Kapitalny eksperyment!
Na początku dostaliśmy naklejki z naszymi imionami. Po co? - pomyślałem. Nie przepadam za moderacjami i interakcjami. Myliłem się!
„Wybierz sobie premierę” w Teatrze Druga Strefa to, jak słusznie skorygował mój błąd dyrektor Sylwester Biraga, pierwszy taki eksperyment w Polsce. Widzowie, obejrzawszy fragmenty trzech spektakli, po dyskusji i głosowaniach wybierają jeden. I on zostanie wystawiony na scenie przy Modzelewskiego 71 w nadchodzącym sezonie teatralnym. Pomysł - świetny. Ze wszech miar. Po pierwsze, integrujący widzów z teatrem. Czy może być coś bardziej elektryzującego niż „własna” premiera? Sprawdzenie jak rozwiną się wątki fabularne zakreślone w czytanym wcześniej przez aktorów i wysłuchanym fragmencie? Idąc dalej, znakomity to papierek lakmusowy. Druga Strefa zapuściła sondę w głąb oczekiwań i gustów swoich widzów. Poznaje ich preferencje i dowiaduje się czego oczekują na scenie. Poza tym to, jak się okazało, okazja do świetnych dyskusji teatralnych.Wymiany poglądów i doświadczeń. Bo do Drugiej Strefy przychodzą widzowie mający swoje zdanie. Miłośnicy teatru i jego znawcy. Miałem się o tym dopiero przekonać.
W pierwszej części gry teatralnej, jak wydarzenie nazwano, oglądaliśmy czytania performatywne. Teraz - moje subiektywne odczucia, dotyczące tekstów.. Pierwszy zraził mnie zawiłościami. Miałem wrażenie, że autor stara się przedstawić dramat sprasowany. Wcisnął do niego tyle elementów ideologicznych, filozoficznych, symbolicznych, że doprowadził do znużenia. Na dodatek klarnet, który zapewne w całości widowiska miał zagrać jakąś właśnie symboliczną rolę, w starciu z czytaniem performatywnym… wygrywał. A wręcz przytłaczał słowa, powodując że trudno mi było zrozumieć o co chodzi i jak ma się rozwinąć poszarpana, chaotyczna fabuła. Wpleciono do niej fragmenty szekspirowskie, było o efekcie domina, o biednym ptaszku. Zawiłe to wszystko się zrobiło i niewiele, mówiąc szczerze, dawało waloru.
Przeciwieństwem pierwszego tekstu była część druga naszej teatralnej podróży. Wpadliśmy w szpony prościutkiej, opartej o gagi komedii Dla mnie - za prostej, zbyt rubasznej i nachalnej. Raził poziom tych żartów. Przewidywalność kolejnych partii dialogowych, czy zachowań aktorów. Rzecz działa się na fotelu dentystycznym, w myśl schematu: Dentysta znajduje kolejny mankament w uzębieniu pacjenta, ten przedstawia równie bolesny epizod swojego życia, a następnie medyk kwituje to anegdotką wątpliwej jakości intelektualnej. I znowu znowu znowu. Komedia. Jakaś taka wymuszona i męcząca. Wypalona.
Trzecia odsłona „Wybierz sobie premierę” zaintrygowała mnie. Ale - bardzo możliwe, że stało się tak z przyczyn całkowicie „niesportowych”. Zagrały w niej dwie Aktorki, które nie brały udziału w poprzednich czytaniach - Marzena Trybała i Halina Chrobak a partnerował im Sylwester Biraga. Interesujące były te postaci. Miały w sobie to teatralne „coś”. Głębię, jakiś zarys psychologicznych portretów. Różniły się od siebie, nie było to płaskie i monotonne. Jakość czytania performatywnego miała tutaj także znaczenie. To nie było przeczytanie kolejnych linijek tekstu. Przed nami pojawiły się osoby dramatu. Może naszkicowane, ale dobrze zaostrzonym ołówkiem. Niby to taki dialog kawiarniany. Niepokojąco podszyty emocjami. Doświadczeniami postaci. Coś, co chciałoby się - moje to odczucie - zobaczyć.
