Lalka z demonami przeszłości
W Teatrze Rampa premierowy set „Lalki’89”. Reżyseruje Michał Walczak, który wraz z Maxem Łubieńskim jest autorem scenariusza. Tyle gwoli dokumentalnej dokładności.
Zacznę od tego co uważam za błąd w tym, skądinąd moim zdaniem niezłym, spektaklu. Uporajmy się raz na zawsze z demonem. Panowie - zwracam się do Walczaka i Łubieńskiego: „Pożaru w Burdelu” już nie ma. Nie ma na scenie w zasadzie nikogo z aktorów tamtego Zespołu (Anna Mierzwa jest, tak wiem). Nie ma kapitalnego Burdeltaty, czyli jedynego w swoim rodzaju Andrzeja Konopki. Nie ma bez jego postaci tamtej dynamiki, poetyki, fajerwerków śmiechu. Nie ma granych, ale także momentami improwizowanych, sytuacji. Nie ma kupletów i skeczy kabaretowych. Ba. Zmieniła się publiczność. To już nie nomadyczny, warszawski kabaret literacki który ciągnął za sobą jak kometa ogon stołecznej bohemy. Na widowni są zupełnie inni ludzie. A Wy wciąż stoicie w rozkroku. Udając, że „Pożar…” płonie staracie się palić ognisko na wygasłym pogorzelisku. Po co? Przecież „Lalka’89” to mógłby być zupełnie zręczny musical. Ale na pewno nie kabaret. To już nie ulica Chłodna i nie Teatr Warsawy. Czy nie możecie po prostu zamknąć tamtych drzwi i stworzyć czegoś zupełnie nowego? W „Lalce…” najsłabszym ogniwem jest pozbawione moim zdaniem sensu odwołanie do „Pożaru”. Po co prolog konferansjera, który zostaje przedstawiony jako kontynuator dzieła Burdeltaty, a potem nie ma z nim nic wspólnego? Po co w fabułę wplatać misz-masz wątków i postaci z poprzednich widowisk, skoro napisaliście musical a nie kolejny program kabaretowy? To tak, jakby wziąć serial o Czterech Pancernych w którym z dawnej obsady został jedynie sierżant Czernousow. Zamiast Szarika wsadzić kota, Rudego zastąpić Tygrysem i udawać że to nadal Pancerni, tylko im się make up odkleił.
A teraz przejdźmy do tego, co na scenie. Teatr Rampa ma atrakcyjny Zespół. Nie ma co się tu rozpisywać i wykrzykiwać „och” oraz „ach” na temat kolejnych postaci. Kiedy śpiewają - słychać każdą głoskę. Kiedy mówią - nie umyka nawet oddech. „Lalka’89” jest świetnie zagrana, zaśpiewana. I zatańczona. Aktorów jednak oglądamy na scenie. Podziwiamy ich kunszt. Po każdym spektaklu oklaskujemy. Zatem wymienić warto tych, dzięki którym TO TAK się ogląda. Zacznę od podziękowań w stronę ciemności. Siedzicie za konsoletami. Przesuwacie na nich heble. Dzięki Waszej pracy tak doskonale słychać jak śpiewają. Akustycy. Inżynierowie dźwięku. Nie znalazłem Waszych nazwisk w internetowym spisie Twórców. Ale gdyby nie Wy - zabawa byłaby o trzy czwarte mniejsza. Kawał świetnej roboty, jeśli chodzi o nagłośnienie. A nie jest tu prosto. Są solówki. Chórki. Jest przemieszczanie się w kulisach i śpiew spoza obszaru sceny. Brawo Szanowni Państwo!
Choreografia duetu Alisa Makarenko/Mariusz Lubawy to kolejny solidny element układanki. Cieszy oko z każdego punktu widowni. Szczególnie drugi akt, moim zdaniem bardziej „taneczny”, skupia uwagę. No i końcowe sceny zbiorowe, gdy pojawia się Lalka we własnej osobie. A nie zapominam i o dwóch „latających” nad sceną postaciach. Jest na co popatrzyć w Rampie bez dwóch zdań.
Wrócę na moment do Aktorów. Agata Łabno w roli Izabeli jest pomysłem świetnym. Wokalnie i dramaturgicznie. Czysta przyjemność. Podobnie jak demoniczny Stanisław Wokulski, grany przez Piotra Napierałę. Miałem wrażenie, że Panu Piotrowi blisko do Johny’ego Deppa w roli ekscentrycznego Willy’ego Wonki z „Charlie i Fabryka Czekolady”. A przenikająca Wokulskiego pewna współczesna postać - bardzo udana. I creme de la creme. Agnieszka Makowska wreszcie nie wrzeszczy, tylko mówi! I od razu Jej postać nabiera kształtu. Barwy. Odetchnąłem z ulgą, bo krzyku bałem się idąc do Rampy najbardziej.
