To nie kłamstwo, to story
Teatr Kwadrat postanowił sprawdzić, jak zaprezentuje się planowana pierwsza jesienna premiera w oczach widzów. I mimo wakacji dostaliśmy przedpremierowy pokaz „Moviestar”, komedii w reżyserii Tomasza Sapryka, która oficjalnie zadebiutuje na scenie 18 września. W lipcu widowisko zostanie pokazane czterokrotnie. To lekki, zręcznie napisany tekst. Komedia. Nie nadmiernie skomplikowana, chociaż zarazem dająca podstawę do pewnych refleksji. Dwa akty. W wersji przedpremierowej całość miała dwie godziny i kwadrans, wliczając przerwę między aktami.
Od pierwszej chwili czujemy się wakacyjnie. Na rozgrzanym upałem, hotelowym basenie trzy luksusowe leżaki. Scenografia Wojciecha Stefaniaka jest, jak zawsze u tego Twórcy - przemyślana, ciesząca oko i zarazem dająca Aktorom jak najlepsze środowisko do opowiedzenia swoich historii. A tu konflikt. Hotel, co wynika z fabuły, zapewne jest gdzieś niedaleko Los Angeles. I miał być zupełnie pustym azylem dla Tylera (Grzegorz Daukszewicz), tytułowej Moviestar. Nieszczęśliwe zdarzenie podczas gali wręczania Złotych Globów spycha go właśnie w objęcia rocznej przerwy od show biznesu. Zanim jednak Tyler pojawi się na basenie i poznamy jego paskudną przygodę, spotykamy tam nieproszonego gościa. Justin (Aleksander Sajewski) znalazł się w tym miejscu kompletnie przypadkowo. Jest z zupełnie innego świata niż Tyler i jego asystentka, Ashley (Katarzyna Zielińska, choć w tej roli mogą Państwo zobaczyć także Katarzynę Glinkę).
Zaczynamy. Okazuje się, że Tyler miał nieszczęście kopnąć prosto w twarz samą Meryl Streep. Tym samym jego wizerunek legł w gruzach. Agent proponuje aktorowi roczną banicję, co w świecie filmowym równa się śmierci. Ashley dwoi się i troi, aby znaleźć rozwiązanie. I wtedy jej wzrok pada na nic nie przeczuwającego, ale powoli wciągającego się w klimat plastikowego światka, Justina. Pomysł jest szokujący. A co może być lepszego od szokującej story? Tylko story jeszcze bardziej zadziwiająca. Okazuje się, że wystarczy ogłosić dowolnie naciągniętą bzdurę, spełniającą kryteria czegoś nieprawdopodobnego, aby media i ich odbiorcy zapomnieli o zdefasonowanym nosie Meryl Streep. Tak świat dowiedział się, że Tyler, słynny amant i lowelas jest… gejem. A jego partnerem został - któż inny by mógł? - Justin we własnej osobie. Kłamstwo okazało się zbawiennym lekiem na kłopoty Tylera i w objęciach zabawnych żartów sytuacyjnych kończymy pierwszy akt.
Drugi, który pozostawię Państwu do własnego odkrywania, jest moim zdaniem minimalnie za długi. Miałem wrażenie, że kilkukrotnie padały w nim zdania na tyle dobrze nadające się na puentę, że kolejne sceny przyjmowałem ze zdziwieniem. Ale - to już kwestia do przemyślenia przez Twórców, na co mają przecież jeszcze ponad dwa miesiące dzielące nas od oficjalnej premiery. Fakt pozostaje faktem - także w drugim akcie minimalnie przebudowana scenografia jest bardzo mocnym punktem spektaklu. A śmiech nadal nam w nim towarzyszy.
