Praski Brooklyn
Ten spektakl boli, jak wiercenie w chorym zębie bez znieczulenia. Wiertło przechodzi przez pozorny monolit szkliwa. Wkręca się w spróchniałą materię. Ból narasta. „Adrenalina” w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Reżyseruje Ewa Galica. Autorką tekstu jest Anna Mazurek.
To moje Miasto. Jego drugi brzeg. Od dzieciństwa patrzyliśmy na niego jak na cień Warszawy. Praga. Zatęchłe bramy w spękanych ze starości murach. Podwórka, które zieją nieznanym. Każde miasto ma takie rejony. Miejsca, gdzie gdy zapada zmrok lepiej się nie pokazywać. Powszechny, teatr usytuowany właśnie na Pradze, zabiera widzów w rejs po dzielnicy która trwa niezmienna w swoim legendarnym stylu.
Zaczynamy podróż już wchodząc na widownię. Baśka (Klara Bielawka) wita rozpaczliwymi okrzykami, że już „zamknięte” i „na pewno nic nikomu nie poda”. Terry (Paweł Charyton) zapamiętale myje podłogę mopem a Ryba (Kazimierz Wysota) liczy utarg. Z boku, nieco poza nurtem historii , stoi biurko za którym siedzi Sabina (Zofia Ankiersztajn). Ruszamy, czyli - akcja!
To praski bar-spelunka. A my wkraczamy w świat biedy, beznadziei i narkotyków. Bo bohaterowie „Adrenaliny” są od nich uzależnieni. Psychicznie, finansowo. Na opiatach opiera się chwiejna konstrukcja ich egzystencji. Gdy potrzeba - leczą nimi połamane myśli. Gdy można - handlują aby żyć. Marlena (Zofia Stafiej) i Sabina to siostry. Uciekły z domu matki i jej partnera. Tułając się trafiły do mieszkania Terryego. Marlena dla zapewnienia dachu nad głową trwa z nim w karkołomnym związku. Ryba i Baśka to para na wyższym szczeblu praskiej drabiny społecznej. Ona tkwi w rozlicznych interesach, on szefuje gangowi dilerów.
Oglądamy widowisko wstrząsające. Przecież to dzieje się tuż obok, praktycznie za ścianą Powszechnego. Takie mieszkania, spelunki, dialogi - stanowią praski świat. Oczywiście. Nie wyłączny i nie cały. Ale w „Adrenalinie” nie ma ściemy. Dlatego tak to bolesne doświadczenie. Ewa Galica nie idzie w swoim spektaklu na skróty. Nie upraszcza, nie wygładza i nie pudruje rzeczywistości. Chocholi taniec bohaterów widowiska wokół panaceum na świat, w postaci wszelkiej maści środków odurzających, trwa. Nie daje się zamieść pod dywan. Dobrze, że ktoś wreszcie o nim mówi głośno i wyraźnie. Warszawa to nie tylko uśmiechnięty prezydent i kwiatki sadzone na Chmielnej czy Placu Bankowym. To także miasto ciemnych rozliczeń, twardych pięści i wszechobecnych w niektórych jego rejonach narkotyków. Ludzkiej bezradności wobec zła.
Prawdziwą kreacje tworzy Klara Bielawka. Jej Baśka jest złożona z wielu warstw. Delikatna i rozmarzona, zarazem głupawa i nieokrzesana. A przecież okazująca wielkie serce i życiową mądrość, wyniesioną z praskich pokoleń. Jest Pragą w całej okazałości. Bielawka gra Baśkę jakby w somnambulicznym śnie. Otumaniona psychotropami praska kobieta snuje się po świecie, który zna na wylot. Jest jego nieodłącznym składnikiem. Marzy. Proste jest to marzenie. Uciec. Zmienić życie. Proste a zarazem beznadziejnie niemożliwe do zrealizowania. Uzależniona, pół uśpiona Baśka jest zdolna jedynie do trwania. Przemykania się z dnia do dnia.
„Adrenalina” to ciąg wspaniale napisanych i zagranych postaci. Prawdziwych. Mocnych. Krzyczących rozpaczliwym głosem. Nie o pomoc jednak. Tu krzyczy się o miejscu. Wywalczonym, wytłuczonym pięściami. Wygniecionym łokciami. Każdy z bohaterów na swój sposób bije się o własny skrawek powierzchni. Gdy opuści ręce - praska fala go zatopi. Pozbawi oddechu. Terry i jego kapitalny monolog. Paweł Charyton zbudował postać pełną rozpaczy, a zarazem jakiegoś podskórnego dobra. Ciepła. Jednak ostre krawędzie życia nie pozwalają na takie uczucia. Ze swoim plecakiem kuriera wożącego jedzenie przemierza miasto. Dostarcza. Bynajmniej nie pizzę i kebaby. Jego torba pełna jest innych pokarmów. Ten trójkąt uzupełnia i spina Ryba. Grany przez Kazimierza Wysotę szef gałązki półświatka jest starszy. Bardziej oczytany. Mądrzejszy. Smycz, na której trzyma Baśkę i Terry’ego skręcona jest z banknotów. Uzależnia za pomocą pieniędzy. Są w jego całkowitej mocy. Ryba Wysoty jest po prostu wstrząsający. Pozornie niegroźny opierający się na lasce abnegat. A w środku wyrachowany, zdecydowany. Spokojny. Wie, że jego konstrukcja nie zostanie zburzona. Obalona. Będzie trwać. Tak długo, jak długo człowiekiem rządzić będzie pieniądz. Charakterystyczna i znakomita jest scena - epizod z policjantką pojawiającą się na moment. Podaje Rybie banknoty. On szepce coś do jej ucha. Kobieta znika. Nic więcej mówić nie trzeba. Rozwijać, ładować do głów jak szuflą. Ten króciutki moment zupełnie wystarczy. Ewa Galica wyreżyserowała ten, jak już napisałem ledwie epizod, perfekcyjnie.
