Because to jest taniec!
B’cause Dance Company. I w zasadzie wszystko jasne. Trzeci raz mam przyjemność o nich pisać i trzeci raz miałem także przyjemność ich oglądać. Na gościnnej scenie Teatru Studio ten arcyciekawy warszawski teatr tańca pokazał widowisko „Artifica” w choreografii Klevisa Elmazaja. Muzykę, niezawodnie i niesamowicie, wykreowało Atmo Music Productions. A światłami, które w „Artifice” grają rolę co najmniej szóstego tancerza, opiekował się Artur Wytrykus. Całość - podobnie jak ich „OD|NOWA” i „The Turning World” - poprzednie spektakle pokazane w trwającym sezonie - należą do tych, na które mogę iść jeszcze raz. I potem znowu.
To jest niesamowita przyjemność utonąć w pokazie tańca współczesnego, w którym „gra” każdy element. Jak doskonała, precyzyjna japońska maszyna. Zbiegają się ze sobą gesty tancerzy, figury choreograficzne, kostiumy i rekwizyty oraz muzyka ze światłami. Po kilku minutach widz czuje, że sprawy dnia codziennego zostały daleko. Przed jego oczami pisze się w tańcu nowa, porywająca rzeczywistość. Istota sztuki performatywnej, dającej pełną swobodę interpretacji, wnioskowania.
B’cause, przynajmniej biorąc pod uwagę widziane przeze nie spektakle, nie umyka od zawiłości fabularnych w swoich widowiskach. Nie są to historie jednowymiarowe, proste. Łatwe do śledzenia spod oka. Tu jest wiele wątków i możliwości analizy. Wiele doświadczeń, z których widz może budować dla siebie własne światy w wyobraźni. Dlatego tak ich lubię. Są jak wspaniały sklep z przedmiotami magicznymi. Błyskają, zachwycają, zaskakują - kuszą i zapraszają do swojego świata. Uczciwie powiem: „Artifica”, balansując jak linoskoczek na trzech liniach czasu, nie jest prosta w percepcji. Ale z drugiej strony jest tak widowiskowa, że gmatwanina przyszłości, niedalekiej przeszłości i przeszłości odległej dają się okiełznać.
Sięgnęli tym razem do trzech rzeczywistości. Przyszłej, w której porusza się postać będąca tworem sztucznym, japońskiej przeszłości i niesprecyzowanej czasowo przestrzeni, zapewnię nieodległej nam przeszłości, w której powstają kody AI. Czy to ważne? Moim zdaniem - nie. Tancerze są jak japońskie pędzelki shodo piszące na scenie opowieść wolną od smyczy jednej zunifikowanej interpretacji. Gnają swoim tempem wpuszczone na scenę przez programistę sztucznej inteligencji. To świetny Jan Kosianko, któremu przypadła rola w rodzaju greckiego koryfeusza prowadzącego chór ruchu, tańca i szybko zmieniających się sytuacji. Zaczyna nietypowo dla spektakli tańca współczesnego, bo od dialogu z widzami. Przyznam szczerze, że o tym elemencie widowiska bym podyskutował. Jest w nim moim zdaniem za wiele elementów, mało uzasadnienia. A na końcu okazuje się, ze finał „Artifiki” wymaga od widzów zapamiętania i odtworzenia jednego elementu z początku przedstawienia. I mógłby, gdyby czytelniej im wyłożono co mają zrobić, wybrzmieć jeszcze lepiej.
Ale dość. Popatrzmy na tę historię. Czytamy ją jak książkę, z niej wybiegają postaci minionych epok. Obserwujemy ich zależności, animozje. Współpracę i przemoc. Świetna scena walki w wykonaniu Aleksandry Dereckiej i Agnieszki Kramarz. Szybko, dynamicznie, widowiskowo zatańczona. Razem z nami podgląda ludzką rzeczywistość poruszająca się, niczym stworzona z ciekłego metalu, tajemnicza postać w hełmie zakrywającym całą głowę wraz z twarzą. Co widzi, patrząc na świat wielkim, przypominającym obiektyw, niebieskim okiem? Czy drzemią w niej ludzkie emocje? Po co stara się zgłębić tajemnice człowieczeństwa? Budzi pytania. Dynamiczny taniec porywa myśli. Mkną w takt wydarzeń na scenie. A tu kolejne świetne sekwencje choreograficzne. Taniec z książką Kosianki i Vitalii Vaskiv. Płynny, zgrany, dokładny. Zakochani, pochyleni nad lekturą? A może On i nierealna, stanowiąca literacką fikcję Ona, mieszkająca na kartkach powieści i wydostająca się z nich wtedy, gdy wczytujący się w nie On poddaje się marzeniom? Wspaniale jest wracać do tego momentu, przeżywać go kilka razy. Powtarzać. Przemyśleć raz po raz i jeszcze. Nagle uwagę przykuwa ów sunący po scenie, nierzeczywisty humanoid. Julia Buczyńska, przed którą chylę czoła za to, że w zapewne odcinającej dopływ powietrza masce zatańczyła tak genialnie. Każdy ruch jest w tym tańcu ważny. Znaczący. Krąży w poszukiwaniu ludzkich emocji. Podgląda. Szuka miejsca dla nich w swoim mechanicznym układzie współrzędnych. Nagle wiotczeje. Poddaje się woli twórcy, by po chwili znów wrócić do pełni sprawności i jak naładowana energią terminatorka skupiać na sobie oczy widzów.
Znowu sukces, można napisać po trzecim w tym sezonie spektaklu, który B’cause Dance Company pokazał w Teatrze Studio. Moje drobne uwagi dotyczą dwóch kwestii - przemyślałbym, czy w „koryfeuszowym” początku nie zrezygnować z liczenia do ośmiu i skupić się na zakotwiczeniu w świadomości widzów symbolu trójkowego. Jest bardzo ważny i sądzę - co już napisałem - że finał nie wybrzmiał tak mocno jak mógł. Za późno zorientowaliśmy się czego od nas oczekuje Artystka (piszę enigmatycznie żeby Państwu, mam nadzieję przyszłym widzom „Artifiki” nie psuć zabawy). Druga kwestia jest w zasadzie uwagą niezwiązaną bezpośrednio z tym konkretnym spektaklem. „Artifica” to, mam wrażenie, maksimum możliwości percepcyjnych widza w tak krótkim i tak dynamicznym pokazie. Granica, dzieląca widowisko wciągające od niepotrzebnie zagmatwanego, jest cienka i nie leży wcale daleko. Warto wziąć to pod uwagę przy kolejnej produkcji.
CHOREOGRAFIA
Klevis Elmazaj
ASYSTENT CHOREOGRAFA
Marta Kosieradzka
TANCERZE
Julia Buczyńska, Vitalia Vaskiv, Ola Derecka, Agnieszka Kramarz, Jasiek Kosianko
MUZYKA
Atmo Music Production
ŚWIATŁO
Artur Wytrykus
OPRAWA GRAFICZNA
Renata Orzeszek | Bez Szablonu
DYREKTOR ARTYSTYCZNY
Bartosz Woszczyński
KOORDYNACJA PROJEKTU
Urszula Woszczyńska
PARTNERZY:
Teatr Studio, Ambasada Królestwa Niderlandów

Komentarze
Prześlij komentarz