Siła Supernowej
„Supernowa” w Mazowieckim Instytucie Kultury wybuchła z opóźnieniem. Nic dziwnego. Bywam tam, ale takiego zainteresowania nie pamiętam. Rozdawano poduszki, widzowie siadali nawet pod ścianami z boku sceny. Cieszy to oczy, bo MIK ma świetny sezon i śledzenie instytutowego repertuaru staje się w Warszawie czymś oczywistym.
„Supernowa” to koncepcja i choreografia Pauliny Święcańskiej. Dwie główne bohaterki kreuje ona sama - jedną, a drugą Joanna Sieradzan-Wencka. Do tego scenę zaludnia kilkanaście postaci kobiecych, stanowiących swoisty taneczny chór. W sumie, w kulminacyjnym momencie widowiska, wszystkich osób jest na niej czternaście. Ważne, bo przestrzeń Mazowieckiego Instytutu Kultury nie jest zabójczo wielka, zatem wymaga od performerek skupienia i precyzji.
No i właśnie to dostajemy. „Supernowa” jest spektaklem przemyślanym. Zbudowanym logicznie i precyzyjnie. Pojawiające się performerki wysuwają się z kulis bezszelestnie i punktualnie jak duchy o północy. Zawsze wtedy gdy potrzeba, znikając gdy ich obecność zakłócałaby narrację. Taniec współczesny? Performance? Spektakl baletowy? Różnie można „Supernową” nazywać i szukać dla niej szuflady. Tylko po co? Paulina Święcańska proponuje po prostu retrospekcję. Podróż w głąb ludzkiej wrażliwości i przejście, pod jej opieką, drogi kobiecego „ja”. Nie jest to doświadczenie jednowymiarowe. Piękne. Momentami sycące zmysły zastygłym w bezruchu symbolem. Dostarczające wrażeń w interesujących rozwiązaniach tanecznych. W innych partiach wzruszające wielorakością wywoływanych doznań. Delikatnością przekazu. Ale także przerażające dojmującym smutkiem, obrazami przemocy. Niesprawiedliwości.
Zaczynają dwie. Powtarzalna sekwencja muzyczna. Splatają się ich dłonie, zbliżają do siebie ciała. Synchronizują, jakby dwoje ludzi poznając się z wolną zaczynało tworzyć życiową jedność. Uczucie. Zależność? Na jakiej bazie powstaje związek ludzki? Powodujący że „ja” i „ty” zamienia się w „my”. Sytuacja ewoluuje. Od delikatności poznania, przez uczuciowość doznań aż do przemocy wobec kobiety zaprzęgniętej do symbolicznego pługa. Oranie pola życia. Suną przez scenę. Złączone więzami lejc i ciosami bata. Dominacja i podległość. To jeden aspekt trwania człowieka obok człowieka.
Zmiana tempa. Muzyka wystrzeliwuje. W jej rytm wdziera się drganie stroboskopowych lamp. To już inny rodzaj egzystencji. Siła wspólnoty? Obustronna fizyczność bez dominanty? Świetnie tańczą, czy też wykonują założone elementy układu. Mało w tej sekwencji delikatności. Jest siła, jako wyeksponowany czynnik spajający związek. Pracują w błyskach lampy mięśnie. Ciała przemieszczają się mechanicznie. Dokładnie. Ich ruch hipnotyzuje. Wciąga. Czy istnieje związek dwojga oparty o inny filar niż uczucie? One pokazują, że tak. Wartością staje się siła człowieka pomnożona przez dwa. Mnożna i mnożnik rachunku, który ma stanowić istotę relacji ludzkiej. Dwoje to już armia.
A potem pojawia się tłum. Chór kobiecych myśli i głos. „Przesłanie Pana Cogito” skierowane do kobiety. Idź wyprostowana wśród tych, co na kolanach - odzywa się nad sceną jako przerywnik, opowiadanej przez niewidoczną narratorkę, historii. Opowieści o kształtowaniu osobowości w oku cyklonu. Przemocy, zła, zależności. Kobieta w centrum wichury. Szarpana i popychana. Wykorzystywana i bezradna z własnymi słabościami. Kolejne performerki wspinają się na wynoszący je nad głowy pozostałych ruchomy element. Upadają wprost na ręce koleżanek. Nikną w tłumie. Znakomita, wspaniale opracowana to scena. „Supernowa” wyłamuje się z jednolitości widowiska tanecznego. Zaczyna krzyczeć emocjami.
