Dwugłos o ludzkiej egzystencji
Na Scenie Kameralnej warszawskiego Teatru Polskiego zamieszkały dwa opowiadania Olgi Tokarczuk. Przenosi je na nią Igor Gorzkowski, a spektakl to „Otwórz oczy”. Jak wyglądają miniatury teatralne pisarki słynącej z potężnych, rozbudowanych fabuł i głębokiej refleksji?
Moim zdaniem - co najmniej dobrze. Pierwsza, „Otwórz oczy już nie żyjesz” to kapitalna, mądra zabawa dla uważnego widza. Struktura opowieści przypomina rasowe kryminały Agathy Christie, fabuła łączy poetykę Sławomira Mrożka i Witolda Gombrowicza. Zaszyte drugie dno - tu już odnajduję właśnie to, co najbardziej cenię w literaturze Olgi Tokarczuk - refleksję nad istotą egzystencji człowieka. Mierzącego się ze światem zmieniającym się i przyspieszającym, niczym kamienna lawina.
Świetnie zaplanowana została scenografia. Honza Polivka dzieli scenę na dwie nierówne części. Z tyłu, mniej więcej jedna trzecia jej powierzchni jest zabudowana współczesną nam kuchnią w przeciętnym mieszkaniu. Umieszczono kuchnię na cokole, aby nie została zasłonięta tym, co zajmuje dwie trzecie z przodu sceny. Tu fotele, sofa i dwoje bocznych drzwi ze schodami. Dlaczego świetnie? Bo Polivka swoim projektem znakomicie rozdziela dwa światy konieczne do wyraźnego zaakcentowania w widowisku - realny, w którym na co dzień funkcjonuje C (Anna Cieślak) - czytelniczka kryminałów i fikcyjny, zamieszkiwany przez postaci z czytanej przez nią powieści.
Teraz czas na fabułę. Jest zawirowaniem. Inteligentnym żartem, czy też koktajlem statecznego kryminału według zasad Christie, groteskowych postaci iście gombrowiczowskich oraz mrożkowego absurdu sytuacyjnego. C kupuje powieść. Czyta. Ale po przeczytaniu jednej trzeciej konstatuje, że dzieje się tu zbyt mało. Fabuła wciąga, jednak nie spełnia jej oczekiwań. Chciała powieści kryminalnej. W tej natomiast jest napięcie, ale brakuje najważniejszego, co buduje kryminał. Nie ma trupa! Odbywa zatem cykl wycieczek do wnętrza fikcyjnego świata, w którym po kolei morduje bohaterów swojej powieści. A ci są jak najbardziej z ulubionym przez C gatunkiem literackim związani. Rzecz bowiem dzieje się w pałacyku we Flandrii, będącym we władaniu Ulriki (Ewa Makomaska) Ekscentryczna pani domu zaprasza w swoje progi światowej sławy twórców powieści kryminalnych, czyniąc pałacyk azylem twórczym. Przybywają zatem John Longfellow (Krystian Modzelewski), Anne-Marie du Lac (Marta Kurzak), Lou Jakiśtam (Michał Kurek) i Frucht-Płodowski (Adam Biedrzycki). Goście, wraz z zahukaną i całkowicie podporządkowaną woli Ulriki panną Schatzky (Katarzyna Lis jest jak żywcem wyjęta z Gombrowicza - świetnie zbudowała tą postać, proponuję obserwując spektakl nie spuszczać z niej oka. Ona gra to kapitalnie. Z szacunkiem dla detali. Uważnie. Kawał świetnej pracy aktorskiej), oddają się towarzyskiej grze kryminalnej. Dla C to nie do przyjęcia. Bierze w ręce nóż i sprawy fabuły…
Tu do gry wchodzi Olga Tokarczuk już w czystej postaci. C, stanowiąca kręgosłup fabuły tej opowieści, jest uosobieniem współczesnego konsumenta kultury, wychowanego na kulcie wydarzenia. Kryzysu i emocji. Oczekuje tragedii, dramatu, akcji. Oczekuje od literatury dynamiki i kontrastu w stosunku do powolnego biegu własnej, szarej rzeczywistości. Szuka w sztuce antidotum na swoje życie, będące klasycznym odbijaniem się od ścian, dzieci, męża. Nie znajdując w powieści tego, czego się domaga, sama „podkręca” jej tempo do takiego jakiego się spodziewała: Po kolei morduje wszystkie dostępne postaci. Przerażająca jest głębsza konstatacja, wypływająca z tej miniatury - nasz skrypt rozrywki, idealnej opowieści, to obraz machiny wciąż napędzanej kolejnymi zbrodniami, stanowiącymi istotę zabawy. Nie jest istotne nawet konwencjonalne zakończenie kryminału, czyli rozwiązanie zagadki i wskazanie winnych. To ma trwać. Jak taniec Śmierci na zgliszczach ludzkiej idei. Zanim C pozabija wszystkich bohaterów swojej książki przed blokiem, w którym mieszka pojawia się policyjny radiowóz. Tu opowieść się urywa, zostawiając nas w świetnym rozchwianiu między światem realnym a fikcyjnym. Absurdem groteskowej historii a jej głęboko filozoficznym brzmieniem.
