Małżeński poker
Artur Tyszkiewicz zabrał się za znakomity tekst niemieckiego dramaturga, Mariusa von Mayenburga. „Eks” jest napisana tak, że mając klasowych aktorów w zasadzie nie da się nie osiągnąć sukcesu. Wystarczy uważnie przeczytać, znaleźć klucz i… możemy spokojnie pędzić do Teatru Ateneum aby efekt obejrzeć. Reżyseruje, jak już napisałem, Artur Tyszkiewicz. A biletów w tym sezonie już niestety nie ma!
Literacki pierwowzór sprawia wrażenie podzielonego przez Autora na trzy części. Pierwsza groteskowa, druga komediowa, trzecia stanowiąca dramat psychologiczny. Tyszkiewicz świetnie to odnalazł i wydobył. Dzięki temu widz, zafrapowany śledzeniem wydarzeń na scenie, łagodnie przechodzi od salw śmiechu przez po prostu śmiech aż do skupionej uwagi na tym, co mówią do niego postaci „Eks”.
Początek to słowny pojedynek Sibylle i Daniela. Ona lekarka, on wzięty architekt który po dniu pracy późnym wieczorem wraca do domu. Śmiejemy się głośno, absurdalnie brzmiące dialogi niczego innego nie wywołują. Ale te radosne wybuchy mają drugie dno. Czekałem na moment, w którym ze sceny padnie słynne, gogolowskie „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie”, czyli kwestia Horodniczego wygłaszana prosto w roześmiane twarze widzów „Rewizora”. Sibylle i Daniel mówią klasyką wieloletniego małżeństwa z dziećmi w tle, które wieczorem zasiada na kanapie. Znają się na wylot. Znudzili sobą dawno. Nie szukają już katalizatora kolejnych emocji w skamieniałym związku, z którego jak z otwartej butelki szampana dawno uleciał gaz. Stanowią dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo o nazwie „Małżeństwo spółka z o.o”. Oczywiście, od początku wiemy, że coś się tu zadziać musi. Samo przerzucanie dialogami, choćby były najzabawniejszymi perłami małżeńskiego sarkazmu, nie utrzyma widzów w napięciu przez półtorej godziny. Wtedy pojawia się tytułowa Eks.
Zaczyna się stateczna komedia. Nadal to jest śmieszne. Nadal ciekawe. Ale to już nie groteska. Patrzymy na emocjonalny trójkąt wzajemnych powiązań i zależności, w których toną postaci. Nieudane małżeństwo. Nieudana miłość. Naprawdę wszystko aż tak nieudane? Do granicy ucieczki? Wkraczająca na scenę Franziska niesie w głowie niecny plan. Chce raz jeszcze spróbować związku z Danielem. Odebrać go żonie. Uprowadzić i wrócić do lat, gdy napędzali się wzajemnie swoimi uczuciami. Daniel dostrzega w tym szansę. Franziska kusi nieprzemijającą urodą. Seksapilem, którego brak w jego małżeństwie. Jednocześnie szacuje bilans zysków i strat. Opłacalność ogłoszenia upadłości spółki „Małżeństwo”. Proponuje rozwiązanie paskudne, bo korzystne tylko z jego punktu widzenia.
Tu kończy się śmiech. Zaczyna uważne obserwowanie postaci rodzącego się dramatu psychologicznego. Sibylle, odkrywa przed Franziską, a zarazem widzami, prawdę. Obnaża przyczynę upadku jej dawnego związku z Danielem. Tryumfuje. W brutalnych, możliwych tylko w wojnie kobiet o mężczyznę, słowach wskazuje konkurentce jej miejsce w szeregu. A gdy ta opuszcza ich dom, stawia mężowi warunki dalszego funkcjonowania. Daniel, pokonany a zarazem zafascynowany perwersyjną perfidią żony - milczy. Sibylle uważnie tasuje karty ich małżeństwa. A potem rozdaje na nowo. Jest gotowa do kolejnej rozgrywki. Ta sprzed chwili kończy się jej pełnym, niekwestionowanym zwycięstwem.
