Autoportret w biegu

Zaczyna się od mocnego uderzenia. Z ciemności snop światła wyławia osłonięta bukietem kwiatów postać. Ta rusza w takt muzyki. Zaprzecza teorii grawitacji. Zaprzecza ludzkiej anatomii. Szybkie, precyzyjne ruchy. Napięcie mięśni, zmiana ułożenia ciała. Ręka, stopa, dłoń, łydka. Przenosi się nacisk z mięśnia na mięsień. Kości na kość. Pracują ścięgna. Wytrenowane i napięte ciało staje się plastyczne, zamienia w narzędzie do obrazowania dźwięku. Bo zgranie z muzyką w tym widowisku będzie już przez cały czas stanowić wyznacznik. Nagle zamiera. Bukiet rozsypuje się po scenie. Światła. Zamiast muzyki słychać burzę braw. Tancerka kłania się. Odruchowo zaczynamy klaskać, choć na widowni spędziliśmy ledwie kilka minut. 


Tak zaczyna się „Autoportret choreograficzny” Alisy Makarenko. Ukraińskiej pani choreograf, tancerki. Pani psycholog, która stworzyła własną metodę nauki sztuki tanecznej - mov_improv_ment. Przypuszczam, że Alisę Makarenko znacie Państwo doskonale. Może nawet sami o tym nie wiecie? Czy zagłębiacie się w listy twórców oglądanych spektakli? To Ona stoi na przykład za choreografią nieźle przyjętej „Witkacji”, warszawskiego Teatru Rampa. Ona tańczy rolę jednej z saren w pięknym wizualnie „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w łódzkim Jaraczu. I wielu, wielu, wielu innych widowiskach których jest twórczynią. 


Choreograf. Scenograf. Projektant video. Reżyser świateł. Często zapominamy o Ich pracy. O tym, że bez Ich pomysłu, artystycznych wizji, kreacji - teatralna baśń byłaby szara i płaska. Lubię patrzyć na spektakle całościowo. Wyławiać z ich konstrukcji poszczególne elementy. Zwracać uwagę na szczegóły scenografii, błysk reflektorów. Na ruch sceniczny i ilustrujący widowisko film. Lubię myśl, że teatr jest jak wielkie, rozbudowane państwo-miasto. Funkcjonuje jako synergia, albo wcale. 


Makarenko jest jednym z kół zamachowych tak pojmowanego teatru. Ona, a w zasadzie jej pomysł na choreografię. Aktor, prowadzony myślą reżysera, radzi sobie do momentu gdy dociera do granicy. Za nią jego krok zamienia się w taniec. Wypowiedź w śpiew. Płynny ruch, zaczynają pracować kolejne grupy mięśni. Startuje machina zabierająca widzów w baśniowy świat sztuki. Obok reżysera na fotelu pilota zasiada właśnie choreograf. 


Ale wróćmy do Jej „Autoportretu”. Taniec współczesny. Wiele razy słyszałem o nim, że jest niezrozumiały. Widzowie klasycznego teatru obawiają się go, bo wieloznaczność ich niepokoi. Czy w meandrach tanecznej sztuki odnajdą właściwą interpretację? Tłumaczenia o tym, że odbiór jest kwestią subiektywną - nie działają. W „Autoportrecie” jest zupełnie inaczej. Klarowny, logiczny ciąg zdarzeń. Tu nie gubią się nawet małe dzieci. A na widowni kilkoro było i oglądały widowisko z zainteresowaniem. 


Nic dziwnego. To się świetnie ogląda i znakomicie odczytuje treść. Obok Alisy Makarenko na scenie jest Mariusz Lubawy. Świetny w tańcu, wyrazisty w interpretacji aktorskiej. Stanowi wsparcie, lustro, kontrapunkt dla tanecznych przygód głównej bohaterki. A poza sceną? Czuwa odpowiedzialny za dramaturgię Maciej Sikorski. Muzycznie buduje narrację w widowisku Wiktor Klimaszewski, a jak już napisałem, dźwięk jest tu jak zespawany z ruchem scenicznym. No i oczywiście praca świateł. Za to z kolei wzięła się ze znakomitym skutkiem Paulina Góral. Dobre oświetlenie w spektaklu tańca współczesnego jest niezwykle ważne. Widz musi dostać możliwość postrzegania każdego ważnego detalu. Ta ekspozycja jest nieodzowna dla pełnego zrozumienia, odczucia tego, co dzieje się na scenie. 


