Starzy znajomi, czyli "Pacyfiści"

Kto widział w warszawskim Teatrze Współczesnym „Wstyd”, tego „Pacyfiści” nie zaskoczą. Oba teksty Marka Modzelewskiego są bardzo podobne. I tu i tu jest czworo bohaterów.  Dwa pozornie różniące się od siebie poglądami małżeństwa w średnim wieku. Ci we „Wstydzie” są starsi, bo wydają dzieci za mąż. W „Pacyfistach” ich latorośle kończą podstawówkę. Podobna jest też intryga, osnuta wokół ukrywania prawdziwych emocji i opinii o postępowaniu swoich vice versa. Niewiele zmieniła się lista twórców obu spektakli - zabawnie widzieć te same nazwiska w tych samych albo prawie tych samych rolach. Przyznam jednak, że „Pacyfiści”, choć mnie nie zaskoczyli, sprawili mi więcej radości. Modzelewski od czasu „Wstydu” znacznie większą wagę położył na dramatycznym suspensie. Dzieje się w „Pacyfistach” moim zdaniem znacznie więcej, niż w granej od blisko siedmiu lat komedii. A co wynika z obejrzenia najnowszej premiery Współczesnego, którą wyreżyserował Jacek Braciak? 


Całkiem sporo. To komedia, momentami błyskotliwie wpadająca w farsę. O hipokryzji naszych czasów, czyli orwellowskim niemal „dwójmysleniu”. Wyrażaniu publicznie poglądów utożsamiających jednostkę z konkretną grupą społeczną, a jednocześnie w zaciszu własnego bezpieczeństwa prezentowaniu postaw zgoła odwrotnych. Aldona (Agnieszka Suchora) to aktorka serialowa. Właśnie dostała ważną rolę. W życiu prywatnym gra zupełnie kogo innego. Matkę, żonę i osobę poglądów lewicowo-liberalnych. Wtóruje jej w tym mąż, Mariusz (Mariusz Jakus/Krzysztof Pluskota). Bardziej oportunistyczny sybaryta, dążący za wszelką cenę do unikania napięć i niepokojów. Oboje stają w obliczu trudnej decyzji. Muszą zakomunikować swoim przyjaciołom - Justynie (Monika Krzywkowski) i Julianowi (wojciech Malajkat/Jacek Braciak), że nie zgadzają się na udział ich syna w urodzinach potomka Justyny i Juliana. Mimo wielkiej przyjaźni dwóch kończących podstawówkę chłopaków uważają, że impreza jest dyskusyjna i sprzeczna z ich światopoglądem. Chodzi pozornie o strzelnicę, gdzie przyjęcie urodzinowe ma się odbyć. Pozornie. Sprawa jest znacznie głębsza i w istocie dotyka właśnie owej dwoistości myślenia i światopoglądu. Zaczyna się ciąg zabawnych, choć niepozbawionych głębszej refleksji zdarzeń. Przewidywalny? W dużej mierze tak. Ale nie razi to nadmiernie Widza, mam wrażenie. Zaciekawia tym, jak dwie bliskie sobie, a pozornie diametralnie się różniące pary rozwiążą problem. Kolejne problemy, można powiedzieć, bo po drodze pojawi się ich sporo. 


Tak. Zgadzam się, że strzelnica w tle i strzelnica jako miejsce akcji większej części aktu drugiego to zabieg czytelny. Łatwo na strzelnicy o wypadek, budzi ona kontrowersje na wielu poziomach. Ociera się o stosunek do myślistwa, obawy wojenne. Można na niej umieścić wątki dotyczące zatrudnianych wszędzie Ukraińców. Można w broni szukać romantycznego symbolu męskości, sprawcy ludzkich tragedii. Jest także wyzwalaczem przemocy, daje poczucie władzy. Strzelanie to magia łączenia procedury z dążeniem do doskonałości. I wszystko to w „Pacyfistach” jest. Mariusz, zadeklarowany przeciwnik przemocy zmienia się w fascynata strzelectwa. Dwukrotnie broń staje się narzędziem przemocy w rękach bohaterów. A dzieci? Te są w tle. Wiszą nad bohaterami „Pacyfistów” ich komplikujące się losy. Stanowią klucz do rozwiązania intrygi. 


Spodobał mi się ten spektakl. Przede wszystkim wspominany już tekst Marka Modzelewskiego. To nie jest szekspirowski „Makbet”, czy strindbergowska „Gra snów”. Cóż z tego? Bardzo sprawnie napisane, dynamiczne i wciągające widowisko powstało na scenie Współczesnego. Idąc dalej, moim zdaniem Modzelewski napisał „Pacyfistów” w tak uniwersalny sposób, że można ich bez żadnych w zasadzie zmian adaptacyjnych wystawiać w teatrach całego świata. Oczywiście teatrach komediowych, mieszczańskich (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). Nie ma tu eksperymentowania z formą, nadmiernych zawiłości psychologicznych. Bo to zupełnie nie taki teatr. I dobrze. 


Teatr Współczesny, rękami Jacka Braciaka, podaje Widzom zręcznie zrobioną, zabawnie napisaną komedię z refleksyjnym podszyciem. Można się na niej zdrowo roześmiać, można po obejrzeniu także oddać się refleksjom nad marnością postaw współczesnego człowieka. Tego, który społeczne zaangażowanie traktuje jako element strategiczny w kampanii budowania własnego wizerunku. 


I jeszcze jedna ciekawostka. Zatrzymałem się przy tej scenie w trakcie śledzenia „Pacyfistów”. Zwróćcie Państwo, oglądając spektakl, uwagę na moment gdy w drugim akcie Aldona rozmawia z Mariuszem tuż po przyjeździe na strzelnicę. To sam początek tego aktu. Pierwszy raz usłyszałem w teatrze, nie oglądam oczywiście wszystkich spektakli w Polsce, realny często obserwowany współcześnie dialog na temat Ukraińców w Polsce. Do tej pory ukrywano tego typu wypowiedzi w mgiełce politycznej poprawności. Tutaj wreszcie - nie. I za to kłaniam się tak Autorowi, jak Twórcom. Teatr współczesny, moim zdaniem, nie może być cukierkowo wyidealizowanym obrazem świata jedynie słusznej propagandy. Jest z krwi i kości tego, co dzieje się równolegle z jego egzystencją. Tak, jak ma to miejsce w „Pacyfistach” Marka Modzelewskiego. 


OBSADA:

JUSTYNA

Monika Krzywkowska

ALDONA

Agnieszka Suchora

MARIUSZ

Mariusz Jakus/Krzysztof Pluskota (gościnnie) 

JULIAN

Wojciech Malajkat/Jacek Braciak (gościnnie)


TWORCY

Autor

Marek Modzelewski

Reżyseria

Jacek Braciak 

Scenografia i kostiumy

Witek Stefaniak




Komentarze

Popularne posty