Akt drugi, druga zupełnie inna historia, to inscenizacja „Próby generalnej”. Świetna, półgodzinna mikro przypowieść. Moim zdaniem dla wielu widzów może być trudna do przyjęcia. Jak rozmowa o tym, co w realnym świecie wypieramy, staramy się w myślach ominąć. Zagłada. Jej nieuchronność, nadciągająca na człowieka pozostawionego samemu sobie. Pytanie o codzienność w obliczu utraty prawie wszystkich wytworów współczesnej cywilizacji. Skutek wojny nuklearnej? Konwencjonalnego ataku chemicznego? Katastrofy wywołanej przez człowieka? A może klęski żywiołowej? Tego początkowo nie wiedzą Marek (rewelacyjny Henryk Niebudek budujący postać człowieka wycofanego, racjonalnie postrzegającego nieuchronność zagłady) i Maciej (Krystian Modzelewski swoją rolą świetnie rezonujący z postacią Marka - agresywny, starający się walczyć. W obliczu klęski unicestwienia nie opuszczający rąk). Ich dialog jest tym, co często zapewne dzieje się w głowie człowieka. Rozmowa o postawach wobec hipotetycznego końca naszego świata. Jakim będzie? Co pozostanie? Jak długo będziemy umierać w coraz bardziej zawężających możliwości naszych działań realiach? Czym jest ów koniec i czy jest zbawienie? Umrzemy? Uśniemy? W spektaklu nie pada określenie, którego czasem używamy wobec śmierci zwierzęcej. To, które w odniesieniu do ludzkiej oznacza jej niską jakość. Nie ma takiej potrzeby. To delikatna, koronkowa konstrukcja. Szkic. Trzeba się w nią zanurzyć. Wsłuchać. Uwolnić wyobraźnię. Inaczej te pół godziny nie wybrzmi. Nie dotrze do świadomości. A warto.
Bohaterów „Próby generalnej” odwiedza para sąsiadów. On (Adam Biedrzycki) przynosi wieści o skali zagłady, wywołanej jak się okazuje trzęsieniem Ziemi. Nie ma już Ameryki, Japonii. Pod wodą znalazła się Holandia. Zniszczone elektrownie atomowe zatruły atmosferę. Wojna? W obliczu kataklizmu, jakim z ludzkości czyści się planeta, wojna w naszym rozumieniu okazała się jedynie igraszką. Czymś nieistotnym. Zapatrzeni w jej groźbę, w swoje partykularne interesy, nie dostrzegliśmy że świat jest zwyczajnie ludzkością zmęczony. I jednym potrząśnięciem jest ją w stanie unicestwić. Zepchnąć z siebie jak cienką warstewkę błota.
Nad wszystkim króluje „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga. Piętnastowieczny tryptyk ukazujący Chrystusa sądzącego uczynki wstających z grobów i oczekujących na wyrok istnień ludzkich. Nieliczni sprawiedliwi wstępują do Królestwa Niebieskiego. Jednak większość wskrzeszonych podąża drogą piekielną. Ku kraterom wypełnionym wiecznym ogniem potępienia. Czy „Próba generalna” to już Sąd Ostateczny? Ostatnie ostrzeżenie? Próba naszego zachowania w sytuacji nieuchronnej zagłady? Jedno jest pewne. Człowiek w ostatniej godzinie, jako Tokarczuk rzecze i opisuje, jest sam. Dążenie do scalania w resztkę społeczności nie ma racji bytu. Społeczność tworzy się w imię osiągania wspólnej korzyści. Gdy jej nie ma - idea wspólnotowa traci sens.
Nie wiem, która z tych opowieści ciekawsza. Która wywołuje większe doznania emocjonalne, intelektualne. „Otwórz oczy” w Teatrze Polskim, na jego Scenie Kameralnej, to widowisko dla osób lubiących teatr snów. Pobudzający do myślenia. I jednocześnie wymagający wyobraźni. Kto szuka klasycznej kawy na ławie - tu się moim zdaniem nie pożywi. Dla mnie w każdym razie była to wielka, ożywcza przyjemność. Niezmiernie wysoko cenię teatr filozoficzny. Dotykający istoty ziemskiej egzystencji naszego gatunku. Takim właśnie jest spektakl Igora Gorzkowskiego.
Twórcy
Autor:
Olga Tokarczuk
Reżyseria:
Igor Gorzkowski
Adaptacja:
Irek Grin
Scenografia:
Honza Polivka
Kostiumy:
Joanna Walisiak
Reżyseria światła:
Igor Gorzkowski
Muzyka:
Lyubava Sydorenko
Projekcje:
Adam Rosołowski
Asystent reżysera / Inspicjent:
Mateusz Karoń
Suflerka:
Marta Alaborska
Producentka wykonawcza:
Karolina Borzymowska
Zdjęcie na plakacie:
Karolina Jóźwiak
Obsada
„Otwórz oczy, już nie żyjesz”:
_
C.:
Anna Cieślak
Ulrika:
Ewa Makomaska
John Longfellow:
Krystian Modzelewski
Anne-Marie du Lac:
Marta Kurzak
Lou Jakiśtam:
Michał Kurek
Frucht-Płodowski:
Adam Biedrzycki
Panna Schatzky:
Katarzyna Lis
Komisarz Fontane:
Henryk Niebudek
„Próba generalna”:
_
Marek:
Henryk Niebudek
Maciej:
Krystian Modzelewski
Sąsiadka:
Anna Cieślak
Sąsiad:
Adam Biedrzycki

Komentarze
Prześlij komentarz