Od premiery do premiery. Obserwujemy podróż twórcy przez slalom teatralnego życia. Gdy gasną światła i cichnie szum w foyer, opadają emocje. Kolorowy ptak staje się człowiekiem. Zakłada codzienne ubranie. Wychodzi w wieczorny szum poza teatralnego świata. Dom. Hotel. Pokój gościnny w teatrze. Pusto. Doskwiera ten dysonans, jaki powstaje gdy nagle człowiek musi przeskoczyć z maksymalnego skupienia, napięcia. Koncentracji i wysiłku fizycznego - do ciszy. Często samotności. Już nie jest przykuwającym wzrok księciem w Państwie Melpomeny. Kupuje wodę, gotowe jedzenie. Spać. Kładzie się spać ze zmęczenia. Znam to uczucie. Przez kilka lat towarzyszyło mi w pracy w telewizji. Gasły światła, zasypiały oczy kamer. Opadały emocje. Zbieraliśmy swoje paczki i szliśmy. Każdy w e własną stronę. Scena w której Makarenko tańcem obrazuje sytuację samotnej dziewczyny na ulicy po spektaklu, a Lubawy przesuwa przez scenę w różnych kierunkach jak zapóźnieni wieczorni przechodnie jest dojmująca. Prawdziwa. Idzie się w takie dni ulicami, w głowie kłębią myśli, w uszach wciąż huczą oklaski. Kołacze jeszcze rozdygotane serce. Pusto dookoła. Cholernie pusto się wtedy robi. 


W jednym ze spektakli Teatru Studio Ramona Nagabczyńska w swojej roli mówi, że gdy tancerka kończy czterdzieści lat - telefon dzwoni jej coraz rzadziej. W „Autoportrecie” Makarenko kolejny projekt twórczy pojawiła się błyskawicznie. Jakby czaił się za rogiem. Ruszają tryby nowej maszyny pod nazwą „Premiera numer…”. Kto je liczy w natłoku wydarzeń? Pociągi  wiozą nadzieje twórców na krańce kraju. Rozmowy z urzędnikami, prawnikami. Przekonywanie i walka o swoje. Choreograf to negocjator. Przyznam, że ta część zrobiła na mnie potężne wrażenie. Nie największe. To odkładam na kolejny akapit. Ale potężne. Świetnie są zatańczone przez Makarenko i Lubawego te sceny. Nagabywanie i zaczepianie pięknej kobiety atakowanej nachalnością kolejnych adoratorów. Podróż. Rozmowa z dyrektorem. Precyzyjnie, czytelnie. Niesamowicie realistycznie to zostało odtworzone. Potem praca z aktorem na scenie. Ciężkie, zbudowane z wielokrotnych powtórzeń, godziny mozolnego programowania ruchu. Tak, aby w finalnej wersji widz mógł zachwycić się tym i oklaskiwać… aktora. Choreograf będzie wtedy już w pociągu do kolejnego teatru w innej, zupełnie innej, części swojego świata. 


Czy w tym rozhulanym wahadle jest miejsce na sprawy osobiste? „Autoportret” opowiada i o tym. Delikatnie, wzruszająco. Z wyczuciem i wrażliwością. Rozmowy z najbliższymi. Samotność spotęgowana niepewnością o ich los. O ich bezpieczeństwo. Samotność liczona setkami kilometrów i trzaskami w łapczywie chwytanym telefonie. „No, to na razie” kończy się rozmowa. A po niej jest zawsze poczucie, że mogłaby trwać jeszcze. Chociaż kilka słów dłużej. Zdań. Minut. I ta moim zdaniem najbliższa sercu, najbardziej osobista scena. Powrotu do domu. Spotkanie z kimś, kto mimo wiecznej roli tego co czeka, gra ją z cierpliwością i radością czekania. Chwila tylko dla dwojga. Czyjeś czułe palce dotykają naciągniętej łydki. Masują zmęczone stopy. Dzwoni telefon. Nie. Teraz nie. Teraz jest czas na ciszę. 


Ciemność. Wygaszenie świateł następuje miękko jakby na scenie zapadała spokojna, głęboka noc. Skończył się „Autoportret choreograficzny” Alisy Makarenko. Spektakl piękny. Po prostu. Taki, który moim zdaniem widz teatralny zobaczyć powinien. Aby na nowo, z innej perspektywy, ów teatr zobaczyć. 


 Obsada i twórcy


Taniec: Alisa Makarenko, Mariusz Lubawy

Dramaturgia: Maciej Sikorski

Muzyka: Wiktor Klimaszewski 

Światło: Paulina Góral 





Komentarze

  1. Spektakl miałam wielką przyjemność oglądać i w pełni zgadzam się z tą recenzją. Miałam bardzo podobne odczucia podczas odbioru teatralnego tańca, gestów, mimiki tancerzy, niezwykłej muzyki tworzącej wraz z wrażliwym światłem potrzebne i nie mniej od tańca ważne i wzruszające dopełnienie całości. Brawo, Aliso, za Twoją historię, za Twój Autoportret! Brawa dla całego Zespołu Twórców za świetne efekty Waszej twórczej pracy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty