Kot na Placu Konstytucji

Emocje przed spektaklem były równie duże u małych jak i całkiem sporych widzów. „Bo to moja ulubiona bajka była” - szeptała jedna pani sąsiadce, a obie wpatrywały się w pierwsze rzędy ławek. Tam zasiadła najmłodsza część publiczności. Bo przecież „Kot w butach” w reżyserii Lidii Sadowej powstał przede wszystkim dla nich. Przyszli tłumnie. Zajmowali miejsca pod czujnym okiem opiekunów, którzy baczyli aby była woda, cień. I wszystko jak należy. Teatr dla dzieci. Wspaniałe doświadczenie. Spotkanie z widzem nieskażonym teatrem „zaangażowanym”, „inkluzywnym”, „terapeutycznym”. Widzem, który żyje spektaklem, śmieje się wraz z bohaterami, razem z nimi cierpi, boi się. Wpada w zachwyt. Często obserwując przedstawienia dla najmłodszych z większą ciekawością obserwuję widownię, niż scenę. A trafność komentarzy, padających podczas widowisk mnie zadziwia. 


"Kot w butach” ,warszawskiego Teatru Polonia i zarazem Och Teatru, to propozycja wakacyjna. Pojawi się w różnych miejscach - w lipcu był grany na Placu Konstytucji, w sierpniu będzie można go zobaczyć na przykład przed Och Teatrem. Na pewno ucieszy maluchy ale takie w wieku, myślę, do pięciu lat. Jako maluch starszy żałowałem, że z opowieści Brzechwy w adaptacji Sadowej znikły sceny z zamku Czarnoksiężnika. Te, kiedy Kot w Butach przekomarzając się ze złym bohaterem namawia go aby zamienił się w myszkę, po czym spokojnie uwalnia świat od wspomnianego szwarcharakteru. Zjada go, inaczej rzecz biorąc. To ważny epizod bajki. Bo przecież istotą każdej jest walka dobra ze złem i jego końcowy tryumf. Tutaj na scenie było samo dobro. Jeśli wątek Czarniksiężnika znikł, bo tak było zręczniej zainscenizować „Kota w butach” na ulicy - rozumiem i wszystko jest w porządku. Niewielka scenografia nie pozwoliłaby na opowiedzenie przygody u Czarnoksiężnika, a na zmianę nie było istotnie nadmiaru przestrzeni.  Jeśli jednak ktoś go usunął chcąc uchronić dziatwę od przemocy, polegającej na zjadaniu myszy przez kota - nie rozumiem i nic nie jest w porządku. Zamek Czarnoksiężnika, który Kot w Butach w wersji oryginalnej obejmuje w posiadanie i szybko zamienia w sadybę Janka - Sieroty znikł i zastanawiałem się, jak bez niego poradzą sobie Twórcy z dalszym ciągiem tej historii. Trzeba Im przyznać, że  skrót wykonano zręcznie i najmłodsi widzowie na pewno nie poczują grama dyskomfortu. Po prostu Janek uczciwie przyznaje się królewnie, że jest biedny jak kościelna mysz. Kot w Butach na moment dyplomatycznie znika. Królewna natomiast uruchamia dobre serduszko oraz paskudny charakterek. Dobre serduszko mówi Jankowi, że jest zakochana więc kasa się nie liczy. Paskudny charakterek oświadcza tacie-królowi, że jeśli nie chce mieć w zamku jesieni średniowiecza niech się zgadza na ślub i buzia na kłódkę. Happy end oczywiście następuje, bo cóż biedny Król ma w tej sytuacji zrobić? 


Zostawiam powyższy akapit bez zmian, ale przyznaję się do błędu: W podstawowej wersji bajki Jana Brzechwy rzeczywiście nie ma Czarnoksiężnika!!! W mojej dziecięcej był i robił na mnie zawsze wielkie wrażenie. Pomyłka jest po mojej stronie i zapewne z dzieciństwa zapamiętałem wersję Ewy Szelburg-Zarembiny. To dlatego paskudny mag się tutaj znalazł. Jak zawsze aby czynić zło i zamęt. Dziękuję Lidii Sadowej za wyjaśnienie i oczywiście bajkę nadal polecam, bo to sympatyczne, króciutkie (niecałe pół godziny), plenerowe przedstawienie. Dzieci zachwycone, bo fabuła prosta i zrozumiała. Na dodatek Król ma maszynkę do puszczania mydlanych baniek i nie waha się jej używać, a Kot w Butach z fasonem wykonuje dwie magiczne sztuczki. Całość przyjemnie się ogląda i warto rozważyć jako miłe uzupełnienie wakacyjnego dnia w Warszawie. A rój mydlanych baniek płynął nad widownią, niesiony lipcowym wiaterkiem i pozwalał jeszcze chwilkę po oklaskach pozostać w bajkowym świecie. Z przyjemnością odnotowuję fakt, że współczesne dzieci przy Kocie w Butach bawiły się wprost znakomicie. 


Letnia scena plenerowa to piękna inicjatywa „Teatrów Jandy”, jak Stolica nazywa Polonię i Och. Kolejne wakacje zapełniają widowiskami powszechnie dostępnymi, darmowymi i jakościowymi. To nie jest chałtura odwalona byle jak i byle szybciej. „Kot w Butach” ma malutką, ale miłą dla oka scenografię i sympatycznie zaprojektowane kostiumy kostiumy. A na dodatek Aktorzy pięknie śpiewają wpadające w ucho piosenki, dynamizując opowieść. Czekam na kolejne wakacyjne spektakle - będzie i dla dzieci i dla dorosłych. Warto śledzić repertuary Ochu i Polonii. Wszystkie plenerowe przedstawienia są tam ujęte i opisane. 


P. S. Zwracam uwagę na autora. To jest spektakl oparty o bajkę Jana Brzechwy. Nie Charlesa Perraulta. Zatem - rymowany. 



Reżyseria: Lidia Sadowa

Muzyka: Mieczysław Janicz 

Opracowanie muzyki: Michał Cacko

Scenografia: Paulina Czernek

Kostiumy: Anna Puchalska

Ruch sceniczny: Jarosław Staniek 

Przygotowanie wokalne: Tatiana Czabańska-La Naia

Asystent scenografa: Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy: Magdalena Kłosińska

Obsada:

Paulina Staniaszek, Weronika Warchoł, Adam Biedrzycki, Adrian Brząkała, Philippe Tłokiński




Komentarze

Popularne posty