Siostry K. o Inie B.

Jeśli ktoś uważa że Barbara Kurdej-Szatan to "aniołek skandalu”, „blondynka z Playa” i inne takie - niech włazi pod stół i szczeka, jako i ja szczekałem po Jej spektaklu o Kalinie Jędrusik w Teatrze Komedia. A jak poszczeka, niech pójdzie na widowisko muzyczne „Ina. Wolisz, kiedy się śmieję”.  Reżyseruje  Katarzyna Dudzic-Grabińska, a grają w nim Barbara Kurdej-Szatan i Katarzyna Kurdej-Mania. Siostry. K. pokazały w Warszawie jak stworzyć mądrą, trzymającą w napięciu opowieść o zapomnianej postaci polskiej historii. Celowo podkreślam: W Warszawie. Spektakl miał swoją premierę 22 sierpnia ubiegłego roku jako projekt inicjatyw aktorskich na scenie Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni.  Moje wrażenia dotyczą warszawskiej  premiery „Iny” w Garnizonie Sztuki. 


Ina Benita. Przedwojenna aktorka filmowa. Zanim na dobre rozwinęła skrzydła, jej talent spłowiał w ogniu wojny. Została w Warszawie. Tak. Grała w zakazanych teatrach niemieckich. Tak. Flirtowała z Niemcami a nawet za jednego wyszła za mąż. Ale była za swoja działalność na rzecz aresztowanych przez Niemców więziona na Pawiaku, urodziła w więzieniu syna. Przeszła piekło powstańczych kanałów. Znikła. Gdy myślano że pochłonęła ją podziemna ciemność, okazało się że żyje. Zamieszkała początkowo w Niemczech. Potem przeniosła się do Ameryki. Była wojowniczką. Imając się przeróżnych prac walczyła o utrzymanie siebie i swoich dzieci. Wspaniała, wieloznaczna postać. 


A spektakl o Niej jest jak podróż kolejką górską w najprawdziwszym parku rozrywki. Znacie to Państwo? Zaczyna się niewinnie. Plumka muzyka, uśmiechając się kłaniają zewsząd gumowe krasnale i jednorożce. Wagonik, w którym siedzimy wolniutko sunie przez leniwie szemrzącą Adventure River. Pełna sielanka. Dzieci zachwycone. Wuj i ciotka w uśmiechach, a stryj wachluje się słomkowym kapeluszem. Nagle sytuacja się zmienia. Wagonik na moment zastyga, by runąć w następnej sekundzie w dół przyspieszając do prędkości G, z którą wali w taflę czekającego nań jeziora.  Wrzeszcząc z emocji szukamy kapci i  sztucznych szczęk.  I już chcemy jeszcze raz! 


To właśnie opis „Iny”. początek leciutki. Dwie siostry - Katarzyna gra Barbarę a Barbara Katarzynę - w garderobie szykują się do spektaklu o Inie Benicie. Spierają o to, która będzie grała główną rolę a której przypadnie ogon. Jednocześnie czytają książki, jakie w Polsce powojennej o Inie się ukazały. I opowiadają jej przedwojenną historię. Śpiewają. Ładnie istotnie to czynią. 


Nagle następuje fenomenalny monolog Barbary Kurdej-Szatan o pierwszych chwilach wojny. Jest tak wstrząsający, tak plastyczny i tak opowiedziany że w sali Garnizonu Sztuki. Tak. Garnizonu Sztuki - miejsca nie słynącego z nadmiaru dramaturgii - zapanowała, zastygła w zasadzie, kompletna cisza. A potem nasz wagonik-spektakl runął w szaleńczym pędzie w drogę. Wojna. 


Wojna rozpędza „Inę” i rozpala emocje. Świetnie jest ten tekst napisany. A sceny, poszczególne sceny, dają Aktorkom możliwość pokazania talentów dramatycznych i wokalnych. Kulminacją jest tu, moim zdaniem równie wstrząsająca, a może wręcz balansująca na granicy przesady ale jej nie przekraczająca - scena dwóch aktorek, które po wyjściu z okupacyjnego teatru stają w obliczu padającego im na twarze czarnego śniegu. Jego płatki to popiół płonącego Getta. A litania za tych, co płoną za murem jest i fantastycznie napisana i fantastycznie wyreżyserowana. Na dodatek tak właśnie zagrana. 


Cisza. Skupiona cisza towarzyszy temu spektaklowi. Chłoniemy każdą chwilę. Każde słowo. A siostry K. na dodatek śpiewają. Od mocnych, rockowych brzmień po przepiękne nastrojowe ballady. Ale czemu się tu dziwić? Przecież gdy poczyta się biografie Pań Katarzyny i Barbary - kwestia ich wokalnych talentów i możliwości staje się jasna. 


Atrakcyjna jest konstrukcja fabuły. I sama fabuła, za co jako Autorzy scenariusza odpowiadają Agnieszka Wolny-Hamkało i Zespół . Konstrukcja, ponieważ swobodnie przeskakujemy przez wydarzenia nie dbając o chronologię. Mieszają się i zaplatają w warkocz dwie linie czasu - życie Iny Benity i współczesna nam opowieść o dwóch siostrach-aktorkach, Barbarze Kurdej-Szatan i Katarzynie Kurdej-Mani, które w teatralnej garderobie szykują się do spektaklu. Rywalizują, rozmawiają. Kłócą się. Kochają. Bo taka jest scena w której okazuje się, że są zdane same na siebie. Nie będzie ministerialnej dotacji. Nie będzie pani reżyser. Postanawiają zrobić to same. Za własne pieniądze wyprodukować spektakl. A namawianie siostry przez siostrę i dochodzenie do zgody jest pięknie wzruszające. 


I tak właśnie „Ina” powstała. Wzięły się za produkcję Siostry K. i pokazały na co je stać. Wyszło to im znakomicie. Życzę ich spektaklowi aby powracał, przyciągał jak najwięcej widzów. Bo warto poznać historię Iny Benity opowiedzianą przez dwie świetnie ją grające i śpiewające Aktorki. Dodam, że wielkim szacunkiem darzę także Twórców za dokumentację tematu: Dotarcie do Tadeusza, syna Iny Benity. Za wszystkie te cytowane ze sceny materiały źródłowe. Kawał solidnej i ważnej pracy. Brawo!!! 


Aha! Jeszcze łyżeczka dziegciu. Jako Warszawiak szepnę: Parafia Świętego Krzyża mieści się na Krakowskim Przedmieściu. Na Placu Trzech Krzyży jest kościół pod wezwaniem świętego Aleksandra. I taka też parafia. Ale napisałem to tylko dlatego, aby móc wspomnieć i własny błąd. Nagrywając filmową zapowiedź do „Iny” nie wiem jakim cudem zamiast BEnita powiedziałem BOnita. Zapewne wpływ przeboju Madonny… Czyli rzucam kamień, sam nie będąc bez winy. No - kamyczek! 


A spektakl jeszcze raz serdecznie polecam i trzymam kciuki za kolejne jego pokazy. 


OBSADA:
Barbara KURDEJ-SZATAN
Katarzyna KURDEJ-MANIA

 


Scenariusz: Agnieszka WOLNY-HAMKAŁO i zespół

Reżyseria i dramaturgia: Katarzyna DUDZIC-GRABIŃSKA

Muzyka: Piotr MANIA

Scenografia i kostiumy: Krystian SZYMCZAK

Choreografia: Michał CYRAN

Asystentka: Małgorzata FREY




Komentarze

Popularne posty