Deklinacja Iwony
Witold Gombrowicz opublikował „Iwonę księżniczkę Burgunda” w 1938 roku na łamach „Skamandra”. I zaczęło się. Dramat jest piękny, wieloznaczny. Pozwalający reżyserom rozwinąć wodze fantazji, a widzom odczuć nieziemską frajdę szukania odpowiedzi na stawiane ze scen teatralnych pytania. Z wielu scen, przecież „Iwona…” to kanon. Arcydzieło. Kuszące jak poszukiwanie Świętego Graala. Anna Augustynowicz reżyseruje najnowszą inscenizację dramatu Gombrowicza w warszawskim Teatrze Ateneum. Nie po raz pierwszy spotyka się z tym tekstem. A co opowiada Jej widowisko? Aby odpowiedzieć na to pytanie pozwoliłem sobie odmienić „Iwonę księżniczkę Burgunda” przez przypadki.
Mianownik: Kto? Co? Iwona księżniczka Burgunda - czyli prostaczka? Postać karykaturalna, stanowiąca sumę wszystkich obaw o śmieszność, które drzemią w człowieku „podającym się” za obytego. Iwona Anny Augustynowicz jest zwierzęca. Stuka podkutymi butami w deski sceny, kojarząc się z ujarzmioną klaczą pociągową. U progu czy u schyłku żywota? Kuli się pod biczem spojrzeń, smagana nimi przez pozostałych bohaterów dramatu. Jest fantastycznie zagrana przez Karolinę Charkiewicz. Trudna to rola, prawie pozbawiona kwestii mówionych. Grać trzeba ciałem. Wyginać je w takt szamocącego arkanu-smyczy, na której trzymają Iwonę kolejne postaci, ich społeczne stosunki. Jej od nich zależności. Pojawia się przykuwając uwagę. Staje się centrum gombrowiczowskiego rozważania o człowieczym jądrze psychiki. Dominuje na scenie i poza nią gdy, skryta jedynie w świadomości pozostałych bohaterów, skupia na sobie ich myśli.
Dopełniacz: Kogo? Czego? Iwony księżniczki Burgunda zaczyna obawiać się establishment, który wykreował ją dla żartu, dla zaspokojenia potrzeby pozorowanego miłosierdzia. Staje się ich wyrzutem sumienia. Dręczącym kolcem, który przebijając kotary prywatności wdziera się w najciemniejsze głębie tych istot. Męczy wyrzutami sumienia genialnie zagranego przez Przemysława Bluszcza Króla Ignacego, który widzi w „cimcirymci” powidok młodzieńczej zbrodni. Boi się. Strach zaczyna władać królewskim pałacem. Strach ogarnia także królową Małgorzatę, znakomicie wykreowaną przez Marię Ciunelis. Inny to jednak rodzaj trwogi. Obawa przed demaskacją skrywanych marzeń o gibkości. Lekkości i polocie, niedostępnym dla umysłów pozbawionych artystycznej kreacji. Królowa pisuje poezję. W niej zaklina swoje pragnienia. Jednak forma umyka treści. Treść ciąży jak kotwica. Ujawnienia własnej niemocy królowa boi się najbardziej. A Maria Ciunelis jest po prostu kapitalna. Dowód? Argument? Scena dylematu, czy otruć Iwonę. Popis aktorski i popis wysmakowane projekcji wideo, autorem tej ostatniej jest Wojciech Kapela.
Celownik: Komu? Czemu? Iwonie księżniczce Burgunda przygląda się książę Filip (Maciej Musiałowski). W jej szczególnej, niepospolitej brzydocie stara się odnaleźć wartość. Niedoskonałość uczynić walorem i dookoła Iwony zbudować siebie. Opleść ją własnymi perwersjami, realizować na jej bierności swoje okrucieństwa fizyczne i psychiczne. Ma Iwona stać się spluwaczką dla jego żądz władzy nad człowiekiem traktowanym przedmiotowo. Poddaną i zależną od książęcego kaprysu. Finalnie sam w tej pętli pragnienia staje się groteskowym kaprysem. Smutno-śmiesznym widmem uzurpatora, które rozbija się o własną niemoc.