Nagle scenę nawiedza fantastycznie wykreowana postać. Czarny kostium, długie, znacznie wykraczające poza obręb rąk rękawy-macki. W miejscu twarzy biała maska. Konglomerat wielu oczu, półotwartych ust. Zastygłe, nieprzyjazne, przerażające zarysy upiornych fizjonomii. Zło? Smutek? Strach? Postać skupia w sobie wszystkie ludzkie obawy. Łączy w jedność to, co składa się na zbiór wydarzeń, emocji, odczuć. Zło. Tak można określić ducha, która w tej partii „Supernowej” dominuje na scenie. Krąży niespokojnie pomiędzy pozostałymi performerkami, na moment zastygłymi w posągowych pozach. Naraz ruszają. Odzierają Zło do gołego ciała. Spada wielotwarzowa maska. Ukazuje się człowiek. Osłaniający nagość, ucieleśniony. Sprowadzony do znanych ram ludzkiego kształtu. Powoli scena pustoszeje. Zło, pokonane przez chór wspólnoty kobiet, znika.
Zostaje samotność. Czysta delikatność ruchu. Gracja. Tak tańczy w rozpoczynającej się finałowej sekwencji spektaklu Paulina Święcańska. Zwiewna, ulotna. Powoli wracają na scenę kobiety. Każda z własna rolą. Zaprzątnięta swoim układem choreograficznym. Otaczają solistkę. Rój myśli? Zdarzeń? Samotność w tłumie? Wielorakość możliwych interpretacji cieszy umysł. Ten spektakl się doskonale ogląda. Doskonale czyści się nim wyobraźnię. Niepostrzeżenie przez tłum, jak promień światła wbity w ocean chaosu, przenika druga prowadząca narrację w „Supernowej” performerka. Zamyka się klamra tej historii. Świetne połączenie ruchu zanurzonych w swoich figurach postaci chórzystek i dwóch liderek. Zbliżających się do siebie krok po kroku. Odnajdujących nawzajem w zamęcie. Chmurze spraw, które dla nich nie stanowią istoty egzystencji. Stykają się. Obejmują. Zamieniają w jedność. Jak jądro atomu ściągają do siebie pozostałe performerki. Zbijają w całość. Monolit, połączony organizm. Nieruchomieją. Jeden z piękniejszych, jeden z bardziej wzruszających i działających na wyobraźnię finałów spektaklu tanecznego.
Cisza. Po niej już tylko oklaski.
Koncepcja Pauliny Święcańskiej to niesfabularyzowana opowieść, patchwork wielu aspektów kobiecej egzystencji. Od różnych blasków i cieni związku, przez pytanie o granice godności, solidarności wobec demonicznego zła. Aż do samotności w tłumie i odnajdowaniu swojego światła. Uczucia i wspólnoty emocji. Piękny, pełen delikatności, bardzo mocno dotykający wrażliwości spektakl. Jeśli kiedyś zobaczycie Państwo „Supernową” na afiszu - nie ma się co zastanawiać. Warto na godzinę oddać się pod opiekę tych fantastycznych kobiet. Poczuć…
… a ja sięgam po „Przesłanie pana Cogito” Zbigniewa Herberta. W tle włączywszy „Supernovą”, prawie już zapomnianej, polskiej grupy Exodus. Pozostając oczywiście w splocie zależności z obejrzanym widowiskiem.
Twórczynie i twórcy:
Koncepcja i choreografia: Paulina Święcańska
Kreacja postaci: Joanna Sieradzan-Wencka, Paulina Święcańska wraz z ruchowym chórem kobiet
Kostiumy i scenografia: Robert Łosyk i Lola Szlupowicz
projekt: Centralna Scena Tańca w Warszawie edycja VII
organizator: Mazowiecki Instytut Kultury, Fundacja Artystyczna PERFORM
dział: Scena CST
kuratorka: Katarzyna Stefanowicz
współfinansowanie: m.st. Warszawa

Komentarze
Prześlij komentarz