Wsiadłem do tramwaju zwanego pożądaniem

Wsiadłem do tego tramwaju na przystanku Teatr Ochoty. Zabrał mnie aż do Nowego Orleanu. Do małego, obskurnego mieszkania. I rządzącej w nim brutalnej przemocy. To „Tramwaj zwany pożądaniem”. Reżyseruje Małgorzata Bogajewska. 


Obejrzałem spektakl ważny. Momentami boleśnie wstrząsający. Świetnie zagrany przez młodych Aktorów, którzy wcielili się w postaci swoich rówieśników z dramatu Tennessee Williamsa z wyczuciem i rozmysłem. Dając widowisko poruszające w swojej wymowie, Bogajewska silnie eksponuje przemoc męsko-damską. Rozważa jej aspekty od czysto fizycznego, psychicznego aż po stereotypy zawarte w brutalnych żartach poniżających kobiety. Z przerażeniem skonstatowałem, że wśród widzów byli tacy, których te prawdziwe, zaczerpnięte z połowy dwudziestego wieku anegdoty, śmieszyły. Scena ta moim zdaniem jest jedną z najbardziej przykrych, a może także najważniejszą konstatacją wynikającą ze spektaklu. 


Scenę Teatru Ochoty wypełnia podarta sofa i siłomierz, słynny Boxer znany z wesołych miasteczek i kurortowych bulwarów. Na sofie dziać się będzie zło, na ekranie maszyny zostanie ono wycenione i zmierzone. Siłomierz jest tu miernikiem dziejącego się zła. Bardzo mocna, a zarazem pokazana w sposób subtelny, unikający epatowania niepotrzebną fizyczną przemocą jest scena, zapętlona i powracająca kilka razy, w której Stanley uderza Sally - swoją ciężarną żonę. Awantura domowa z finałem w postaci pobicia powraca przed oczy widzów jak koszmarny sen. Sally pada, wstaje. Zaczyna się kolejna wersja tego samego wydarzenia. Z różnych perspektyw, na różne sposoby pokazana. Jak zdanie, w którym akcentując zamiennie poszczególne słowa wypowiadający uzyskuje różne zabarwienie emocjonalne swojego komunikatu. Nie ma tu jednak dosłowności. Stanley uderza w gruszkę bokserską maszyny, symbolicznie wymierzając cios żonie. Na ekranie urządzenia rosną wartości. Ostatnie powtórzenie przynosi wynik dwukrotnie przewyższający uzyskiwane w poprzednich odsłonach. Mamy zmierzoną brutalność. Można ją wycenić. Materializuje się na naszych oczach w dwadzieścia dolarów, które „na przeprosiny” Sally dostaje od męża gdy ten ocknie się następnego dnia i powróci do ram człowieczeństwa. 


Na potrzeby spektaklu przebudowano widownię, przestawiono miejsca dla publiczności . Powstały dodatkowe rzędy, okalające przestrzeń wydzieloną na potrzeby aktorów. Ci krążą po scenie, zajmują fotele na widowni. Dzięki takiemu zabiegowi widzowie mają wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach. Dramat domu Kowalskich dzieje się obok nas, tuż przed nami. W nas także.


Świetnie stworzył Stanleya Michał Pawlik. Brutalny, agresywny, prosty robotnik który trzyma się swoich zasad i domaga od świata aby je respektował. Nie znosi odstępstwa i zmiany. Mściwy, nieufny. Czołg, który swoją przerażającą pancerną pięścią rujnuje wszystko, co napotyka na drodze. A przeciwnikiem Stanleya jest postać najmniej z fizyczną siłą się kojarząca. Piękna, delikatna, tajemnicza Blanche Du Bois niespodziewanie przyjeżdżająca w odwiedziny do siostry. Irmina Liszkowska zaproponowała Blanche ciekawie, stopniowo ewoluując postacią w kierunku jądra beznadziejnej rozpaczy. Jej przemiana, zachodząca wraz z ujawnianymi ciemnymi stronami Blanche dzieje się powoli. Zaskakuje. Od eleganckiej pannicy z plantatorskiego rodu szybko przechodzimy do nie stroniącej od alkoholu utracjuszki, która utraciła familijną posiadłość Belle Reve. Ale potem Blanche zwalnia. Manewruje wśród emocji. Zastanawia i nie daje łatwej odpowiedzi czy jest wyrachowaną oszustką, z góry zakładającą że Mitch, zakochany w niej przyjaciel Stanleya, to port czy jedynie przystań w podróży. Zdemaskowana walczy bezwzględnie. I ta niejasna, jak u Tennessee Williamsa, scena ze Stanleyem. Co zaszło między dwojgiem głównych postaci dramatu? Czy Stanley jest niekwestionowanym tryumfatorem ich fascynującej relacji-pojedynku? A może klęska dotyka obojga? Lubię, gdy spektakl kreśli na scenie, jak na karcie papieru pytanie za pytaniem. Ten „Tramwaj” właśnie takim jest. 