Pozostaje kwestia konstrukcji widowiska. Moim zdaniem duet Łubieński/Walczak przekombinował. Na siłę łączą współczesne postaci z poprzednich „Burdeli” po ekshumacji, czyli Apostazję, Marzenę i Sandrę z przeszłością Marzeny w 1989 roku. Na to wszystko nałożone zostały - znowu współczesne - przygody z filmowego planu „Lalki” oraz zaglądanie do 1878 roku. Wygląda na to, że zamiast prostej linii scenarzyści niepotrzebnie nakreślili zygzaki. Dodam, że skróty chyba już się i tak spektaklowi przytrafiły. W opisie na stronie Teatru ma 145 minut z przerwą, natomiast pokaz który oglądałem - trzeci licząc piątkową premierę - razem z przerwą i niewielkim opóźnieniem zakończył się po 120 minutach. Rozumiem, że aby zmieścić się w sztywnych ramach współpracy z Domem Spotkań z Historią potrzebny był fabularny piruet z czerwcem 1989 roku. Ale moim zdaniem obrotów w nim za dużo.
Spróbujmy zatem ów kłębek rozplątać. „Lalka” ma być na maturze i Apostazja zamknięta w pokoju nauczycielskim czyta ją z niechęcią. Nagle pojawia się Rzecki w super-kostiumie. Apostazja się boi, na co wpadają Marzena z Sandrą i okazuje się, ze dziewczę ma szkołę tam, gdzie zazwyczaj się ją ma. Tylko że ona ma ją tam o wiele bardziej niż mediana społeczna i zwiewa. Trafia na plan filmowy. Zostaje Izabelą w filmie kręconym przez Grzegorza Brauna. Marzena równolegle opowiada Sandrze o swoich miłosnych przygodach z 1989 roku, gdy uganiał się za nią pewien Rafał (nazwisko znane Redakcji, jak w tamtych czasach pisywano). W tym czasie, a w zasadzie we wszystkich czasach, pojawia się Wokulski wyglądający jak wspomniany Willy Wonka. Skaczemy niczym konik szachowy po różnych miejscach i czasach, których jest tak wiele że dla ułatwienia nad sceną wyświetlają się daty poszczególnych sekwencji. Poznamy wiecznie żywego Adama Mickiewicza, profesor Marię Janion, Leszka Balcerowicza, tajemniczą grupę zawieszonych w próżni czasowej filaretów. A to nawet nie połowa postaci z „Lalki’89”. Zadziwiająco dużo, mimo takiego tłoku, scenarzyści zostawili z oryginału Prusa. Ubarwili to absurdalnym, choć w stosunku do swoich dawnych kabaretowych popisów mocno stonowanym, humorem sytuacyjnym. Gdyby nie mnogość wątków i sytuacji - byłoby naprawdę bardzo smacznie. A tak jest nieźle, jednak na pytanie „O czym to było” widz w odpowiedzi może się tylko uśmiechnąć.
Widowisko w Teatrze Rampa na pewno może się podobać od strony artystycznej i technicznej. Podziwiam pracę świateł, czyli dzieło Aliny Dołżikowej. Fantastyczne kostiumy - przede wszystkim kapitalny Rzeckiego z początku spektaklu, nie wiem dlaczego potem zmieniony. To już pytanie do projektującej stroje Kamili Bukańskiej, której wyobraźnię z szacunkiem komplementuję. I nie zapominam, że aby śpiewać w musicalu potrzeba muzyki. Tę z rozmachem i swadą opracował Wiktor Stokowski. Wszystko uzupełnił Wojtek Rotowski, który dodał widowisku magicznych umiejętności i kaskaderskich wyczynów.
Reasumując - pójść można. Śmiać się trzeba. Zachwycić popisami warto. Ale jeśli ktoś bywał na „Pożarach” w czasach Anny Smołowik, Leny Piękniewskiej, Moniki Babuli, Agnieszki Przepiórskiej, Andrzeja Konopki, Tomasza Drabka, Mariusza Laskowskiego i BurdelBandu to… niech cieszy się przyjemnym dla oka i ucha musicalem, którym „Lalka’89” jest. Tamten kabaret pozostawmy wspomnieniom.
TWÓRCY, TWÓRCZYNIE
Reżyseria
Michał Walczak
Scenariusz
Michał Walczak, Max Łubieński
Muzyka
Wiktor Stokowski
Scenografia i kostiumy
Kamila Bukańska
Choreografia
Alisa Makarenko, Mariusz Lubawy
Reżyseria świateł
Alina Dołżikowa
Projekcje
Piotr Zaczek
Efekty iluzjonistyczne, pirotechniczne i kaskaderskie
Wojtek Rotowski
Współprodukcja ze strony Teatru Rampa
Karolina Pająk-Sieczkowska
Współprodukcja ze strony DSH
Agata Kucharska, Weronika Sieczkowska
w spektaklu została użyta fotografia Marka Zimakiewicza
OBSADA
Kamila Boruta-Marszałek
Marcin Januszkiewicz
Klementyna Lamort de Gail
Agata Łabno
Dominika Łakomska
Agnieszka Makowska
Konrad Marszałek
Julian Mere
Anna Mierzwa
Piotr Napierała
Karol Osentowski
Wojciech Rotowski

Komentarze
Prześlij komentarz