Urodziny śmierci

Wracamy z Troi, patrzę na twoją pierś,

Która gdyby była bębnem, to grałbym na niej

Kotły z rekwiem niemieckiego.


Smyczki sumą po strunach. Trą, a spod ich włosia wyskakują długie, smutne dźwięki. Mieszają się nad głowami kwartetu. Jak kłębowisko nieuporządkowanych myśli. Pozorna entropia. Chaos, z którego wyłania się pejzaż. Czworo muzyków buduje nad sceną wnętrze ludzkiej czaszki. Wchodzimy w świat, w którym rzeczywistość zgrzyta, skrzeczy. Walczą ze sobą poszczególne instrumenty jak kłębiące się myśli. Tu tu, to tam jeden bierze na moment górę nad pozostałymi. Zajmuje ucho słuchacza. Po chwili inny instrument wyrywa się na pierwszy plan. Trwa pojedynek tempa z dźwiękiem. Jest w tym chaosie pustka i smutek tak dojmujący, że maj nagle zmienia się w pierwszy dzień listopada. Zimny, wilgotny, świetlany kruchymi płomykami cmentarnych zniczy. A oni grają. To Elegia Dymitra Szostakowicza. 


Wracamy z Lacjum, patrzę na twoją pierś,

Która gdyby była obojem, to nie mogłaby być obojem,

Bo jest o wiele za szeroka, żeby być obojem.


Początek „Uśmiercin”. Szczególnego koncertu, który odbył się na Dużej Scenie Teatru Studio. Fantastyczny to sezon w teatrze im. Stanisława Ignacego Witkiewicza. Co projekt - to albo sukces frekwencyjny, albo artystyczny. Wspominamy Szymona Żuchowskiego. Odszedł w maju ubiegłego roku. Zostały okruchy. Wspomnienia. Zapisane kartki. Wiersze. 


Wracamy z gołego południa, patrzę na twoją pierś,

Która gdyby była skojarzona z klarnetem,

To miałaby swoje opus sto piętnaste, które bym grał.



Czworo świetnych muzyków. Pomysłodawczyni koncertu, Veriko Tchumburidze, zwyciężczyni Konkursu im. Henryka Wieniawskiego, Konkursu Pietro Argento. W Jej dłoniach instrument z 1730 roku. Pewnie dziwi się dźwiękom, które każe mu się grać. Powstał w Weronie. W innym czasie. A tu grać musi elegię po śmierci 41 letniego poety, krytyka, tłumacza. Znikł. Zabrał go maj. Zabrały pozbawione barw myśli. Przykryły dźwiękoszczelnym kocem te dźwięczące i barwne. A tu, w Studiu, do głosu dochodzi drugi instrument. Claire Wells i Jej skrzypce. Ma dwadzieścia cztery lata. W dorobku moc nagród. Występów we wspaniałych salach ze wspaniałymi orkiestrami. Przed nią kolory życia. A w rękach instrument będący dziełem Nicolo Amatiego. I on zamyśla się pewnie nad płochym losem człowieczym. Kruchym. Tak podatnym na nuty ciężkich chmur gdy zasnuwają horyzont. Włącza się Piotr Szumieł. Czysto brzmi jego altówka. Wspomina. Odszedł kilka dni temu profesor Piotr Kamasa. I o nim szepcą struny. Wspina się, nuta po nucie, dedykowana Profesorowi sarabanda. Czy to smutek? Dialog z nieznającym wymówek Losem? Czas patrzy zasłuchany. Układa w głowie ripostę dźwięków. Czy jest dobry wiek na umieranie? Żyć wiecznie znaczy tylko trwać, odpowiadają posągi. Czwarty głos ma w „Uśmiercinach” wiolonczela Olivera Herberta. Poddaje się woli Artysty, którego obserwować to zaskakująca przyjemność. Zwiedził świat z orkiestrami. Takich, że o ich słuchaniu na żywo chciałoby się marzyć. Cuda wydobywają się z instrumentu, co mógłby o niejednym życiu opowiedzieć. Od czasu gdy dostał życie z rąk  Gianbattisty Guadagniniego świat niejeden raz obrócił się wokół własnego ogona. Rwie się ta wiolonczela do przodu, śpiewają jej struny, szarpane palcami Muzyka. Śpiewa o nadziei. 


Wracamy spod poranka, patrzę na twoją pierś,

Która gdyby była dla mnie tak, jak była tamtej nocy,

Mógłbym powiedzieć: oto posiadłem (był) wielkie rozkosze.


Myśli powoli składają się w całość. Ciemność ustępuje światłu, zaczyna się łapanie pojedynczych dźwięków. Składanie sekwencji. Całości. Opanowanie procedury życia daje spokój. Nadzieję, że poza salą jest świat pełen gwaru i ludzkich spraw, w których uczestniczenie jest siłą napędową do kolejnego wstawania i witania poranka. Zasypiania w poczuciu spełnienia. Za chwilę Plac Centralny i jak stempel pochylający się nad nim wielotonowy ciężar Pałacu Kultury.  Wracamy do niego na skrzydłach Kwartetu smyczkowego nr 6. f-moll, Op. 80 Felixa Mendelssohna. Szybciej. Coraz szybciej krąży w żyłach krew. Coraz bardziej ta sala wypełnia się życiem jak jezioro wodą gdy ustępuje pora suszy. Czas otworzyć oczy. Czas żyć. Mimo wszystko. 


Wracamy z pijanej nocy, patrzę na twoją pierś,

Bo całe szczęście nie zdążyłeś się jeszcze ubrać:

Spełniając moje oczekiwania, wszystkie je przeszedłeś.


Przeżycie…


(strofy pochodzą z „menueta I (z oczekiwaniami) Szymona Żuchowskiego). 



WYKONAWCY


SKRZYPCE

Veriko Tchumburidze

SKRZYPCE

Claire Wells

ALTÓWKA 

Piotr Szumieł

WIOLONCZELA

Oliver Herbert



Program:
I         D. Szostakowicz, Dwa utwory na kwartet smyczkowy: nr 1. Elegia

II        P. Hindemith / R.Wagner, Uwertura do „Holendra tułacza” w wykonaniu kiepskiej orkiestry zdrojowej o 7 rano przy fontannie

III      trzy sarabandy w d-moll:

J.S. Bach, Sarabanda z Partity na skrzypce nr 2, d-moll , (BWV 1004)

J. Halvorsen, Sarabanda i wariacje na temat Sarabandy G.F. Haendla z Suity klawesynowej d-moll (HWV 437)

J.S.Bach, Sarabanda ze Suity wiolonczelowej nr 1, d-moll (BWV 1007)

IV     F. Mendelssohn, Kwartet smyczkowy nr 6. f-moll, Op. 80






Komentarze

Popularne posty