Ludwig, Joerg i Lang na Placu
Lang Lang zdominował wczorajszy wieczór na festiwalu Centralny Plac Muzyki. Zrobiło się chłodniej, wiał lekki wiatr. Po upalnym dniu przyjemnie było zanurzyć się w beethovenowskie dźwięki. A między nimi pojawił się utwór, podobno wstawiony do repertuaru przez dyrygenta, Bassema Akiki - Con brio Jörga Widmanna. Podróżowaliśmy zatem po dwóch epokach. Od romantycznego początku wieku dziewiętnastego, bo i Uwertura Coriolan op. 62 i Koncert fortepianowy nr 5 Es-dur op. 73 „Cesarski” pochodzą z tak zwanego środkowego okresu twórczości Beethovena, kiedy w jego muzyce romantyczne burze zaczynały grać pełnią dźwięków, przerywając na moment dziewiętnastowieczne przygody skokiem do XXI wieku.
Tak się zresztą zaczęło na Placu Centralnym. Uwertura Coriolan to zderzające się ze sobą emocje, targające człowiekiem wątpliwości i przesilenia. Nie jestem nadmiernie związany z tym okresem twórczości Beethovena, ale w zapadającym zmroku, w z cicha brzęczącym za plecami, szykującym się do snu rozgrzanym upałem Mieście - utwór, w wykonaniu Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie, zabrzmiał po prostu dobrze. Miał w założeniu wprowadzić widzów w nastrój spotkania z Beethovenem. I to się udało.
Czekałem na Con brio Widmanna z niecierpliwością. Napisał tę uwerturę w roku 2008. Podobno - bardzo szybko, jak na utwór "z ogniem" przystało.. Inspirowały go w pracy dzieła Mistrza Ludwiga. Ale potraktował je jako wstęp do muzycznych peregrynacji. Rozbudował, przenosząc beethovenowskie motywy na współczesny nam grunt. Con brio skrzy się wielorakością dźwięków. Część z nich brzmi w uszach jak zgiełk ludzkiej mowy. Instrumenty pędzą momentami, wydawać by się mogło w kierunku niezupełnie zbieżnym z ideami Beethovena. A jednak Widmann z umiarem waży szale. Układa na jednej to co romantyczne, drugą pozostawiając współczesnej instrumentalizacji. W konsekwencji Centralny Plac Muzyki zalały dźwięki będące w pewnym sensie kontrapunktem, głosem w dialogu z Beethovenem. I moim zdaniem wyszło to bardzo dobrze. A na pewno dało znaczące urozmaicenie.
I wreszcie Lang Lang. Koncert „Cesarski”, czyli ostatni utwór w dorobku Beethovena pisany na fortepian i orkiestrę. Pierwsze jego wykonanie miało miejsce w listopadzie 1811 roku w Lipsku. Dopiero potem, na początku 1812, Koncert „Cesarski” zabrzmiał w Wiedniu. Cudowna jest lekkość, z jaką Lang Lang wykonał partie fortepianowe. Rozmarzony płynął w potoku nut. Pozwalał zupełnie zatracić się w muzyce. Oderwać od kakofonii nieistotnej codzienności. Popatrzyć na nią z dystansem. Zapomnianym już dzisiaj wielopoziomowym zamyśleniem. Ciemno. Warszawę już pokrywała noc. Zawiewający, nareszcie chłodny wiatr sprawiał przedziwne wrażenie. Jesień? Tu i teraz? W końcu upalnego, czerwcowego dnia? Taka jest siła i tak plastycznym jawi się ten koncert. Pozwala swobodnie balansować na granicy czasu, pór roku. Być samemu sobie z muzyką. Świetnie wybrzmiało końcowe Rondo: Allegro ma non troppo. Oklaski. Owacje. Warszawa chciała wciąż więcej i więcej muzyki. A Lang Lang jej nie skąpił. Pojawił się na scenie jeszcze dwukrotnie - bisując.
A potem rozejrzałem się dookoła. Tłum. Wielki tłum ludzi. Gości festiwalu Centralny Plac Muzyki. We wszystkich festiwalowych strefach. Na trawnikach. Rozradowani, rozmarzeni ludzie. Pisałem już o tym, ale będę powtarzać do znudzenia: Takiego festiwalu Warszawa nie miała. Takiego festiwalu Warszawa potrzebowała i potrzebuje. Centralny Plac Muzyki pokazuje, że klasyka - także w wydaniu operowym, co można było zobaczyć podczas niedzielnej „Toski” - to nie hermetyczna przygoda, zarezerwowana dla wybrańców. Można jej słuchać w przeróżnych okolicznościach. Ze składanego krzesełka, machając nogami na murku. Leżąc na kocu i patrząc w niebo. Przed nami kolejne, festiwalowe wieczory. Namawiam do skorzystania.
Artyści:
LANG LANG - fortepian
Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie
Bassem Akiki - dyrygent
Daehwan Kim - Asystent dyrygenta

Komentarze
Prześlij komentarz