"Vatzlav" na trzy kobiety rozpisany

Studio Teatralne KADR. Spektakl dyplomowy. To zawsze wzruszający moment. Coś się kończy. Młodzi artyści dostają dyplomy. Jest uroczyście. A przed wręczeniem spektakl. Tym razem podopieczni reżysera Andre de la Cruza wystawili w siedzibie KADRU na Rzymowskiego w Warszawie „Vatzlava”, Sławomira Mrożka. 


Wybór to znakomity. Tekst pozwala pobawić się słowem, konwencjami. Skrzy się absurdalnym humorem, świetnie zróżnicowanymi charakterystycznymi postaciami. Można tu pokazać gamę możliwości. Jest też filozoficznie, poważnie, a nawęt dramatycznie. Do współpracy Andre de la Cruz zaprosił Mariusza Lubawego, tancerza i choreografa, którego nazwisko coraz częściej pobrzmiewa w teatrach jak Polska długa i szeroka. Lubawy zajął się ruchem scenicznym w „Vatzlavie”. Powstał spektakl dynamiczny i z pewnością nie pozwalający się nudzić. Dość powiedzieć, że gdy po dwóch godzinach skończyli, zdziwiłem się że mój wyrobiony wewnętrzny zegar zupełnie nie odnotował upływu czasu. Minął nie wiadomo kiedy. 


Wszystko dzięki przemyślanym, różnorodnym scenom. Taniec przeplata się z dialogami, te zmieniają w monologi. Nie ma nadmiaru epatowania projekcjami video - jest tylko jedna i doprawdy trudno byłoby o lepszy wybór narzędzia do pokazania pracy Aktorki w tej scenie. Oczywiście, wracając do tekstu, trudno zepsuć takie arcydzieło, ale trzynaścioro młodych Artystów na pewno niczego tu nie popsuło a wręcz przeciwnie. Pokazali dobrej jakości, wartkie widowisko. Zagrali je tak, jak spektakle dyplomowe zazwyczaj wyglądają. Z równomiernym rozkładem sił na poszczególnych wykonawców, aby każdy mógł zaprezentować w takim samym wymiarze jak koleżanki i koledzy swoje umiejętności. Dlatego „Vatzlav” Andre de la Cruza nie jest inscenizacją płynnie prowadzoną ze sceny na scenę. Każda z nich jest minimalnie oddzielona od poprzedniej i następującej. Stanowi w pewnym sensie zamkniętą całość, kojarzącą się z benefisem aktorskim. Pokazem możliwości. Celowo napisałem „Vatzlav” Andre de la Cruza. Postaci są tu w stosunku do oryginału w pewnych elementach przebudowane, podkreślone i autorsko zinterpretowane. Dzięki temu dostajemy teatr Mrożka ale z własnym spojrzeniem reżysera na charakterystyczne osoby go zamieszkujące. 


Są tu niewątpliwie sceny wysokiej jakości, takie które czynią ten spektakl wartym powtórzenia i zobaczenia przez widzów nie tylko związanych emocjonalnie z Zespołem. Świetnie wypada początek. Preludium gdy obserwujemy trzynastkę Aktorów już na scenie, szykujących się do przedstawienia. Ich trening głosu, rozgrzewanie mięśni. Obok zapełnia się widownia. I wreszcie płynnie, jak morskie fale, zaczynają. Scena wyrzucenia Vatzlava na brzeg wypadła bardzo dobrze. Sugestywna, czytelna. Z polotem zaplanowana i takoż zatańczona. Powoli z odmętów rąk i ciał artystów wyłania się Vatzlav, którego w tej części widowiska kreuje znakomicie Karolina Kisielińska. Przypadła jej do zagrania zabawna postać z humorem Arlekina i domieszką Sancho Pansy. Zrobiła to lekko, dowcipnie. To fragment, w którym trudno się nie uśmiechać. Po Pani Karolinie Vatzlava przejmuje Natalia Wójcicka, prowadząc go przez meandry kunktatorstwa i mnożenia kapitału. Trzecią zmianę w sztafecie Vatzlavów daje Marianna Żołądkowicz. Jej przypadł okres buntu i refleksji w dziejach tytułowego bohatera. Sztafeta stanowi interesujący zabieg. Dzięki zmianom aktorek czytelnie wypada ewolucja światopoglądu i charakteru Vatzlava. Jego stopniowa przemiana. 


Bardzo dobre są układy choreograficzne. Widać, że pochylono się nad nimi z uwagą i wyczuciem. Tworzą jakość w tym widowisku. Między innymi świetna scena leśna, sugestywnie zatańczona. A potem pędzi „Vatzlav” przez scenę tak, że momentami zrywamy boki obserwując absurdalne poczynania bohaterów i językowy slalom Mistrza Sławomira. Świetnie sobie z nim młodzi Aktorzy zresztą poradzili. 


Na uwagę moim zdaniem, oczywiście zdaniem subiektywnym, zasługuje Przepiórka w wykonaniu Weroniki Skoczylas, świetnej zarówno w scenach tanecznych jak i charakterystycznej, spójnie zbudowanej roli roztropnego chłopa. Rozmowa i kłótnia o długość stryczków z Maciejem (Aleksander Chojnacki) wyszła brawurowo.  W roli bezdusznego Barbara z kolei pokazała się Agnieszka Bartnikiewicz, Nietoperz bardzo dobrze udał się Patrykowi Lisowskiemu a Nietoperzowa Paulinie Radzimirskiej.  W zasadzie im dłużej piszę o poszczególnych rolach, tym bardziej dochodzę do wniosku że w tej pracy zespołowej nie było lepszych i gorszych. Są po prostu na wysokim poziomie warsztatowym adepci sztuki aktorskiej. A mierzą się z trudną materią. Aranżacja sceny zapewne spodobałaby się Annie Augustynowicz, słynącej z upodobania do delikatnie mówiąc oszczędnej scenografii i zatapiania jej w odcieniach czerni. Tak jest tu właśnie. Na dodatek czarne, poza białą koszulą Vatzlava, są w większości kostiumy. Czyli - trzeba grać całym ciałem, dawać z siebie wszystko bo nie ma się gdzie i za czym schować. Zagrali. Świetnie zagrali. I tego „Vatzlava” z przyjemnością zobaczyłem. 


Życzę, kończącym właśnie Studio Teatralne KADR, Artystom dalszych przygód na scenach. Możliwości rozwijania talentów i tak wspaniałej atmosfery jak ta, która panowała podczas dyplomowego przedstawienia. A Państwu szepnę, że jeszcze 5 lipca 2026 roku o 19.00 można tego „Vatzlava” na Rzymowskiego w KADRZE zobaczyć. Nie zmarnowałbym okazji i niedzielny wieczór spędził właśnie tam. 


Reżyseria i adaptacja: Andre de la Cruz

Ruch sceniczny: Mariusz Lubawy


Vatzlav I - Karolina Kisielińska

Vatzlav II - Natalia Wójcicka

Vatzlav III - Marianna Żołądkowicz

Nietoperz - Patryk Lisowski

Nietoperzowa - Paulina Radzimirska

Józia - Joanna Burska

Geniusz - Piotr Bartosiak

Justyna - Ilona Buloichyk

Edypus - Anna Piliszek

Barbar - Agnieszka Bartnikiewicz

Maciej - Aleksander Chojnacki

Przepiórka - Weronika Skoczylas

Terpeia - Patrycja Fatek









Komentarze

  1. To mam plany na dzisiejszy wieczór! Widziałem kilka spektakli w reżyserii Andre de la Cruz, za każdym razem wychodziłem z teatru nakarmiony przeżyciem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty