Wieczór do przodu!
Dawno tego nie widziałem po spektaklu. Na scenie aktorzy robiący sobie zdjęcia z widzami i pogrążeni w pogawędkach. W foyer spora grupa osób przerzucająca foldery repertuarowe i… wzajemnie opowiadającą sobie co tu jeszcze można zobaczyć. Na dodatek wszyscy wyszliśmy z pełnej, żeby nie powiedzieć pełnej po brzegi, widowni. A to jest wystawiane od trzech lat!
Gdzie to? Jak to? Co to? Ano - Teatr Scena Współczesna. Grają jeszcze, choć sezon teatralny już się skończył. Zobaczyłem „Wieczór trzech coachów” w reżyserii Włodzimierza Kaczkowskiego. On także jest autorem scenariusza. Warto? Już w zasadzie odpowiedziałem. Chociaż - zanim się Państwo wybiorą, kilka słów pozwolę sobie skreślić.
To nie jest moim zdaniem spektakl, który możemy zaliczyć do gatunku dramatycznego - bo przecież komedia też się w nim mieści. Bardziej przypomina lekki, dynamiczny program kabaretowy. Oparty o szybkie zmiany kostiumów, monologi i skecze. Do tego świetne piosenki. Czy to zarzut? Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Dzięki takiemu zabiegowi śmiejemy się przez cały czas i z przyjemnością dajemy ponieść trójce aktorów, naszych terapeutyzujących coachów. Ale warto pamiętać: Jeśli ktoś szuka przedstawienia opartego o zawiłą fabułę, osadzonego w realistycznych dekoracjach - może się zawieść. Jeżeli natomiast szukamy kabaretu - „Wieczór…” powinien zdać egzamin na co najmniej ocenę dobrą z plusem.
Teraz najzabawniejsze. Jestem z wykształcenia psychologiem. Zatem, jak to mówią - w cyrku się nie śmieję. Nie przepadam za coachami, terapeutami, przepracowywaniem traum i innymi wymysłami wynikającymi moim zdaniem ze styku ludzkiego lenistwa i chęci zarabiania pieniędzy. Wiele metod „uzdrawiania dusz” uważam za humbug i niecierpliwie czekam, aż „Lex szarlatan” się z tym upora. Jednak tu w zasadzie szeroki uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Lekko to jest napisane, z humorem i dystansem zagrane. Co najważniejsze, to jest humor taktowny. Nie ma tutaj wyszydzania, wyśmiewania i temu podobnych przypadłości komików naszych czasów. Śmiejemy się bo postaci na scenie są zabawne w sposób uroczy a nie głupio śmieszne. Aktorów jest troje. Obok Łukasza Mateckiego, który często w tym miejscu gości i czuje się mam wrażenie w kabaretowo-komediowym teatrze jak ryba w wodzie, Monika Mariotti (można też oglądać w postaci Pani Coach Annę Mierzwę) oraz Robert Majewski. Dobrani świetnie, bo różnorodni. Każda postać wnosi swój charakter, styl bycia i mówienia. Wspólnym mianownikiem są piosenki. I one stanowią bardzo mocny punkt „Wieczoru…”. Zabawne, lekkie teksty. Pięknie zaśpiewane. Oczywiście, obaj Panowie robią to znakomicie ale mnie zauroczyły możliwości wokalne Pani Moniki. Warto wsłuchać się w Jej śpiew. I pomarzyć o tym głosie w recitalu. Jazzowym? Balladowym? Jakimś z pewnością. W moich uszach nadal brzęczy biwakowa ballada o głupocie i błyskotliwy song „hormonalny” stanowiący finał spektaklu.
Nie wiadomo kiedy mija półtorej godziny. Wychodzimy zabierając dobrą energię. Tak, jak powinno się dziać po każdej sesji coachingowej. Na dodatek w spektaklu Teatru Scena Współczesna zawarto kilka, wybaczcie Państwo psychologiczny smrodek, ciekawych informacji z mojej dziedziny. O trzech fundamentalnych dla psychologii eksperymentach. O definicji coachingu. No i są łączenia „na żywo” z dwoma tuzami coachingu. Ale kim są owe gwiazdy, jakie to eksperymenty - proponuję przekonać się samemu, nastawiając swoje uszy i oczy na lekką w formie zabawę w kabaretowym wydaniu.
Reżyseria Włodzimierz Kaczkowski
Autor sztuki Włodzimierz Kaczkowski
Muzyka Mateusz Wachowiak
Obsada
Monika Mariotti/Anna Mierzwa
Łukasz Matecki
Robert Majewski

Komentarze
Prześlij komentarz