Olśniewająca Kraina
Wszedłem ostatni. Spod oka obserwowałem zmierzającą w kierunku widowni publiczność. Zdyscyplinowana, choć wyraźnie rozemocjonowana. Zajmowali swoje rzędy by po chwili pędzić do innych, zamieniać się miejscami. Sprawni, zwinni. Przemykali między fotelikami z gracją akrobatów. Pierwszaki. Głównie pierwszaki z podstawówki. Wreszcie i ja wśliznąłem się na widownię łódzkiego Teatru Lalek Arlekin. Czas na „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” w reżyserii Leny Frankiewicz.
Gdy zapadła cisza usłyszałem szept malucha: „Eeee, to ma być telewizor? Jakieś lata dziewięćdziesiąte.”. Zanim zdążyłem zachichotać, telewizor-rekwizyt rozjarzył się blaskiem wiadomości. Po angielsku, potem po polsku prezenter powtarzał informacje o tornadzie. Uspokajał, że nie ma powodów do paniki. A na scenie już pojawiła się Dorotka (Katarzyna Stanisz) i jej nieodłączny piesek Toto. Ruszył spektakl.
„Czarnoksiężnik” łódzkiego Arlekina jest widowiskiem po prostu pięknym. Z ogromną radością obserwowałem zachwyt dzieci. Szerokie uśmiechy, podskakiwanie ze szczęścia. I komentarze. To jest spektakl, który oczarowuje bogactwem kolorów. Pomysłami scenograficznymi. Agata Stanula może zbierać nagrodę za nagrodą. Po pierwsze, właśnie za zabudowanie sceny. Cześć stała to świetnie pomyślana Żółta Droga, którą Dorotka z przyjaciółmi podąża do siedziby Oza. Ale w każdej kolejnej sekwencji zmieniają się ruchome elementy. Kapitalnie wymyślone, wykreowane wyobraźnią Artystki. I za każdym razem, tak jak to dzieje się tylko na najlepszych spektaklach, myślałem sobie: Mistrzostwo. To już na pewno najlepszy pomysł. Nic lepszego tu się nie da pokazać. Ale się daje! Scena ze Strachem na Wróble - kusi barwami soczystego lata. Świetny jest także zły sen na Łące Maków. A walka z Latającą Małpą? No i creme dr la creme. Czyli wszystko to, co spotyka Drużynę Dorotki w zamku Czarnoksiężnika. Powiem tak: Nagle spod sceny wysuwa się monstrualnych rozmiarów uskrzydlona głowa. Dzieci na widowni oniemiały. Szmer podziwu i szacunku mknął jak wiatr. A głowa nie dość, że mówiła to jeszcze okazało się że… można do niej wejść i tam dopiero kryje się tajemnica! Fantastyczne, bajkowe, czarodziejskie. Kraina Oz na pełnych obrotach.
