Kicia na Ochocie
Teatr, który nie zna granicy, nie uznaje barier przestrzennych. Sylwester Biraga ma to na co dzień w Drugiej Strefie, zatem pomysł wystawienia widowiska operowego w sali Ośrodka Kultury Ochoty mnie zupełnie nie zdziwił. Bardziej zdziwiło mnie to, że Biraga, jako reżyser znany z przedsięwzięć offowego teatru dramatycznego, sięga po spektakl muzyczny. „Kabaret Kici Koci - mono opera kameralna”. Nie sposób było nie dać się skusić.
Rozłóżmy to widowisko na części. Zasługuje, moim zdaniem, aby się mu dokładnie przyjrzeć. Po pierwsze partytura. Operę skomponowała Olena Shevchenko-Mikhalovska. To jej dzieło doktorskie, którego libretto z kolei oparła na tekstach Mirona Białoszewskiego. Pisał je w drugiej połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, zahaczył o lata osiemdziesiąte. Krótkie, absurdalne scenki. Na wskroś warszawskie. Na wskroś „mironowe”, czyli dźwięczące w uszach, onomatopeiczne, pozwalające usłyszeć i poczuć miasto pędzące dookoła imaginowanej bohaterki. Miałem przyjemność siedzieć obok Kompozytorki i kątem oka obserwować Jej reakcje. Odniosłem wrażenie, że spektakl w reżyserii Biragi - przynajmniej w warstwie muzycznej - nie odbiega od założeń Twórczyni. Zagrała piękna muzyka i świetnie współistniejąca z tekstem literackim. Można się w tych pozornie nieuczesanych, momentami zaskakujących dźwiękach zakochać. Na scenie dwunastoosobowa orkiestra. Stworzyli kapitalne, miejskie środowisko. Zasłuchałem się w muzyce Pani Oleny. Z wielką przyjemnością dałem się ponieść jej plastycznym można powiedzieć brzmieniom. Przypominały mi utwory Pawła Mykietina. Podobnie trzymające w napięciu, niejednoznaczne. Nieprzewidywalne.
Ale przecież wciąż nie wiemy nic o Kici Koci! To był kolejny powód, dla którego koniecznie chciałem mono operę zobaczyć. W roli tytułowej na scenie pojawia się Alexandra Malatskovska. Głos, który kiedy się raz usłyszy - chce się słyszeć powtórnie. Zaskakująca, kapryśna, ekscentryczna jak diva międzywojennych kabaretów. Takiej Kici Koci się spodziewałem i taką dostałem. Malatskovska znakomicie wyczuła klimat, często pozornie kompletnie pozbawionych sensu, słów zapisanych przez Białoszewskiego. Wydobyła z nich zaklęte tam brzmienia. Dźwięk. Bo Białoszewski grał na słowach jak na ulicznych instrumentach. A potem zabierał je do domu i tam komponował z nich suity, nokturny i ronda. Słowa zamieniał w nuty. Tak brzmi Jego poezja. Miałem pewne obawy, czy trudnością dla Artystki nie będzie bariera językowa. Nic podobnego. Jej specyficzny akcent stał się wartością dodaną. Do wspaniałego, wypełniającego całość sali głosu.
Czerwony kwiat na szarej ulicy Miasta. Kicia Kocia jak plama. Kontrast. Niby łatwa do zamalowania, a jednocześnie wciąż się odtwarzająca kropla koloru w jednobarwnym świecie. Trochę nostalgiczna jak Pan Hulot, po chwili rozedrgana niczym wiersz w czystej postaci. Wokół niej alter ego. Tancerz Kacper Mucha, który muzykę i słowo przekładał na ruch. Układy choreograficzne. Zrobił to niewątpliwie bardzo dobrze, jednak tu - co jest oczywiście moim własnym zdaniem - pierwotne założenie utworu, czyli obecność mima, byłoby bardziej odpowiednie. Nie czułem się dobrze z połączeniem tańca, ruchu scenicznego Malatskovskiej, muzyki i Jej śpiewu. Mim, postać z zupełnie innej poetyki teatralnej, mam wrażenie dałaby efekt o wiele ciekawszy. Interakcja Kici Koci i Jej Alter Ego w przypadku połączenia dwojga świetnie się poruszających i odnajdujących w układach choreograficznych artystów nie dala efektu kontrastu, blasku i cienia. Koniecznego napięcia między Kicią i jej odbiciem w krzywym lustrze. Ale - jak już napisałem - to moje zdanie i wizja Sylwestra Biragi może podlegać ocenie, ale jest oczywiście wizją jak najbardziej uprawnioną i logicznie przedstawioną.
W tle miejskiej podróży Kici Koci czteroosobowy chór-mur. Czworo aktorów jako Chór Niemy, który Przemówi. Rzeczywiście, przemówił. Białoszewskim w czystej postaci. I obok przepięknej sceny „deszczowej” z parasolkami, moment ich przemowy uważam za najbardziej znaczący w widowisku. Doskonale zaplanowana, dopracowana to scena, w której precyzja odgrywa kluczową rolę.
„Kabaret Kici Koci” na scenie Ośrodka Kultury Ochoty na razie w ramach festiwalu „Szumy, Kąty, Cienie”, który trwa na Ochocie od 19 do 21 czerwca 2026 roku. Ale mam nadzieję, że mono opera jeszcze się tam pojawi. To ciekawy, ważny głos. Interesujące spojrzenie na twórczość Mirona Białoszewskiego. Warto się wybrać i przenieść w świat jego wierszy-dźwięków.
Muzyka
Olena Shevchenko-Mikhalovska
Libretto
Miron Białoszewski
Reżyseria i scenografia
Sylwester Biraga
Dyrygentka
Martyna Zych
Kicia Kocia
Alexandra Malatskovska
Alter Ego Kici Koci
Kacper Mucha
Orkiestra
skrzypce I - Antoni Figurski
skrzypce II - Ida Górczyńska
altówka - Kamil Walasek
wiolonczela - Anna Lubiak
kontrabas - Dawid Nowak
flet - Zofia Dutkiewicz
klarnet - Mykoła Kavatsiuk
saksofon - Jarek Bothur
trąbka - Marcin Malarz
akordeon - Mateusz Stankiewicz
harfa - Magdalena Miłaszewska-Delimat
perkusja - Leszek Lorent, Jan Gralla
Chór Niemy, który Przemówi
Halina Chrobak
Attila Horvath
Paweł Horodnicki
Walentyna Sizonenko
Kompletowanie składu Orkiestry
Dagna Sadkowska, Michał Górczyński
Koordynacja pracy artystycznej i produkcji
Bartosz Goździkowski

Komentarze
Prześlij komentarz