Biernik: Kogo? Co? Iwonę księżniczkę Burgunda stawia na piedestale establishment. Czyni z niej symbol postaci nijakiej w świecie gloryfikującym jakość. Zapętlonym w absurdzie pozorów, a realnie będącym właśnie nijakością. Poszukiwaniem wartości w powtarzalnych rytuałach, napędzających same
siebie. Świetnie w spektaklu Anny Augustynowicz wypada scena pokłonu powitalnego. Namawianie Iwony aby ów skłon przed koronowanymi głowami uczyniła, prowadzi do sytuacji odwrotnej. Kłania się jej cały, stojący na froncie sceny, dwór. Ona zaś, okupująca ustawiony w rogu cokół, góruje nad nimi i zamienia się w symbol. Totem nijakości, której pokłon bije świat za jakość się podający. Komu kłaniamy się we współczesnym świecie? Co stanowi wartość a co jej antytezę, zdaje się wołać do widzów ta scena. Nijakość jest wartością gdy jakość tak zdecyduje? A może w nijakości drzemie wartość pierwotna, oparta o godność?
Narzędnik: Z kim? Z czym? Z Iwoną księżniczką Burgunda królestwo ma kłopot. Stosunek do niej ewoluuje. Od szyderczego lekceważenia dla postaci pozostającej poza przyjętymi definicjami jakości, przez litość dla niezawinionej brzydoty. Aż do panicznego strachu, gdy milcząca, monumentalna Iwona zaprzątnąwszy im myśli zaczyna prać brudy i otwierać szkatułki tajemnic, których nikt z bohaterów dramatu Gombrowicza na światło dzienne wypuścić nie chce. Jest Iwona Pandorą, królową mnóstwa pozamykanych puszek. Uwalniając z nich tajemnice uwalnia skrywane żądze i pragnienia. Rozbija od środka rządzące królewskim dworem zależności. Staje się zagrożeniem dla jego chwiejnie bezpiecznej egzystencji. Lękiem przed byciem nijakim w realnym świecie, przed którym Gombrowicz panicznie umyka.
Miejscownik: O kim? O czym? O Iwonie księżniczce Burgunda zaczyna się na królewskim dworze rozprawiać. Budując psychologiczne napięcie wokół tej postaci, stwarza się w spektaklu paradoks. Słabość staje się siłą. Strach odwagą. Nuda fascynacją. Brak popędu lubieżnością. W chaosie jaki Iwona wnosi, w jej niczym nieuzasadnionej i niezrozumiałej dla dworu milczącej wyniosłości, rodzi się żądza mordu. Usunięcia zagrożenia w myśl zasady, że najbardziej boimy się nieznanego. Skoro nie umiemy przeniknąć, poznać, zrozumieć a przede wszystkim podporządkować sobie - należy eliminować. Kulminacyjna scena, poprzedzona świetnym dialogiem Króla z Szambelanem o karaskach, zapowiada katastrofę. Szambelana w sposób brawurowy zagrał Adam Cywka. Jego bohater to wyrafinowane, perfidne zło. Pozbawione sumienia, skupione na usuwaniu z dróg własnych i królewskich wszelkiego zagrożenia. Symbolem tej perfidii stają się karasie w śmietanie. Trudna ryba, jak stwierdza szambelan dążąc do zadławienia Iwony ością. Jej śmierć jest dla niego oczywistym zdarzeniem, które ma znaczenie jedynie jako niezbędne wyeliminowanie kolejnej niedogodności z pola dworskiego widzenia. Bez moralnych konsekwencji. Bez wyrzutów sumienia. Świat Szambelana nie wytworzył miejsca na tolerancję. Jest wypełniony gromadzeniem jedynie korzyści.