Tyle. Zasłużone oklaski dla, przede wszystkim, kapitalnej Olgi Sarzyńskiej w roli Sibylle. Pisząc o konieczności posiadania klasowych aktorów miałem na myśli oczywiście całe sceniczne trio. Jednak Pani Olga ma w nim moim zdaniem najwięcej do zagrania i zbudowania. Robi to perfekcyjnie. Patrzy się z wielką przyjemnością na jej postać. Różnorodną, zaskakującą. Zmieniającą się w zależności od potrzeb sytuacyjnych. Oczywiście, mam świadomość że nie rozmawiamy o szekspirowskim „Hamlecie” tylko o względnie lekkiej sztuce z dobrej jakości teatru mieszczańskiego. Ale to trzeba umieć zagrać aby wygrać. Sarzyńska zrobiła jedno i drugie. Bardzo korzystnie wypada Łukasz Simlat w roli Daniela. Powoli odkrywa intencje i cienie tej postaci. Od pozornego outsidera w domowej spółce, przez szczwanego kunktatora aż do pokonanego w rozgrywce męża. Na każdym etapie Simlat przykuwa uwagę, budzi emocje sposobem poprowadzenia tej roli. Jest Danielem, jakim być może każdy mąż znużony wieloletnim małżeństwem. Pokazuje ludzkie, często nie najczystsze, motywacje kryjące się u podstaw działań. No i Franziska, czyli Eks. Milena Suszyńska zabawna i ciekawa. Jej postać pojawia się w domu Sibylle i Daniela z jasno określonym celem. Nie zamierza brać jeńców, oszczędzać cudzych uczuć. Idzie po swoje. Niebezpieczna w obranej strategii. Gdy przegrywa, znika bez słowa. To się Suszyńskiej udało stworzyć. Jest trzecim elementem, bez którego „Eks” nie stałaby się sukcesem Ateneum. A patrząc na frekwencję pierwszego popremierowego setu i na reakcje widzów uważam, że sukces tego spektaklu nie podlega dyskusji.
Można kusić się o głębsze interpretacje tekstu von Mayenburga. Postrzegać „Eks” jako na smutną przestrogę dla tych, którzy powoli przegapiają moment utraty wzajemnych emocji w małżeństwie. Pozwalają aby z tandemu fascynacji zamieniło się w synergię przyzwyczajeń. Mam na temat małżeństw swoje zdanie i snucie takich dywagacji jest mi bliskie. Ale czy tu jest dobre na nie miejsce? Nie jestem przekonany.
Można także zastanawiać się nad przemijaniem emocji w takt upływającego ludzkiego życia. Zmiany ich temperatury. Poznawania siebie i własnych oczekiwań wobec potencjalnych i realnych partnerów „na życie”. To uprawnione i możliwe. Przecież Daniel i Franziska mieli swój czas. Stworzyli piękne wspomnienia. A jednak? Tu zatrzymam klawiaturę komputera. Pozostawiając Państwu miejsce na przyjemność własnych przemyśleń. Na „Eks” pójść warto. A potem można spojrzeć na swoje życiowe zakręty i proste. Ot, dla przyjemności obcowania ze wspomnieniami.
Obsada
Olga Sarzyńska
Milena Suszyńska
Łukasz Simlat
Twórcy
Autor tekstu - Marius von Mayenburg
Tłumaczenie - Karolina Bikont
Reżyseria - Artur Tyszkiewicz
Asystentka Reżysera - Paulina Staniaszek
Scenografia, światła i kostiumy - Joanna Zemanek
Muzyka - Jacek Grudzień
Suflerka - Joanna Trzcińska/Anna Żelazowska
Inspicjent - Wojciech Gratkowski/Agnieszka Hornowska/Jerzy Kacperski

Komentarze
Prześlij komentarz