Mokry Flet
To był na pewno jeden z takich teatralnych wieczorów, który Widzowie zapamiętają na zawsze. „Czarodziejski Flet” Polskiej Opery Królewskiej, łączący dwa festiwale - Centralny Plac Muzyki i 9 Letni Festiwal Polskiej Opery Królewskiej - Mozart. Dla mnie - wspaniała okazja do obserwacji. Nie tyle tego, co na scenie, ile poza nią.
Pierwszy akt minął w warunkach normalnych. Czyli rozkoszowaliśmy się lekką jak piórko historią baśniowej przygody w Królestwie Nocy i misją Tamina (Jacek Szponarski), razem z brawurowo wykreowanym przez Pawła Michalczuka Papageno, do Świątyni Prawdy i jej arcykapłana Sarastra (Wojciech Gierlach). Przyjemny wiaterek wichrzył fryzury, znakomite kostiumy autorstwa Marleny Skoneczko pięknie współtworzyły aurę bajkowej tajemniczości z projekcjami wideo. Bawiły pląsy Papagena, rozczulała naiwna ale nadal piękna mimo upływu lat intryga Królowej Nocy (Katarzyna Drelich). I zasłużonymi oklaskami pożegnaliśmy Artystów schodzących ze sceny na półgodzinną przerwę.
Ale drugi akt był… niezapomnianym przeżyciem. Za reżyserię tychże, obok reżysera spektaklu - nieżyjącego już Andrzeja Klimczaka, zabrały się Los i Chaos. Dzięki temu widowisko na moment wymknęło się Twórcom spod kontroli, a potem było jak u Alfreda Hitchcocka. Zaczęło się już na samym początku drugiej odsłony. Gdy Artyści złapali się za swoje role okazało się, że Papageno ma uszkodzony albo wyłączony mikroport. Wszystkich było słychać głośno i donośnie, a biedny Paweł Michalczuk musiał dąć powietrze z płuc jak z kowalskich miechów, aby pokryć głosem słychać strefę „zasiadaną”. Po chwili zmagań na scenie pojawił się gość w czarnym t-shircie, co w połączeniu ze strojami circa osiemnastowiecznymi już samo w sobie dawało zabawny efekt. Zaczął dłubać przy pantalonach oraz twarzy Papageno. Podziwiam Pana Pawła, bo ani na moment nie „wyszedł z roli” i skupiony na niej walczył jak lew, aby spektakl toczył się dalej. Gość w t-shircie przestał dłubać i opuścił scenę. Wtedy pogubili się kompletnie realizatorzy dźwięku. Papageno nadal nie był podłączony do mikroportu. Za to usłyszeliśmy jakiegoś miłego pana informującego kogoś ciepłym głosem, że „musi być jak jest” oraz równie miłą panią ubolewającą nad tym, że jest gorąco. W zestawieniu z patetycznie brzmiącym niemieckim librettem było to doprawdy komiczne i przepraszam Artystów w imieniu swoim oraz widzów. Nie byliśmy w stanie powstrzymać się od śmiechu. Wytrzymali to na szczęście dzielnie i „Flet” pognał na spotkanie kolejnej rafy.
Tym razem do akcji wkroczył Los. Zapewne rozbawiony utyskiwaniem na wysoką temperaturę, postanowił wybawić nas od upału. Kap. Kap. Kap - poczułem na twarzy krople deszczu. Kilka osób zaczęło się nerwowo kręcić, inni z wyższością szeleścili pelerynami. Na wysokości zdania, co bardzo ważne i godne podziękowań, stanęli Organizatorzy. Momentalnie przez widownię przebiegła grupa pracowników Festiwalu, sprawnie rozdając jednorazowe peleryny. Po chwili wyglądaliśmy jak wielkie stowarzyszenie celuloidowych namiotów, albo grupa zafoliowanych krasnali. Deszcz lał coraz mocniej. Kilka razy zagrzmiało. Z przyjemnością odnotowuję, że wyszła może czwarta część widzów. Reszta trwała zasłuchana. Zostawiam pod rozwagę: Jeśli mimo burzy i ulewnego deszczu ludzie trwają na odkrytej widowni, zasłuchani i zapatrzeni w „Czarodziejski flet” Wolfganga Amadeusza Mozarta w centrum Warszawy, to znaczy że mamy tu wspaniałą publiczność. Wytrwałą, wierną. Ale zarazem to zdarzenie pokazuje jak wielki jest głód klasyki. Wydarzeń kulturalnych z wysoko położonej półki. Przecież nikt tam, na Placu Centralnym, nikogo nie zatrzymywał pistoletem. Siedzieliśmy jak zaczarowani dźwiękami tytułowego fletu. Coś absolutnie wspaniałego.
