Alicja w siedem dni!
Mojżesz wyciągnął rękę i rozstąpiło się Morze Czerwone, Gandalf stuknął kijkiem i Balrog zwalił się z mostu Khazad-Dum w otchłań Morii. Bóg przez tydzień klecił Ziemię i tak sklecił, że dzisiaj mamy Putina. A Piotr Furman? Niczym nie stuknął, nie klecił, tylko w siedem dni zrobił Alicję w Krainie Czarów. W Teatrze Rampa gościnnie ją pokazując.
Zażartowałem sobie. Ale to żart spowodowany radością z tego, co zobaczyłem i zarazem szczerym podziwem dla Piotra Furmana, Sary Lityńskiej oraz dziewiątki Aktorek-amatorek. Najmłodsza ma niecałe szesnaście lat. Najstarsza dwadzieścia. Trzy zaledwie mają doświadczenie muzyczne - szkolne i akademickie. Spotkały się na Intensywnych Wakacyjnych Warsztatach Aktorskich (Piotra Furmana właśnie) i po tygodniu pracy pokazały „Alicję w Krainie Czarów”. Oczywiście, skrót Alicji. Bryk, jak określił Reżyser. Trwa to jednak trzy kwadranse i jest absolutnie urocze! W pracy oparli się o spektakl Andrzeja Strzeleckiego, który miał swoją premierę w maju 1979 roku na scenie Teatru Rozmaitości. Muzykę do niego napisał Wojciech Głuch.
Nie mam dobrego zdania o teatrach amatorskich. Zazwyczaj wiążą się z jakąś krzywdą. Widzowie, jeśli nie są rodzinami osób występujących na scenie, siedzą zażenowani i skonfundowani. Występujący plączą się w meandrach tekstu i aktorskiego warsztatu kompletnie nie wiedząc o co w tym wszystkim chodzi. A najbardziej zabawne jest, że za tego rodzaju popisy często trzeba płacić. Tutaj było zupełnie inaczej. Admission Free, jak anonsowali w mediach społecznościowych. Fair. Wysłali czytelny komunikat: Bawimy się. Na poważnie, ale jednak to jest zabawa i nauka zarazem. Chcecie - popatrzcie. Nie spodoba się wam? Miejcie tyle w sobie dystansu, aby nie stroić fochów i nie udawać, że wyszliście z Hamleta w Narodowym i teraz będziecie dyskutować ile w nim było metody Stanisławskiego. I najlepsze z najlepszych: Dziewięć dziewczyn na scenie Klubu Tragediowego Teatru Rampa pokazało się z bardzo dobrej strony. Ich „Alicja…” jest dynamiczna, zabawna i na dodatek przyzwoicie zaśpiewana!
Piotr Furman to stary sceniczny wyjadacz i szczwany lis. Moim zdaniem doskonale wyczuł, że tekst Lewisa Carrolla mieni się niuansami i dialog, bez wielogodzinnych prób i warsztatowych umiejętności, mógłby młode Aktorki pokonać. Zatem… dał im śpiewać! Uczciwie mówiąc, dla osób posiadających muzyczny słuch i mających jakiekolwiek wokalne doświadczenie takie rozwiązanie zawsze będzie bezpieczniejsze. Nieoceniona była także pomoc innej aktorki, Sary Lityńskiej, która dokonała czegoś czego kompletnie nie potrafię zrozumieć. Tym razem tak wcale a wcale: Te dziewczyny grają bez mikroportów. Śpiewają. I rozumiałem każde słowo! Pani Sara odpowiadała w projekcie za przygotowanie dykcyjne i Jej należy się owacja na stojąco! Musicalowa „Alicja w Krainie Czarów”, wykonana przez podopieczne Lityńskiej i Furmana, ma tylko jedną wadę - jest zbyt krótka. Chciałoby się jeszcze z dobry kwadrans tego spektaklu zobaczyć.
Alicja i stworki z Krainy Czarów suszą się na brzegu Jeziora Łez. Jest krykiet Królowej Kier, krokiet w zasadzie. Siadamy do słynnego stołu przy którym Kapelusznik, Zając i Suseł, zawieszeni w szczelinie czasu, piją swoją herbatkę. Słuchamy świetnie zagranej i przezabawnej opowieści Niby Żółwia. Odwiedzamy sąd w czasie procesu Waleta Kier. A potem - Alicja budzi się ze snu. Pryska czar. Wracamy do rzeczywistości. Spójne jest to wszystko i logicznie ułożone w spektakl. Bardzo dobrze się ogląda. Ba. Powiem, że z zadowoleniem łapałem się na obserwowaniu na ich „Alicji” tak, jakbym siedział na widowni Lalki, Guliwera, czy Arlekina. Jestem przekonany, że dzieci odwiedzające te teatry, z równym zapałem i śmiechem co my bombardowałyby udającymi ciasteczka piłeczkami pingpongowymi Alicję w scenie gdy urosła i wypełniła sobą dom Białego Królika. Świetnie nota bene zagranego! Cała ta scena - domek, Bill, Królik i oczywiście Alicja - pierwsza klasa.
Tydzień. Nie mogę w to uwierzyć. Tydzień pracy pod kierownictwem doświadczonego aktora teatralnego, zarazem znakomitego pedagoga. Sześć dni po sześć godzin i siódmego, ostatniego dnia, próbowali tyle ile jest czasu zostało do premiery. Jak to jest możliwe? Ano właśnie. To jest teatr. A On jest jedyną w swoim rodzaju, najwspanialszą na świecie Krainą Czarów. Z przyjemnością zobaczyłem jak pochłonął i jaką dał radość tworzenia dziewięciu fantastycznym adeptkom scenicznej sztuki. Obyśmy się jeszcze mieli okazję nie raz i nie dwa spotykać przy równie udanych przedstawieniach.
P. S. Wielkie brawa i ukłony dla dyrektora Teatru Rampa, Michała Walczaka, za to że w wakacyjny czas „pożyczył” scenę na ten warsztat. Pełna widownia, świetna atmosfera. Dyrektorze! Mega było!!!
Alicja w Krainie Czarów
na podstawie spektaklu Andrzeja Strzeleckiego z muzyką Wojciecha Głucha
Reżyseria i przygotowanie Aktorek:
Piotr Furman, Sara Lityńska
Obsada:
Aleksandra Bulaszewska
Amelia Fajfer
Róża Gołecka
Alicja Grzegorczyk
Natalia Juźwin
Pola Konarzewska
Weronika Kuligowska
Kalina Mirska
Hanna Nocuła


Komentarze
Prześlij komentarz