Marlena i Sabina są na brzegu praskiej przepaści. Siostry, z których starsza już wpadła w uzależnienie. Stara się ochronić młodszą. Nie pozwolić na jej stoczenie się w zakamarki, bramy. Tajemnicze mieszkania o pomazanych flamastrami ścianach. Zofia Stafiej podarowała nam Marlenę budzącą szacunek i współczucie. To jest oskarżenie wobec wszystkich władz kraju, miasta. Wobec jakichkolwiek jego służb socjalnych. Bezradna, pozbawiona jakiejkolwiek szansy na wyrwanie się z kręgu narkotyków. Walczy, ale sama zdaje sobie sprawę z beznadziejności sytuacji. Obok niej Sabina i Zofia Ankiersztajn. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę, że to jest piętnastolatka, bez szkoły aktorskiej. Na scenie oglądamy znakomicie zagraną rolę. Dojrzałą. Przemyślaną. I także na wskroś przerażającą. Bo Sabina jest w tej samej sytuacji co starsza siostra. Różnica polega jedynie na jej miejscu w łańcuchu spraw. Na naszych oczach następuje jej narkotykowa inicjacja. Od tej pory ona także znajdzie się po drugiej stronie mgły.
Nie. Nie zapomniałem o Marcinie, czyli chłopaku granym przez Dominika Rubaja (jakże mógłbym także nie skłonić się przed Rubajem za znakomitego Żółwia Tomka). Marcin to postać „drugiego brzegu”. Bardzo dobrze Twórcom „Adrenaliny” udało się pokazać tą subtelną, ale znaczącą różnicę między tym co praskie, a tym co warszawskie. Za Wisłą jest walka o utrzymanie na powierzchni. Konieczność dramatycznych wyborów. Twarde życie i twarde narkotyki. Po „warszawskiej” stronie rzeki jest inaczej. Tu hoduje się trawę ekologicznie dla znajomych. Żyje na hajowym luzie. Odpycha sprawy cedując je na garb nieokreślonej przyszłości. Znam tę różnicę doskonale. Jestem z „tej” strony. Na Pradze bywałem wiele razy w różnych okolicznościach. I dokładnie tak właśnie jej specyfikę postrzegałem. Galicy udało się pokazać ból. Beznadziejny ból i brak perspektywy, który wciąż krąży jak zły duch po bramach wokół Targowej. Mimo usilnych prób wmówienia wszem i wobec, że naprawianie Pragi to tylko kwestia otynkowania przedwojennych kamienic.
Doskonale zagrany i wyreżyserowany jest finał „Adrenaliny”. Bohaterowie dramatu spotykają się u Ryby. Baśka częstuje wszystkich kompotem. Dodała do niego opiaty. Powoli wszyscy pogrążają się w transie. Zaczynają narkotyczny, szalony taniec. A w tle, na swoim fotelu siedzi Ryba. Z kasetki wyciąga banknoty. Ogląda je, przelicza. Ciska w kierunku widzów. Taniec trwa. Zlewają się postaci w jedność. Monstrualnego pająka, który pochłania ich ciała. Wreszcie zastygają. Koniec. wychodzimy depcząc porozrzucane banknoty. Dilerski utarg Ryby.
Teatr Powszechny pokazuje wstrząsający spektakl-dokument. Jego dodatkowym, unikatowym walorem są emitowane w trakcie nagrania rozmów z mieszkańcami praskich zakamarków. Warszawski Brooklyn ma swój styl. Koloryt. Swoją godność i historię. Nie przepadam za kamerą w teatrze. Jednak te dokumentalne nagrania czynią z „Adrenaliny” coś wyjątkowego. Zapis dokumentalny. Materiał konieczny do zobaczenia. Moim zdaniem tak mocnej, prawdziwej i ważnej premiery od dawna Warszawa nie miała. Teatr Powszechny „Adrenaliną” odpowiedział i przebił w pewnym sensie podobnie skonstruowane „Muszenie” Teatru Dramatycznego. Stworzył spektakl do tego widowiska podobny konstrukcją. Moim zdaniem oba są społecznie najważniejszymi premierami kończącego się sezonu w Warszawie.
To nie jest „teatr, który się wtrąca”. To jest „teatr, który się ogląda”.
obsada
Klara Bielawka
Kazimierz Wysota
Zofia Ankiersztajn
Paweł Charyton
Dominik Rubaj
Zofia Stafiej
twórcy
reżyseria – Ewa Galica
tekst i dramaturgia – Anna Mazurek
scenografia i kostiumy – Wiktoria Kubat
wideo – Anna Ryń
choreografia – Wojciech Grudziński
muzyka – Maja Luxenberg
reżyseria światła – Damian Pawella
multimedia – Sefa Sagir
asystentka choreografa – Katarzyna Sikora
inspicjentka – Sandra Milosević

Komentarze
Prześlij komentarz