Judasz, Dylan i Czarna Dziura
Lepiej. Szybciej. Mądrzej. Sprawniej. Dokładniej. Przymiotniki stopniują nasz świat. Są ludzkie. Bo człowiek musi rywalizować. Czuć się umieszczonym w układzie współrzędnych. Jeśli jest mały - widząc supremację większych, szuka dowodu na istnienie mniejszych od siebie. Ta teoria zresztą znalazła swoje miejsce w „Złotowłosym” na scenie Teatru Druga Strefa, muzo dramie Jakuba Snochowskiego, któremu na scenie towarzyszy uzbrojony w klarnet i dźwięki Michał Górczyński. Rywalizuje ten człowiek. Szuka inności aby potwierdzić własną homogeniczność wobec grupy społecznej. Inność jest punktem odniesienia. Wrogiem. Uproszczeniem.
„Złotowłosy” nie mówi wprost. Nie jest kolejnym mamlaniem o tym jak źle jest być innej orientacji w kraju homofobów. Innej religii w mono religijnym państwie. Innego koloru skóry w świecie jednokolorowym. I to jest jego siłą. Złotowłosy, czyli bohater przedstawienia, jest po prostu rudy. Trywializowanie problemu? Nic podobnego. Wręcz przeciwnie. Na prostym przykładzie inności, spowodowanej kompilacją genów, Snochowski zbudował ponadgodzinny spektakl będący encyklopedią fobii. Wszystko-fobii można powiedzieć. Pokazał mechanizm. Niezawodny, jednolity. Działający w każdej sytuacji. Gdy tylko zakodowana w człowieku potrzeba rywalizacji zmusi go do ustawienia jednostki w opozycji do grupy.
Czy z jednostek wypychanych na margines może powstać grupa? Czy genetyka swoim powolnym obracaniem w kotle pokoleń nie zadrwi z tych, którzy piętnują inność? Los ma specyficzne poczucie humoru. Złotowłosi, zwiększajac swoją liczebność w populacji, zajmą miejsce inkryminowanych Rudych. A w toku wielu wymian pokoleniowych zdominują planetę. Możliwe? Zabawna teza, na której sprawdzenie żyjemy śmiesznie za krótko. Nie jesteśmy w stanie sięgnąć wzrokiem nawet za osiemdziesięcioletni horyzont. Ot kolejny żart przewrotnego Losu, który ujawniając groteskowość naszej króciutkiej egzystencji wskazuje człowiekowi miejsce w szeregu.
Snochowski dwoi się i troi. Wyprowadza widzów poza świat rudego Kuby, którego los jest kanwą spektaklu. Przemierza krainę snu i marzenia. Sięga do hipotez współczesnej nauki. Jest przewodnikiem ze wszech miar przygotowanym do tego, aby poprowadzić widza drogą dającego do myślenia, ciekawego widowiska. Nie zostawia „Złotowłosy” miłej refleksji o dobrym świecie dobrej cywilizacji. Ale dotyka interesującego zagadnienia. Stawia oryginalne tezy. Łączy zjawiska i postaci pozornie nieprzystające do siebie. Bob Dylan, Judasz i Czarna Dziura? W historii rudego chłopaka? Właśnie dlatego „Złotowłosy” jest tak ciekawy. Nie przeintelektualizowany. Ciekawy właśnie.
Warto wspomnieć o bardzo istotnym elemencie. Światło. W muzo dramach i monodramach, tych które eksponują warsztat aktora stawiając go samym sobie na pustej scenie, światło jest jedynym sprzymierzeńcem kreowanej postaci. Wyławia z mroku detal. Określa kontur. Stwarza przestrzeń do snucia opowieści. W „Złotowłosym” pracą reflektorów zajął się Sylwester Biraga. I kłaniam się Mu czapką do ziemi. Kolejny spektakl jednego aktora, który ogląda się z przyjemnością także z uwagi na grę światłem.
Może minimalnie zbyt długi. Jeśli będziecie Państwo w Drugiej Strefie zwróćcie uwagę na sekwencję scen: 1. Snochowski przerywa monolog i schodzi na widownię. 2.Górczyński poruszając się po krawędzi przestrzeni scenicznej rusza do kulisy i wracając ustawia na środku owej przestrzeni figurkę. Wraca na swoje miejsce. 3. Zapada cisza a po niej monolog „kwantowy Jezus”. A gdyby zamiast niego, bo moim zdaniem o tego grzyba w naszym barszczu mamy za dużo, aktor od razu przeszedł do ciekawej sceny rozmowy Jakuba z ośmioletnim Kubą i potem do końca widowiska? Skrót niewielki, a myślę że dałby niezły efekt per saldo.
Ale to uwaga rzucona w zamyśleniu. „Złotowłosy”, czyli nieźle pomyślany głos w rozmowie o genezie i mechanizmie wykluczenia. Warto zajrzeć i podumać w Teatrze Druga Strefa.
• słowa wypowiadane: Jakub Snochowski
• klarnet, dźwięki, półsłówka: Michał Górczyński
• ruch: Izabela Chlewińska
Przestrzeń świetlną kreuje Sylwester Biraga.
Autorem fotografii do spektaklu jest Krzysztof Opaliński.
W spektaklu wykorzystano font CourierPolski1941 autorstwa Tomasza Skowrońskiego.

Komentarze
Prześlij komentarz