Zanim o kostiumach, słowo o Munchkinach. Nie ma ich aż tylu, ilu zagrało w słynnej ekranizacji „Czarnoksiężnika” z 1939 roku - tam było ich podobno aż stu, tu jest sześcioro. Ale są tak uroczy, tak przytulaśni i zabawni, że szóstka spokojnie wystarczy za setkę. Zmieniono im kolory. Nie są niebiescy, tylko żółci. Czyli łączą w sobie elementy dwóch plemion z literackiego pierwowzoru, w którym niebiescy byli Munchkinowie (im Dorotka przypadkowo pomogła zabijając złą Czarownicę Wschodu) a żółci Winkiesowie, pozostający we władzy Czarownicy Zachodu. Tych ostatnich nie ma. Ale - żółci Munchkinowie zupełnie dają radę. Na dodatek złapałem się na pierwszym „pozaozowym” skojarzeniu. Zaraz! przecież oni wyglądają jak Laa-Laa! Żółty Teletubiś. Tak. Dodatkowym walorem spektaklu Leny Frankiewicz jest zaszycie w nim pewnych odnośników do filmowych postaci bajek i nie tylko bajek. Ich odszukiwanie to zabawa tak dla dzieci, jak dorosłych. Złapałem kilka, nie wiem czy wszystkie i nie wiem czy nie nadużyłem. Ale: Song Czarownicy Zachodu (świetna rola i świetny wokal Joanny Nygard) przypomniał mi piosenkę Meluzyny z „Podróży Pana Kleksa”. Drwal ma wiele cech - w tym strój - Robocopa. Lew, którego pojawienie się wywołało wielkie uznanie widzów, poza lwią grzywą rusza się i tańczy jak Elvis. Na dodatek ten kostium kojarzy się ze sceną z filmu „Maska” Chucka Russella. Tą, w której Stanley Ipkiss unikając kul gangsterów tańczy i śpiewa naśladując Króla Rock and Rolla. Idźmy dalej. Latająca Małpa, moim zdaniem najlepszy kostium w spektaklu, jako żywo przypomina bohaterów „Planety Małp” buźką i bronią która posługuje się w walce z Dorotką i jej przyjaciółmi. No i momentalnie rozszyfrowane i nagrodzone gromkim śmiechem przez Widzów słynne „Hasta la Vista, Babe” Czyli Terminator we własnej osobie. Nota bene na marginesie: Skąd te maluchy znają u diaska „Terminatora”????
Musiałem to opisać. A byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie podkreślił, że kostiumy w łódzkim „Czarnoksiężniku z Krainy Oz” są po prostu fantastyczne i również stanowią dzieło Agaty Stanuli. Wiem, powtarzam się ale muszę: Munchkinowie też! Pani Agato, serdeczne podziękowania i wielkie gratulacje. Stworzyła Pani taką Krainę Oz, że Państwo z obsługi widowni oraz Nauczyciele-opiekunowie mieli pełne ręce roboty. Dzieci były w ogromnych emocjach. Raz po raz ktoś zrywał się ze swojego miejsca, wspinał na fotel swój albo na oparcie przed sobą. Dawno nie widziałem aż takiej radości u Widzów.
Światła! Jakże mógłbym pominąć dzieło Roberta Mleczki! Przecież Jemu zawdzięczamy to, że Kraina Oz mieni się barwami. Pełnymi, soczystymi kolorami. Zmienia się wraz z przemieszczaniem Podróżników. No i dym. Na jego temat wywiązała się dookoła mnie fachowa dyskusja. Otóż w Zamku Czarnoksiężnika po scenie sunie w stronę widzów gesty, teatralny dym. Mleczko zalewa wtedy scenę zielonym kolorem. Dym zatem też jest zielony. Pełznie przez rzędy a widzowie w zachwycie łapią go, rozpraszają i… dyskutują. „Śmierdzi!” - kategorycznie orzekł maluch siedzący z mojej lewej strony. „Nie śmierdzi, tylko pachnie” - zgasił go chór głosów zewsząd. „I jest smaczny!” - dorzucił pewien praktyczny i rezolutny chłopczyk mlaskając. Dym został w tym momencie ostatecznie zaakceptowany i zaliczony do super-atrakcji.
