Skondensowany Szekspir

Zacznę od liczb. 27 - lat na scenie. 90 (chociaż bardziej 100) - minut trwa ten spektakl. 37 dzieł Wiliama Szekspira w sobie zawiera. 3 - aktorów w nim gra. Wygląda na mission impossible? Nie. W Teatrze Scena Współczesna tak właśnie jest. Mam na myśli „Dzieła wszystkie Szekspira” w reżyserii i adaptacji Włodzimierza Kaczkowskiego. Warto pamiętać, że podobny spektakl można obecnie zobaczyć w Warszawie także w Teatrze Polonia. Tam nosi tytuł „Dzieła wszystkie Szekspira (w nieco skróconej wersji)”. Ale o nim będzie przy innej okazji. Wracajmy do Teatru Scena Współczesna. Dzieje się na tej scenie co niemiara. 


Zagrać farsę. Dwa słowa a można napisać po nich traktat teatralny w formacie książkowym. Najtrudniejszy podgatunek komedii. Musi być żywy, dynamiczny i błyskać petardami humoru. Zaskakujący widzów tak, aby z teatralnego snu budzili się dopiero gdy opadnie kurtyna. Dobrze aby „puszczał oko” sytuacyjnego żartu osadzonego we współczesnym widzom kontekście, czyli odwoływał się do ich czasów. Trudny, piekielnie trudny językowo, ponieważ najbardziej śmieszy gdy łączy gwarę ulicy, język literacki i potoczne słownictwo różnych grup wiekowych czy społecznych. Aktorsko wymagający niebywałego kunsztu. Poczucia humoru, dystansu do siebie i ogromnej wszechstronności. A zarazem kreatywności, przecież przy zawrotnym tempie farsy każdy spektakl może zamienić się w komedię omyłek. Tak. Farsa jest tak trudna, że… jej nie lubię. Denerwuje mnie trzymanie kciuków za aktorów. Skupianie uwagi na wszelkich elementach i odmawianie w głowie modlitw aby nic nie nawaliło. Nikt nie zaspał i nie nacisnął jakiegoś guzika za wcześnie lub za późno. Ale z drugiej strony łaknę farsy. Zrzucenia z siebie, jak spoconej koszuli, szlamu dni. I pozostania samemu z własnym, serdecznym śmiechem. Farsa ma być odpoczynkiem od rzeczywistości. Tak właśnie jest w „Dziełach Wszystkich Szekspira”. Wszystkie wymienione elementy są w tym spektaklu. Trzeba jedynie wyciągnąć kij z pupy, który utrudnia zabawę. Przestać myśleć kategoriami sztywniaka-krytykanta. I bawić się, bawić. Aż do łez. Tak, jak działo się na widowni. Pani siedząca obok mnie w pewnym momencie musiała zdjąć okulary i - ocierając łzy śmiechu - rozmazywała makijaż, śmiejąc się sama z siebie i z tego co na scenie. 


Trzech aktorów grających kilkanaście ról. Raz za razem zaskakują właśnie dystansem. Żonglowaniem konwencjami. Błyskawicznie przeskakują od „na poważnie” zagranych fragmentów szekspirowskich tragedii, przez jego własne teksty komediowe aż do sytuacyjnych żartów będących autorskimi pomysłami reżysera-adaptatora i pochodną sytuacji dziejących się ad hoc na scenie. Łukasz Matecki, Jarosław Domin i Bartosz Głogowski (pierwsza obsada spektaklu, jest jeszcze druga a w niej Michał Barczak, Kamil Wodka i Michał Węgrzyński) zagrali koncertowo piekielnie trudny spektakl. Na dodatek tyle lat na scenie. Nie jest łatwo  zapewne wciąż i wciąż krzesać w sobie iskry inwencji. Znajdować energię aby to nadal był rollercoaster. Podziwiałem ich. Po prostu. 


Jest i kolejna trudność, która w spektaklu Teatru Scena Współczesna staje się powodem do salw śmiechu i braw. Ten „Szekspir…” musi, wymaga, nie udaje się - bez interakcji z widzami. Trzeba umieć zbudować relację. Ośmielić rzędy twarzy, aby poza uśmiechem stały się ważnym mechanizmem w spektaklu. Zrobili to wprost kapitalnie. Z poczuciem humoru,  taktem. Tak, że czuliśmy się w jednym, świetnie się rozumiejącym i bawiącym towarzystwie. 


Pewnie zastanawiają się Państwo nad konstrukcją tej farsy. Wszystkich dzieł nie jestem w stanie wymienić, pędzi to jak lukstorpeda. Zaczyna się od „Romea i Julii”, gdzie Jarosław Domin bawi do rozpuku w roli pięknej panny Capuleti. A dalej jest tylko zabawniej. Bartosz Głogowski jako Romeo okazuje się być jedynie przygrywką kolejnych postaci, które przypadły Mu w udziale. Łukasz Matecki dwoi się i troi aż do finałowej roli Hamleta ze słynnym monologiem, tutaj w wersji short. Jest brawurowa, rapowana opowieść o Otellu. A potem Makbet prosto z Zakopanego, sklejone w jedno szekspirowskie komedie i cykl królewski czyli Kroniki. No i ten Hamlet! Finałowy fajerwerk humoru, który trzej panowie odpalają na scenie. Dzieje się tam. A reszta? Reszta jest… oczywiście, owacyjnymi oklaskami! Więcej nie powiem. Byłoby to psucie zabawy. „Dzieła wszystkie Szekspira” muszą zaskakiwać. Wtedy są najlepsze. 


To jest jeden z najśmieszniejszych spektakli teatralnych jakie kiedykolwiek widziałem. Znakomita zabawa, bo jest w niej humor różnorodny. Od prostego, zaczerpniętego z nieistniejących już teatrzyków objazdowych czy podwórkowych - do nich nawiązuje między innymi prosta ale bardzo dobrze wymyślona scenografia Małgorzaty Czackiej, przez farsę wszelkich czasów i epok, aż do zabawnych żartów inteligentnego kreatywnego kabaretu. Warto zostawić w domu powagę, wyciągnąć fiszbiny z żakietu i po prostu się śmiać. Patrząc z przyjemnością, jak ten śmiech zaraża widzów. Rozlewa się po sali. Rośnie. Dobrze, że są takie spektakle. Dają odpoczynek. Dystans do siebie i świata. Wyszedłem stamtąd po prostu serdecznie ubawiony. Czasem nic więcej do szczęścia nie potrzeba. 


Dodam, że Teatr Scena Współczesna gra przez całe wakacje. Kto ma chęć i czas - jest okazja żeby się fajnie bawić. 


Tłumaczenie/ Adaptacja/ Reżyseria: Włodzimierz Kaczkowski

Scenografia: Małgorzata Czacka

Muzyka: Maciej Makowski

Występują:

I Obsada: Jarosław Domin, Łukasz Matecki, Bartosz Głogowski

II Obsada: Michał Barczak, Kamil Wodka, Michał Węgrzyński




Komentarze

Popularne posty