Aktorzy. Troje. Katarzyny Glinki nie widziałem, na scenie postać Ashley kreowała Katarzyna Zielińska. Jestem jednak pewien, że po udanej przecież w Kwadracie „Degustacji” także i w roli Ashley Glinka wypadnie znakomicie. Katarzyna Zielińska natomiast stworzyła tę postać jako osobę zbudowaną z kalkulacji. Jej wnętrze to potężny układ współrzędnych, na którym oznacza punkty do zrealizowania. Balansuje między nimi w kierunku swojego celu. Jak na komedię przystało postaci mają tu cele jawne, łatwe do rozszyfrowania i podskórne, które powoli wyłaniają się z cienia. Może jest Katarzyna Zielińska minimalnie zbyt głośna. Ale - to moje subiektywne zdanie. Cała Jej rola zagrana spójnie, przekonująco i z werwą. Pierwszoplanowa? W „Moviestar” w reżyserii Sapryka nie ma moim zdaniem postaci wiodącej. Wszyscy troje są na równi eksploatowani, prześwietlani i przedstawiani. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie Aleksander Sajewski, niedawny absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej. Miałem okazję przyglądać Mu się w spektaklach na studenckiej scenie Teatru Collegium Nobilium i zostawiał po sobie korzystne wrażenie. Zagubiony życiowo, lekko wycofany, budzący sympatię outsider. Oglądałem Go potem w „Jak zawsze” w Teatrze Komedia i mam poczucie, że tam - przynajmniej w przedstawieniu premierowym - nie odnajdował się w roli. Tutaj jest zupełnie inaczej. Jego Justin jest postacią, można rzec, skrojoną „pod” Sajewskiego. Młody piekarz z Bronxu, który szuka spokoju i ucieczki od własnych problemów, z których największym jest „niewidzialność”. Nie zwraca na niego uwagi najbliższa rodzina. Sam postarał się o rozpad związku. I nagle Los zsyła mu w prezencie możliwość kilkutygodniowego życia na pierwszych stronach serwisów plotkarskich. Skwapliwie i skrzętnie wykorzystuje swoje pięć minut. A kiedy ten czas się kończy… Także umie sobie poradzić, okazując się niezbędnym elementem w tylerowej układance. Aleksander Sajewski zagrał Justina tak, że nie sposób go nie lubić. Nie uśmiechnąć się śledząc jego komediowe perypetie. Trzeci bohater, Tyler Grzegorza Daukszewicza, to kolejna sympatycznie opracowana i zagrana rola w tym spektaklu. Daukszewicz ma zadanie uproszczone. Jego bohater nie prezentuje głębszych przemyśleń, nie jest postacią nadmiernie skomplikowaną. Odwołuje się do sentencji Buddy zaczerpniętych z disneyowskiej kreskówki. Żyje w takt pomysłów agenta-managera, dostarczającego kolejne kontrakty i zajmującej się kreowaniem jego wizerunku Ashley. A jednak Daukszewiczowi udało się w tej, pozornie pustej, postaci odnaleźć nitki czy też cienie, które splecione w całość dały Tylera. Budzącego uśmiech ale i sympatię poczciwca w gruncie rzeczy. Podpisawszy cyrograf z diabłem - show biznesem musi działać w myśl zasad określonego formatu. Ale gdzieś w głębi siebie kryje pierwiastki ciepła, humoru. I to przyjemnie rezonuje.
Pytania, z którymi wyjdziemy prosto w objęcia ulicy Marszałkowskiej po zakończeniu spektaklu? Bardziej konstatacje. Pusty jest nasz świat. Sterowany bezwzględnymi prawami słupków popularności, oglądalności i wyświetleń. Czy można w nim szukać jakości? Zapewne tak. Czy prawdy? Tej jest w show biznesie jak na lekarstwo. Niby wszyscy o tym wiemy, podśmiewamy się z papki płynącej nam przed oczami w mediach. A jednak - okazując jej zainteresowanie powodujemy, że ona trwa. Rośnie jak drożdżowe ciasto. Czy osiągnie gdzieś i kiedyś nieprzekraczalną granice absurdu? Nowy spektakl w reżyserii Tomasza Sapryka stawia przekonuje, że nie.
Druga połowa września w Kwadracie należeć będzie do, zaplanowanej na 18 dzień powakacyjnego miesiąca, premiery „Moviestar”. Moim zdaniem trafia znakomicie w spójną linię programową tego, komediowego przecież na wskroś, teatru. Spełni także oczekiwania Widzów, a Kwadrat cieszy się stałym zainteresowaniem wiernej mu publiczności. Oczywiście, nie jest to dzieło nadmiernie skomplikowane psychologicznie, wymagające wnikliwej analizy i uwagi podczas oglądania. Nie o to tu przecież chodzi. To ma być torebka wesołej rozrywki. I taki ten „Moviestar” właśnie jest.
Obsada
Ashley - Katarzyna Zielińska/Katarzyna Glinka
Tyler - Grzegorz Daukszewicz
Justin - Aleksander Sajewski
Twórcy
Reżyseria i oprawa muzyczna: Tomasz Sapryk
Przekład: Elżbieta Woźniak
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Aneta Suskiewicz
Reżyseria świateł: Maciej Iwańczyk
Wizualizacje multimedialne: Hektor Werios
Produkcja: Joanna Wysocka
Asystentka reżysera: Elżbieta Kozak

Komentarze
Prześlij komentarz