Mocno i wyraziście wypadają pozostałe postaci widowiska. Sally, grana przez Malwinę Laskę-Eichmann to sprowadzona momentami do poziomu gruszki bokserskiej, postawiona w jednym szeregu z tym przedmiotem, ofiara domowej przemocy. Zakochana i zapatrzona w męża, który stanowi jej opokę, ostoję i zawór bezpieczeństwa. Paradoks? Oczywiście. Paradoks wielu przemocowych sytuacji rodzinnych. W postaci męża Sally nie dopatruje się zagrażającego jej tyrana. Kochając go miłością rozpaczliwą, pogrążając się w destrukcji własnej osobowości. Czy się zatrzyma? Przejrzy na oczy? Malwina Laska - Eichmann kreuje postać skupiająca uwagę. Budzącą współczucie wobec jej delikatności, dobroci i zawiedzionej, zmarnowanej ufności człowieka dla drugiego człowieka. Ogląda się Ją z przyjemnością widza, choć Sally jest na wskroś tragiczna. Świetny jest moim zdaniem Krzysztof Oleksyn, którego Mitch mieni się przeróżnymi barwami. Jest w nim pierwiastek tępego siłacza, wyciągany na światło dzienne w towarzystwie przyjaciół. Jest wrażliwy młody człowiek z bagażem życiowych lęków z których samotność w świecie pozbawionym matki wybija się na pierwszy plan. Jest wreszcie delikatny, romantyczny, zakochany chłopak w brawurowo moim zdaniem zagranej scenie randki z Blanche. Żadna z postaci „Tramwaju” nie jest jednoznaczna.  Prosta. Nie została spłaszczona ani uproszczona na potrzeby adaptacji. To wielki walor tego spektaklu i zasługa Twórców. Podobie rzecz ma się ze Stevem, ostatnim bohaterem w tym prawie dwugodzinnym widowisku. Chronologicznie, zaznaczę, Steve jest z widzami jako pierwszy. Jednak usytuowanie w dramacie skazało Pawła Janysta na opisanie Jego twórczego wysiłku dopiero teraz. Steve jest w zasadzie tłem. Ważnym elementem układanki, ale nie duchem sprawczym. Dlatego jak sądzę Bogajewska powierza mu bardzo ważną rolę, pozwalającą na zdynamizowanie opowieści. Zamknięcie jej w czytelne ramy. Sąsiad a zarazem przyjaciel domu Kowalskich jest tu narratorem. Mękko, z wyczuciem, balansuje między Stevem a mistrzem ceremonii. Tańczy na linii widz-widowisko. Diaboliczny w swoim czarnym ubraniu. Inny, niż odziane w fabryczne i życiowe kombinezony dwie pozostałe postaci męskie. Wyrasta ponad wijącą się po scenie przemoc. Nienawiść. Zawiść. Będąc przewodnikiem po historii nie traci z pola widzenia swojego bohatera. Prostego, nieco naiwnego poczciwca. Potrzebnego w „Tramwaju” jak w dawnych pojazdach sprzedający bilety konduktor. 


Kostiumy i scenografia to dzieła Joanny Jaśko-Sroki. Kolejne bardzo mocne punkty „Tramwaju zwanego pożądaniem” w Teatrze Ochoty. Kombinezony robotników, ciekawie zaprojektowane jednoczęściowe kostiumy męskie, doskonale dopasowane, podkreślające seksapil i urodę Blanche sukienki oraz strój Sally, zmieniający się wraz z mijającymi tygodniami jej ciąży. A do tego projekt zabudowy sceny. Kapitalnie zaplanowane ustawienie miejsc widowni, ważna dla wydarzeń kabina prysznicowa. Siłomierz i sofa. Całość powoduje, że od pierwszych kroków Blanche po scenie czujemy się nie tyle widzami ile gośćmi w obskurnym, zapuszczonym mieszkanku Kowalskich. Nie patrzymy na spektakl z perspektywy czwartej ściany. Jesteśmy w jego wnętrzu. Jedziemy wszyscy w tym samym „Tramwaju zwanym pożądaniem”.  


Teatr Ochoty miał w tym sezonie kilka całkiem niezłych spektakli. Z ciekawością i uwagą obserwuję ich repertuar. Jednak powracający na młodzieżową scenę „Tramwaj zwany pożądaniem” uważam za najlepiej przygotowany i najdojrzalszy z tych, które miałem przyjemność oglądać. Cieszę się, że właśnie w taki sposób Teatr Ochoty zamyka kończący się sezon teatralny. Cieszę, też z tego, że „Tramwajem” zamierza otworzyć kolejny - 2026/2027 - już we wrześniu. 


reżyseria: Małgorzata Bogajewska

tłumaczenie: Jacek Poniedziałek

scenografia i kostiumy: Joanna Jaśko-Sroka
opracowanie muzyczne i ruch sceniczny: zespół aktorski
obsada: Malwina Laska-Eichmann, Irmina Liszkowska, Paweł Janyst, Krzysztof Oleksyn, Michał Pawlik
asystent reżyserki: Paweł Janyst
realizatorzy światła: Zofia Krystman, Witold Juralewicz
realizatorzy dźwięku: Piotr Trojanowski, Maciej Witkowski
budowa scenografii: Wiktor Korzeniewski
inspicjenci / montażyści: Marcin Chojnacki, Wiktor Korzeniewski
make-up: Ali Kosoian-Koźbielska
garderobiane / rekwizytorki: Magdalena Adamczyk, Ilona Giżycka, Jolanta Sikorska
kierownictwo produkcji: Małgorzata Błasińska, Olga Stefańska
komunikacja wizualna: agencja kreatywna Na ty, Anna Cygankiewicz
zdjęcie plakatowe: Artur Wesołowski






Komentarze

Popularne posty