Mozart w cieniu Habanery
Na festiwalu Centralny Plac Muzyki wystąpiła Joyce DiDonato. A koncert, zatytułowany „Mozart Night” był także zwieńczeniem tegorocznego 35 Festiwalu Mozartowskiego. Ale czy Mozart wybrzmiał w zadziwiająco zimny, jak na lipiec w Warszawie, wieczór? Bo to był kolejny koncert miksowania różnych gatunkowo i epokowo twórców. Mam wątpliwości.
Tych jednak na pewno nie budzi wartość artystyczna koncertu. Stolica otrzymała wydarzenie kulturalne, które trzymało w napięciu, zachwycało pod każdym względem. Gwiazda wieczoru, niezwykle sympatyczna i pełna wdzięku DiDonato śpiewała tak, że Plac Centralny zastygł zasłuchany i nikt nie zwracał uwagi ani na wspomniany chłód, ani na zapadające ciemności. Słuchaliśmy licząc, że ten koncert nigdy się nie skończy.
Pierwsza jego część została zbudowana na utworach Wolfganga Amadeusza Mozarta. Usłyszeliśmy na początek uwerturę i chór Nettuno s’onori! z opery „Idomeneusz, król Krety” w wykonaniu Zespołu Wokalnego Warszawskiej Opery Kameralnej i Orkiestry Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod batutą Benjamina Bayla. Potem na scenie pojawiał się Ona. Joyce DiDonato, amerykańska mezzosopranistka. Jedna z największych postaci operowych naszych czasów. Zachwyciła ariami z „Łaskawości Tytusa”, „Wesela Figara” oraz kończąc pierwszą część wieczoru arią koncertową Non temer, amato bene. W tym utworze towarzyszył Jej znakomity, polski pianista Tomasz Ritter, zwycięzca I Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych.
Jednak moim zdaniem Mozart został tego wieczoru przyćmiony za sprawą drugiej części koncertu. I doskonale dobranego, pozwalającego Artystce na pokazanie wachlarza możliwości, programu. Zaczęło się kapitalnie ilustrowaną projekcjami wideo uwerturą do „Cyrulika sewilskiego”. Znane przecież wszystkim dźwięki w połączeniu z widokiem wąskich, sewilskich uliczek, wprowadziły nas w świat utworów Gioacchino Rossiniego. A miał nam on towarzyszyć przez dłuższą chwilę, ponieważ w programie w stosunku do publikowanego w internecie na stronie festiwalu, zaszły zmiany. Po dwóch fragmentach „Włoszki w Algierze” na chwilę Rossiniego odłożono ad acta aby Joyce DiDonato, wspólnie z grającym na bandoneonie Lauro Greco, mogła zaśpiewać dwie kompozycje Astora Piazzolli i, co zapowiadało się nad wyraz interesująco, słynną La vie en rose z repertuaru Édith Piaf. Moim zdaniem, ale to subiektywna ocena zmarzniętego już wtedy na kość amatora, ten ostatni utwór nie kąsał uszu tak, jak pierwowzór z 1947 roku. Ale - odbiór muzyki to splot subiektywnych odczuć. Potem Artystka na moment wróciła do Rossiniego i Jego „Kopciuszka”, a podsumowała występ między innymi błyskotliwym You’ll Never Walk Alone z musicalu „Carousel” autorstwa Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina II.
I to już koniec? Nic podobnego! Twórcy koncertu mieli w zanadrzu jeszcze kilka asów w rękawie. Na scenie pojawił się Hubert Zapiór i wspólnie z gwiazdą wieczoru zaśpiewał duet z mozartowskiego „Don Giovanniego”. A DiDonato zachwyciła i porwała widzów brawurowym wykonaniem Habanery, czyli L’amour est un oiseau rebelie z Carmen Georges’a Bizeta.
Oklaski, owacje bez końca. Piękny to był koncert i kolejny wspaniały wieczór nowego warszawskiego festiwalu Centralny Plac Muzyki przeszedł do historii. Głosom zachwytu końca nie było, niosły się dookoła mnie przez całą drogę do stacji metra. Przeważał jeden: Takiego festiwalu Warszawa nie miała i taki festiwal jest tu jak najbardziej potrzebny. Powtarzam się, wiem. Ale to nie ja. To wychodzący z koncertu widzowie. Za każdym razem, po każdym wieczorze Centralnego Placu Muzyki, słyszę te same zdania.
OBSADA
Joyce DiDonato | mezzosopran
Tomasz Ritter | pianoforte
Lautaro Greco | bandoneon
Hubert Zapiór | baryton
Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej
Kierownik Zespołu Wokalnego | Krzysztof Kusiel-Moroz
Dyrygent | Benjamin Bayl
Orkiestra Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV)

Komentarze
Prześlij komentarz