Milion powodów życia
Nadużywamy pojęć. Często dla wyrażenia emocji piszemy: „najlepszy” spektakl. Miesiąca. Tygodnia. Ever. I jestem w kropce. Bo „Wszystko, co najlepsze”, monodram Mateusza Dymidziuka w reżyserii Julii Groszek, zasługuje na co najmniej jedno „naj”. Aby nie zostać posądzony o egzaltację na razie napiszę: To najciekawszy monodram jaki kiedykolwiek widziałem.
Jego konstrukcja jest ściśle powiązana z interakcjami. Widzowie - nie wszyscy ma się rozumieć, ale kilku dobrowolnie się decydujących - grają tu role. Dialogowe na dodatek. Dlatego apeluję do dwóch grup widzów: Durnych wesołków aby nie podejmowali się wygłupów na scenie bo zwyczajnie w tym spektaklu nie uchodzi. Do tych, którzy się wstydzą kontaktu z aktorem, aby poddali się energii jaką wnosi w to widowisko Mateusz Dymidziuk. Bo na scenie dzieje się coś niesamowitego. On jest jak reaktor produkujący energię w czystej postaci. Zaraża nią. Ośmiela i otwiera. A wszystko to czyni w sposób tak delikatny, taktowny i z taką wrażliwością, że nie sposób się oprzeć. Najważniejsza zasada interakcji, czyli zgoda i bezpieczeństwo jest tutaj zachowana w stopniu maksymalnym.
Milion rzeczy dla których warto żyć. Bohater monodramu zaczyna układać ich listę w dzieciństwie. Konkretnie 9 listopada 1997 roku. To ważny dzień. Jego mama podejmuje próbę samobójstwa. Pokonana przez depresję ląduje w szpitalu. Mały zagubiony chłopiec, którego świat bezpiecznego domu właśnie legł w gruzach szuka jakiegokolwiek oparcia. Potwierdzenia i argumentu za tym, że życie to smak, zapach. Kolor. Zaczyna spisywać wszystko. Układać na małych, żółtych karteczkach. Aby zapamiętać. Aby, w co wierzy piękną dziecięcą wiarą, zarazić tą radością mamę. Pisze. Kilkadziesiąt zdań. Prostych. Począwszy od smaku lodów, przez zabawę, ulubiony film. Przytulanie. Stos malutkich przyjemności, o których zapominamy wraz z kolejnymi stopniami schodów zwanych dojrzewaniem. Mama wraca. Świat osiąga chwiejny stan równowagi. Czy lista spraw najważniejszych pomaga? Staje się krzykiem rozpaczy dziecka. Woła nią do mamy o uwagę. Dostrzeżenie. O opamiętanie i wyjście z depresyjnego więzienia.
Mijają lata. Karteczki zostają zapomniane, choć kolejne puzzle wielkiej układanki zaczynają powstawać w pamięci już nastolatka. Druga próba samobójczą matki nadchodzi dziesięć lat po pierwszej. Bunt. To już prawie dorosły człowiek. Buntuje się przeciwko, jak ocenia, matczynej nieodpowiedzialności. A potem lista znów zaczyna rosnąć. Po drodze pojawia się miłość. Jej rozkwit, upadek. Żółte karteczki zastępuje komputerowy wydruk. Wiecie ile jest powodów, dla których warto żyć? Milion. Tak. Okrągły milion. Nie warto zrobić tylko jednej rzeczy. Nie żyć z własnego wyboru.
Dymidziuk stworzył wstrząsające widowisko. Znakomite aktorsko. Trzymające w napięciu i nie pozwalające ani na moment uciec od przemyślanej, dynamicznej narracji. Wielki, spotęgowany milionem argumentów, krzyk życia. Zestaw dla tych, którzy mają czas zwątpienia. Bo przecież takie momenty muszą się pojawić. Jak gorszy spektakl, dzięki któremu mając układ odniesienia umiemy docenić te znakomite. Gorszy czas w życiu jest niezbędny. Właśnie po to aby należycie doceniać i cieszyć się dniami szczęścia. Powiecie - życie jest pełne napięć. Trudu. Nieszczęść. Tak? To właśnie dla Was jest „Wszystko, co najlepsze”. Monodram o uważnym dostrzeganiu każdej chwili. Wspaniały tekst Duncana Macmillana i Johny’ego Donahoe w bardzo uważnym tłumaczeniu Piotra Złotorowicza.
Zaskoczył mnie Dymidziuk. Nie spodziewałem się widowiska tak mądrego, mocnego a zarazem z takim ładunkiem dobrej energii I przesłaniem. Wyraźnym, dosadnie powiedzianym. Życie. Niezależnie od okoliczności liczy się życie. Warto żyć. Życzę temu spektaklowi jak najdłuższego, scenicznego życia. Aby jak najwięcej osób mogło go obejrzeć. Poczuć chociaż cząstkę tej zaklętej w nim siły. Wyjść z teatru mocniejszymi. Milion powodów dla których warto żyć kładzie przed nami Mateusz Dymidziuk. Wystarczy po prostu brać.
Wspomniałem interakcje. Nie obawiajcie się ich ci, którzy szukają w teatrze bezpiecznych nisz i cisz. Moim zdaniem dodatkowym walorem „Wszystko co najlepsze” jest ośmielenie. W cieniu, w niszach kryje się samotność. Smutek. Dymidziuk pokazał - także mnie - że siła i wartość tkwi w społeczności. Umie ją stworzyć, poprowadzić. Umie dawać bezpieczeństwo. To trzeba poczuć i zobaczyć.
Reżyseria: Julia Groszek

Komentarze
Prześlij komentarz