Obrazy z Aspen
Na początku urwijmy łeb hydrze: Ten spektakl zamiast: „Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat” powinien mieć na plakacie napisane: „Obrazy z Aspen - spektakl inspirowany tekstami Rebeki Solnit”. I całego zamieszania by nie było. A tak powstała burza w szklance wody wokół zabawnego, lekkiego spektaklu który - mam wrażenie - sam z tej burzy drwi.
Dlaczego? Bo Twórcy „Mężczyzn…”, czyli reżyserująca Klaudia Gębska i autor scenariusza Mariusz Gołosz, sami stali się postaciami z mansplainingu. Ktoś musi objaśniać im ICH świat. Nie biorą odpowiedzialności za własną jego wersję, która bardzo umiejętnie a wręcz błyskotliwie zawarli w widowisku na Scenie Studio warszawskiego Teatru Narodowego. Dlaczego tak zrobili? Dlaczego uważają, że wypisanie ich nazwisk wielkimi literami na plakacie jest gorszym rozwiązaniem, niż umieszczenie tam imienia i nazwiska amerykańskiej publicystki? Słodka to dla mnie tajemnica.
Dość. Nie dajmy się zwariować burzy, która w najlepszym wypadku zmąciła wodę w szklance. Idziemy na widownię. A tu, czy w zasadzie z jej perspektywy, oglądamy ponad sto minut lekko napisanej, z humorem zagranej i ciekawie wyreżyserowanej historii. Komedia? Trudno jednoznacznie taką tezę obronić. Są w „Mężczyznach” wątki poważne, są komediowe. Jest fantastycznie drążący sobie drogę w wyobraźni spektakl o świecie. Ludziach i korytarzach, którymi kroczą.
Czy jest to rzecz o dyskryminacji płci? Nie jestem pewien. To bardziej spektakl o poniżaniu i wywyższaniu. Ponad podziałem płciowym. Głos rozsądku w społeczeństwie, które przyjmuje za pewnik że jeśli ktoś krzyczy to niechybnie ma rację. Tak. Sporo scen dotyka relacji mężczyzny objaśniającego kobiecie świat. Taka jest kapitalna rozmowa wokół zamawiania w restauracji ostryg w cieście, gdy Nauczyciel (znakomicie w obu swoich rolach się prezentujący Wiesław Cichy, bo jako Niedźwiedź jest po prostu uroczy gdy drapie się po policzkach i przeciera niedźwiedzie ślepia) poucza jak być, żyć i jeść Magdę (Kinga Ilgner zagrała w tym spektaklu kilka postaci i każda wyszła brawurowo). Jednak scena ta odnosi się, moim zdaniem, do sytuacji uniwersalnej. Kompleksy, tłumione latami obawy, chęć imponowania i wreszcie zwyczajny sytuacyjny stres wielokrotnie tak się ujawniają. Czy ktoś zna stereotyp „złej teściowej”? Mamusi pani domu, która wtrąca we wszystko. Stara się dyrygować każdym posunięciem młodego pokolenia i w każdej sytuacji ma przygotowane jedynie słuszne rozwiązanie. Przyznają Państwo, że trudno podejrzewać teściową o bycie mężczyzną. A przecież nie robi niczego innego niż objaśnianie świata w ujęciu spektaklu Klaudii Gębskiej.
Brawurowe, moim zdaniem są w „Mężczyznach…” dwie postaci. Padowanka Patrycji Soliman i Kelner-Agent Cooper Piotra Kramera. Soliman zagrała wspaniale zagubioną w świecie pustego wrzasku, wrażliwą i delikatną panią doktor biologii. To osoba, której świat starają się objaśnić wszyscy dookoła choć nie mają o nim zielonego pojęcia w porównaniu z wiedzą Padawanki. Jej skromność, pokora wobec oczekiwań i interesu innych jest autodestrukcyjna. Jednak nadal uważam, że pokazana została nie sytuacja kobiety w zmaskulinizowanym świecie. To los mądrego, acz defensywnie nastawionego człowieka w czasach mainstreamowego łupania byle czym w bylejakość. Podobnie rzecz ma się z rewelacyjnymi postaciami granymi przez Piotra Kramera, który moim zdaniem „stworzył” ten spektakl. Jego Kelner to kręgosłup „Mężczyzn…”. Wszystko tu dzieje się wokół jego wystudiowanych, usztywnianych narzuconymi regułami luksusowego hotelu gestów i zachowań. A metamorfoza, gdy staje się Agentem Cooperem i na kilka ledwie chwil wydobywa ze świata usłużnej uległości - doskonała. Kelner to także rzecz o objaśnianiu świata. Poddaniu się presji otoczenia i reguł nim rządzących. Umyka z randki z Agnieszką (Zuzanna Saporznikow w tej roli kapitalna) czując, że nie jest traktowany sprawiedliwie. Randka w jego wyobrażeniu i obawach zmierza ku supremacji kobiety nad chłopakiem tylko dlatego, że ten stoi nisko w hierarchii społecznej i jest niejako skazanym na przedmiotową rolę w karuzeli objaśniania świata. A ich relację wieńczy piękna, delikatna, wzruszająca scena gdy w końcówce spektaklu siadają naprzeciwko siebie. On, kelner i ona, Agnieszka. Znikają stereotypy, uprzedzenia. Ich świat, świat młodych ludzi, pokazuje staremu porządkowi społecznemu gest Kozakiewicza. Będą żyć według własnych reguł. Szanować się gdy na szacunek będą zasługiwać. Miłością odpowiadać na miłość, a wrażliwością na wrażliwość. Nie potrzebują do tego felietonów o roli kobiety w społeczeństwie i mentorstwie mężczyzn. Są wolni. Od przemożnej, ludzkiej potrzeby gloryfikowania hałaśliwych głupców. Świetna scena, dająca nadzieję że ludzkość wywinie się z zakrętu wiecznego pouczania i objaśniania sobie nawzajem świata. Wszystkim przez wszystkich.