Wołacz: O! Iwona księżniczka Burgunda! Poruszający, świetnie wyreżyserowany spektakl w warszawskim Teatrze Ateneum. Anna Augustynowicz uniknęła tym razem pułapek w jakie, mam wrażenie, wpadła jej „Matka” Stanisława Ignacego Witkiewicza, którą w Ateneum wystawiła w kwietniu 2024 roku. Główna z tamtych pułapek zawierała się w skrótach i uproszczeniach inscenizacji wobec pierwotnego tekstu. Tu Gombrowicz mówi pełnym głosem. Jego „Iwona…” została potraktowana z należytą uwagą. Przeczytana i zaproponowana jako znakomity materiał do przemyśleń i dyskusji. A wszystko to w szarej scenerii, przynoszącej na myśl pustkę wypełniającą duchowe wnętrze zaludniających scenę postaci. Obawiałem się, czy Marek Braun zaproponuje coś, co będzie różnicą w stosunku do jego konstrukcji scenicznej ze wspomnianej „Matki”. Jest wiele podobieństw do tamtej scenografii. A zarazem mnóstwo różnic. Tu uzasadnia się każdy element projektu. Jest po coś i jakiś. Dostarcza niezbędnego środowiska dla zbudowania napięcia i dramaturgii. Bez niej nie ma „Iwony księżniczki Burgunda”.
Nie wierzycie Państwo? Zobaczcie sami w Teatrze Ateneum.
P.S. Z przyjemnością odnotowuję gościnny występ studentki warszawskiej Akademii Teatralnej, Katarzyny Łubik. O debiucie mowy nie ma, pani Katarzyna zagrała kilka razy brawurowo na scenie Teatru Collegium Nobilium, zatem Jej Iza w "Iwonie..." to kolejny etap aktorskiej przygody. Jest sprawna, dynamiczna, gibka i ponętna. Tak jak na Izę, która staje się antidotum Iwony, przystało. Można napisać, że Szekspir dał Aktorom marzenie - zagrać Hamleta. Gombrowicz stworzył w swoim dramacie aż trzy role-marzenia dla Aktorek: Izę, Iwonę i Królową. Katarzyna Łubik pierwszą ma już zaliczoną. Życzę Jej równie świetnych kolejnych spełnianych marzeń.
OBSADA
KRÓL IGNACY - Przemysław Bluszcz
IWONA - Karolina Charkiewicz
KRÓLOWA MAŁGORZATA - Maria Ciunelis
SZAMBELAN - Adam Cywka
CYPRIAN - Paweł Gasztold-Wierzbicki
CIOTKA IWONY - Katarzyna Łochowska
KSIĄŻĘ FILIP - Maciej Musiałowski
INNOCENTY, WALENTY, KANCLERZ, MARSZAŁEK, WIELKI SĘDZIA, DOSTOJNIK, ŻEBRAK - Bartłomiej Nowosielski
CYRYL - Krystian Pesta
DAMA DWORU - Maria Witkowska
CIOTKA IWONY - Sylwia Zmitrowicz
IZA - Katarzyna Łubik (gościnnie)
DAMA DWORU - Małgorzata Nowińska (gościnnie)
TWÓRCY
AUTOR TEKSTU - Witold Gombrowicz
REŻYSERIA - Anna Augustynowicz
SCENOGRAFIA - Marek Braun
ŚWIATŁA I PROJEKCJE - Wojciech Kapela
KOSTIUMY - Tomasz Armada
ASYSTENT KOSTIUMOGRAFA - Filip Holak
MUZYKA - Jacek Wierzchowski
ASYSTENTKA REŻYSERA - Paulina Staniaszek
SUFLERKA - Joanna Trzcińska/Anna Żelazowska
INSPICJENT - Wojciech Gratkowski/Agnieszka Hornowska/Jerzy Kacperski


Komentarze
Prześlij komentarz