I tu pojawiła się nieoceniona Julia Gader, aktorka która na scenie Drugiej Strefy debiutowała w bardzo ciekawej adaptacji „Ferdydurke”, wykreowanej przez Alejandro Radawskiego. Tym razem okazało się, że jest równie znakomitą gospodynią i moderatorką spotkań. Sprawnie, z wyczuciem, podzieliła nas na grupy. Każdej, co bardzo pomogło na początku, „podrzuciła” temat na start. Mogliśmy także oddać swoje głosy. Oczywiście, bez namysłu wybrałem trójkę.
To były dwie świetne dyskusje i serdecznie dziękuję moim Rozmówcom. W pierwszej mówiliśmy o odmianach teatru. O psychologii postaci i formie. Na ile teatr musi zaskakiwać, a na ile pozostać w sferze niedopowiedzenia, które stopniowo będzie objawiać swoją twarz. Czy forma wystarczy aby pokryć niedostatki treści i jak skonstruować dramat pozbawiony uproszczeń i spłaszczeń. Z przyjemnością w tym uczestniczyłem. Z każdym zdaniem, każdą wysłuchaną myślą konstatowałem z radością, ze wreszcie po prostu rozmawiamy. Nie przekrzykujemy się używając argumentów typu „Ten spektakl nie jest dobry bo mnie się nie podoba.”, albo „Nie lubię aktora A, więc to nie mój rodzaj teatru”. Słuchaliśmy się. Wyciągaliśmy wnioski. Zadawaliśmy sobie pytania z ciekawością słuchając odpowiedzi, a nie tokowaliśmy niczym głuszce.
Świetna rozmowa ale po niej zmierzyłem się z kolejną i o mały włos, wycofałbym się z dokonanego wyboru! Moim rozmówcą został młody widz, zarazem aktor. Jego sympatia była z fragmentem pokazanym jako drugi. I… tu nastąpiła część najgorsza! Miał świetne argumenty, zbudował przede mną wizję spektaklu tak atrakcyjnego emocjonalnie, fabularnie a zarazem zaskakującego, że zacząłem się poważnie zastanawiać czy nie sięgnąć do kapelusza Julii i nie wycofać swojego głosu. Słabo broniłem się, że to bardzo ryzykowna wizja. Możliwe, że kolejne sceny komedii nie pozwolą na jej zrealizowanie. I pozostałem przy swoim. Ale z przyjemnością słuchałem spójnej, ciekawej koncepcji reżyserskiej i miło było wymienić uwagi na temat kompetencji adaptatora, reżysera i aktora pracujących na bazie czyjegoś tekstu dramatycznego. No i…
Gdy odsłonięto karty okazało się, że Jedynka to „A teraz sowy dorzućmy skrzydła” Jakuba Snochowskiego, Dwójka pochodziła z „Zębów” Marka Koterskiego i absolutnie nie „szła” w kierunku dramatu psychologicznego, o jakim dyskutowaliśmy. Trójka z kolei to „Kat” napisany przez Andrzeja Chichłowskiego I, choć walka była zażarta, trójka wygrała! Ha!
Czekam na premierę „Kata”, chociaż równie niecierpliwie będę wypatrywać przyszłorocznej gry. Moim zdaniem eksperyment „Wybierz sobie premierę” przerósł oczekiwania. Poza możliwością zobaczenia trzech fragmentów różnych gatunków teatralnych świetnym pomysłem była późniejsza dyskusja. O teatrze można rozmawiać całymi dniami i… nawet z osobami przed momentem jeszcze zupełnie obcymi. Bo przecież wszyscy mówimy po prostu językiem teatru. Wyszedłem z Drugiej Strefy uradowany, że ktoś wpadł na taki pomysł. I zafascynowany tym, co zobaczę za rok i z kim przyjdzie mi wymieniać argumenty!
W czytaniach performatywnych wykorzystano fragmenty utworów:
„A teraz sowy dorzućmy skrzydła” Jakuba Snochowskiego
„Zęby” Marka Koterskiego
„Kat” Andrzeja Chichłowskiego
Czytali:
Sylwester Biraga
Halina Chrobak,
Sebastian Pałka,
Anna Sandowicz
Jakub Snochowski
Marzena Trybała
Muzyka:
Michał Górczyński

Komentarze
Prześlij komentarz