Kiedy dołożymy do tego korowodu postaci kasandryczną rolę Anny Lobedan - jej głos jak brzmienie struny zmącającej melodię, gdy opowiada historię gwałtu i znakomite partie wokalne, poznamy świetnie wykreowane Kamilę i Laurę Palmer przez Edytę Olszówkę, mielibyśmy całość. Ale jest jeszcze bonus. Po uniwersum spektaklu, objaśniając go, prowadzi widzów sama Rebecca Solnit. Dynamiczna biznes woman w świecie, który sama na swoje potrzeby widzi takim, jaki jest dla niej najwygodniejszy. I zderza się z rzeczywistością. Ten świat pokazuje jej nie tyle miejsce w szeregu. Pokazuje jak została przezeń wykorzystana, przenicowana. Jak naiwne myślenie o własnej wartości zostaje zredukowane przez prozaiczne sytuacje. Apartament „Rebeki Solnit” w luksusowym hotelu nie jest nazwany tak dlatego, że zawsze jest do dyspozycji Rebeki. To chwyt marketingowy, zręcznie zastosowany aby napędzać klientów górskiemu resortowi. Rebecca objaśnia nam, widzom, świat. Pusty, merkantylny, oparty na wykorzystywaniu czego się da i jak się da aby grając na potrzebie łechtania własnego ego przez maluczkich doprowadzać ich do głębszego i głębszego sięgania do kieszeni. I końcowa przemiana tej postaci. Rebecca sama chce stać się padowanką, czyli uczestniczką szkolenia aby nauczyć się reguł gry zwanej potocznie życiem. Rolę Rebeki gra - swietnie, z wyczuciem, zabawnie i zarazem mądrze - Aleksandra Justa. Kłaniam się po męsku, kapeluszem do ziemi.
Po widowni przemknęła wieść, że bilety na „Mężczyźni objaśniają mi świat” w Teatrze Narodowym są wyprzedane do końca sezonu. Jeśli tak - trzeba „zawalczyć” o wejściówki i apelować do Dyrekcji o ewentualne dodatkowe spektakle. Nie uda się? Polować w kolejnym sezonie. Bo to świetna rozrywka i bardzo ciekawy głos w dyskusji o dominacji człowieka nasd człowiekiem w oszalałym świecie wrzasku i manify.
reżyseria: Klaudia Gębska
adaptacja: Mariusz Gołosz, Klaudia Gębska
scenariusz: Mariusz Gołosz
dramaturgia: Mariusz Gołosz, Patryk Kozłowski
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Julia Furdyna,Zofia Tomalska
muzyka: Olga Pasek
choreografia: Magdalena Kawecka
asystentka reżyserki: Katarzyna Kłosowska
inspicjenci: Katarzyna Kłosowska / Adam Borkowski
Obsada
Aleksandra Justa - Rebecca
Patrycja Soliman - Padawanka
Kinga Ilgner - Magda
Edyta Olszówka - Kamila, Laura Palmer
Zuzanna Saporznikow - Agnieszka
Anna Lobedan - Kasandra
Piotr Kramer - Kelner, Agent Cooper
Wiesław Cichy - Nauczyciel, Niedźwiedź
Realizatorzy
realizatorzy światła: Bartłomiej Frysztak, Kacper Bobylak
realizatorzy dźwięku: Piotr Gos, Marek Wojtulanis


Komentarze
Prześlij komentarz