Deszcz i burza towarzyszyła widowisku już do końca. I przyznam, Los znakomicie się odnalazł w roli jego współreżysera. Gromy z czarnego nieba huknęły dokładnie tam, gdzie były potrzebne. Błyski świetnie wzmocniły wizualną stronę inscenizacji. A deszcz? Szumiał, spływał po pelerynach. I bawił. Letni deszcz przecież to czysta przyjemność. Szczególnie po kilku dniach upałów.
Miałem się rozwodzić na temat odbioru i czytania „Czarodziejskiego fletu”. Pisać o masońskich rytuałach. Kręgach damskich i męskich ścierających się w pojedynkach na intrygi. O prawdzie i kłamstwie oraz ich symbolach i o mozartowskim przesłaniu, które kilka razy błyska ze sceny. Tylko po co? Okazja do tego będzie zapewne niejedna. Będą „Flety” grać czarodziejsko jak świat długi i szeroki. Uwięzione w pudełkach teatralnych budowli dźwięki zachwycać będą uszy i mącić myśli. Ale to nie był ten wieczór. Na Centralnym Placu Muzyki, nowym i piszącym swoją historię warszawskim festiwalu, stało się coś znacznie ciekawszego. Muzyka Mistrza Wolfganga pokonała burzę. Deszcz. Wygrała z Losem i Chaosem. Myślę, że obaj Panowie - Mozart i Klimczak spoglądali na nas wraz z roześmianym Losem z Zaświatów. I bawili się razem z nami. Dzięki wspaniałym Widzom i świetnej organizacji imprezy cieszyliśmy się zupełnie wyjątkowym, jednokrotnym „Czarodziejskim fletem”. Nie żałuję ani jednej minuty, ani jednej kropli deszczu w bucie. Wszystko tego wieczoru było takie, jak być powinno. Nawet realizacja dźwięku.
KIEROWNICTWO MUZYCZNE
Dawid Runtz
REŻYSERIA
Andrzej Klimczak
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY
Marlena Skoneczko
REŻYSERIA ŚWIATEŁ
Maciej Igielski
PRZYGOTOWANIE ZESPOŁU WOKALNEGO
Karol Knapiński
KONSULTACJE CHOREOGRAFICZNE
Joanna Lichorowicz - Greś
ASYSTENT REŻYSERA
Sławomir Jurczak
II ASYSTENT REŻYSERA
Agnieszka Kozłowska
INSPICJENT
Agnieszka Orlikowska
OBSADA
Wojtek Gierlach | Sarastro
Jacek Szponarski | Tamino
Adam Kruszewski | Zapowiadacz / Kapłan III
Bogdan Śliwa | Kapłan I / Zbrojny II
Mateusz Zajdel | Kapłan II / Zbrojny I
Katarzyna Drelich | Królowa Nocy
Julia Pliś | Pamina
Gabriela Kamińska | Dama I
Aneta Łukaszewicz | Dama II
Monika Ledzion | Dama III
Paweł Michalczuk | Papageno
Aleksandra Klimczak | Papagena
Wojciech Parchem | Monostatos
Justyna Reczeniedi | Geniusz I
Iwona Lubowicz | Geniusz II
Andżelika Wiśniewska | Geniusz III
Patryk Gładyś, Joanna Lichorowicz-Greś, Klaudia Szmytka, Marta Żabka | Tancerze
Jerzy Klonowski | Mim
Zespół Wokalny Polskiej Opery Królewskiej
Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej
Karol Szwech | Dyrygent

Komentarze
Prześlij komentarz