Fabuła moim zdaniem, a mogę się mylić bo przygody Dorotki to przecież baśń dzieciństwa, nie odbiega nadmiernie od oryginału. Jest oczywiście w kilku miejscach ale nienachalnie „uwspółcześniona” dzisiejszymi słówkami z języka mainstreamu. Broń Boże nie mam na myśli wulgaryzmów. Tych oczywiście na scenie nie ma, co podkreślam bardzo wyraźnie. Spektakl nie jest moralitetem, wycelowanym w diagnozowane przez boomerów potrzeby maluczkich. Podobnie jak opowieść Lymana Franka Bauma ma czarować i czaruje światem sennego marzenia. Mieszkają w nim przyjaźń, odwaga, lojalność. Troska o bliskich i konsekwencja w dążeniu do obranego celu. Ale to jest jak przyprawa, nuta smaku. Na szczęście. Dorotka spotyka kolejne postaci bajki. Strach na Wróble (świetnym okazała się Agata Butwiłowska) okazuje się wcale nie tak bardzo sianem podszytym jak utrzymuje. Blaszany Drwal (Marcin Nowicki budził entuzjazm swoimi „robotycznymi” ruchami) to były żołnierz, któremu po kolei wstawiano sztuczne elementy gdy tracił w wojennych starciach własne ciało. Tchórzliwy Lew (Piotr Bublewicz) jest Lwem, który umie pokazać pazury gdy potrzebują go przyjaciele. Cała ekipa dzielnie przemierza Krainę Oz, rozwiązuje zagadkę Czarnoksiężnika. Tu, jeśli uważnie się wpatrzymy w projekcje wideo autorstwa Mateusza Zielińskiego, zapewne dojdziemy do wniosku, że historia władcy Krainy Oz w łódzkim spektaklu to także aluzja do pustki oferowanej przez nam przez współczesnych „czarodziejów” medialnych. Ale wszystko jest tu opowiedziane z werwą i smakiem. Ogląda się aż miło.
A przypomniała mi się jeszcze inna, świetna rozmowa fachowców. Pojawia się Tchórzliwy Lew. Wspomniany już Piotr Bublewicz gra go tak, że od pierwszej chwili pobytu na scenie ma po swojej stronie całą widownię. Ale Lew jest Tchórzliwy. Zatem umyka, gdy Toto zaczyna szczekać. Wywiązała się obok mnie dysputa: Taki duży lew, a boi się małego pieska? „No pewnie, że ucieka. Przecież lew to kot. Kot zawsze boi się psa!” uciął spekulacje pewien znawca stosunków psio-kocich a koledzy mu przytaknęli. Ubaw. Pełny, nieskrępowany ubaw miałem obserwując, jak spektakl Leny Frankiewicz na bieżąco „otwiera” dziecięcą wyobraźnię. Ośmiela i uwalnia kreatywne myślenie. Wciąga i fascynuje. Można mnożyć zachwyty, opisywać kolejne perełkowe szczegóły tej inscenizacji. Ale - można po prostu tam być. Zobaczyć samemu.
„Czarnoksiężnik z Krainy Oz” w łódzkim Teatrze Lalek Arlekin. Kapitalna zabawa dla dzieci w wieku myślę 6-10 lat. A czy jest coś fajniejszego dla osoby dorosłej niż obserwowanie radości maluchów? Moim zdaniem - nie ma. Dlatego też bawiłem się znakomicie. I każdemu z Państwa wyprawę do Arlekina polecam!
Reżyseria: Lena Frankiewicz
Adaptacja i teksty piosenek: Sandra Szwarc
Na podstawie powieści: L.F. Bauma
Scenografia, kostiumy, lalki: Agata Stanula
Muzyka: Grzegorz Mazoń
Choreografia: Alisa Makarenko
Reżyseria światła: Robert Mleczko
Wideo: Mateusz Zieliński
Asystent reżyserki: Rafał Domagała
Choreografia szermierki: Rafał Domagała
OBSADA
Dorotka, Toto
Katarzyna Stanisz
Strach na Wróble
Agata Butwiłowska
Blaszany Drwal
Marcin Nowicki
Tchórzliwy Lew
Piotr Bublewicz
Zła Czarownica z Zachodu, sobowtór Dorotki
Joanna Nygard
Glinda Dobra Czarownica, Ozjanka
Klaudia Sikorska
Czarnoksiężnik z Oz, Wujek Henryk, Ozjanin, Munchkiny
Maciej Piotrowski
Ciotka Emilia, Munchkiny, Ozjanka
Emilia Dryja
Latająca Małpa, Strażnik Bramy, Ozjanin
Rafał Domagała
Ozjanin
Wojciech R. Pionko

Komentarze
Prześlij komentarz