paulina Moś-Białecka), Wojtek - nauczyciel WF (Paweł Rutkowski), ksiądz Krzysiek (Mateusz Trzmiel) oraz dyrektor szkoły Stefan Piotr Sierecki) są postaciami przewidywalnymi, łatwymi do rozszyfrowania. Pozornie. Bo dzieją się z nimi, pod wpływem natłoku nowych faktów, rzeczy im obce. Zmieniają punkt widzenia, zmieniają wzajemne relacje. Odkrywają jak ważny jest czynnik czasu przy formułowaniu poglądów. Czas. On moim zdaniem dopisał do „Żyda” nowe znaczenie i zarazem stanowi jego największe wyzwanie. Wtedy, prawie dwadzieścia lat temu, patrzyło się na niego zupełnie inaczej. Jeszcze nie umilkły głosy oburzenia po publikacji „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa, co miało miejsce w 2000 roku. Ale dziś? Po lutym 2022 roku? Po kolejnych latach, w których zmieniał się polski punkt widzenia na kwestie ukraińskie? Złowieszczo się to przedstawienie ogląda konstatując, że silne są korelacje między polskimi postawami. Czy jako naród jesteśmy specjalistami od wypędzania? Szkoła w spektaklu jest kierowana przez dyrektora, który swoje stanowisko zyskał po wydarzeniach 1968 roku…
Gdy wypędzimy już wszystkich „obcych”. Gdy zostaniemy sami na swoim. Kim będziemy w oczach własnych? Jak ocenią nas pokolenia potomnych? Powstanie świat czystej, etnicznie jednolitej i dzięki temu bezpiecznej, Polski? A może staniemy się wymierającą gałęzią na drzewie ludzkości, jak usychające w hermetycznych mariażach królewskie rody? Nie mnie rozstrzygać. Mam swoje zdanie, ale komfort recenzenta pozwala mi skupiać się na sztuce. Nie na bieżącej publicystyce. Tu można stwierdzić, oddycham z ulgą że…
…świetnie wielowątkowy jest tekst Pałygi. Od prostej konstatacji jak mało współcześnie wiemy o niedawnych wydarzeniach, przez uświadomienie sobie ile wypieramy ze świadomości zasłaniając się polskością i wynikającym z tego prawem do patrzenia na świat przez polskie okulary. Nasze śmiesznie żenujące braki w powszechnej wiedzy, która powinna swobodnie przepływać między pokoleniami. Przemilczenia i niedomówienia tworzone i urastające do rangi absurdalnych tabu. A w tym wszystkim konfrontacja z mentalnością. Emocjami na wskroś polskimi, w „Żydzie” świetnie wypunktowanymi. Kwestia zaproszenia Izraelczyka, byłego ucznia szkoły w którego osobie dyrektor upatruje szansy na ratunek finansowy, zmienia się w dysputę o nadaniu szkole imienia jego ojca, żydowskiego pisarza. A spektakl ewoluuje w stronę rozważań niczym te prowadzone w „Dwunastu gniewnych ludziach”. O sprawiedliwości i zadośćuczynieniu. Rozliczeniu winnych i ich potomków. Czy wnuki mają na palcach krew, jaką utoczyli dziadkowie? Czy ojcowie mają prawo do zachowania milczenia i kupczenia cudzym majątkiem, który wpadł im w ręce wyłącznie dzięki śmierci i przemocy? To jest doprawdy świetny, głęboki i nieprawdopodobnie wręcz napisany tekst.
Nie można pominąć finałowej sceny. Doskonale pomyślanej, symbolicznej kwintesencji polsko żydowskiej niewiedzy, nieufności i odrębności. Czyli wszystkiego, co paradoksalnie splata się w nić nie do rozplątania. Łączy oba narody. Jak Hava Nagila przechodząca w tańczony wokół stołu polonez. Etatowy taniec polskich maturzystów kończących szkolną edukację.
„Żyd” w Teatrze Żydowskim, moim zdaniem, wart jest tego ostatniego pociągnięcia reżyserskim pędzlem. Wręcz muśnięcia nim prawie przecież gotowego przedstawienia. Gdy Aktorzy odłożą skrypty, Twórcy raz jeszcze pochylą się nad wszystkimi scenami, logiką upływu czasu - będzie świetny spektakl. Trudny i kontrowersyjny. A zarazem arcy ciekawie byłoby zobaczyć jak dziś odebrałaby go szersza publiczność. Mam wrażenie, że postrzeganie choćby krytycznie ostrej recenzji, cytowanej w widowisku Temidy Stankiewicz - Podhoreckiej byłoby inne. Czas. Czas zmienia perspektywę. Co nie znaczy, że pozwala zamiatać historie pod dywan. Jedwabne, czy Wołyń. Co bardziej uwiera dzisiaj Polaków?
Wyszedłem. Zacząłem scrollowac internet. Wpadł mi w oczy tekst. Raport z badania zleconego przez Wirtualną Polskę. „Na pytanie, czy Polska powinna odsyłać nieaktywnych zawodowo i edukacyjnie obywateli Ukrainy, odpowiedź "zdecydowanie tak" wybrało 48,5 proc. respondentów, a "raczej tak" kolejne 25,6 proc. Łącznie za takim rozwiązaniem opowiedziało się aż 74,1 proc. ankietowanych.”. To powiedziała Polska. Dzisiejsza. Realna. Nie wirtualna.
tekst: Artur Pałyga ,
adaptacja: Helena Radzikowska,
reżyseria: Teatr PAPAHEMA
Występują: Monika Chrząstowska, Paulina Moś-Białecka, Piotr Sierecki, Helena Radzikowska, Paweł Rutkowski, Mateusz Trzmiel,
muzyka na żywo: Katarzyna Koseska


Komentarze
Prześlij komentarz