Thriller na Mazurach

Oglądali Państwo niemiecki serial „Dark”, albo amerykański „Stranger Things”? Zjawiska paranormalne, nagłe zniknięcia ludzi. Tunele czasoprzestrzenne i przekraczanie granic czasu. Podróże w przeszłość, przyszłość. Obserwacje splatających się ludzkich losów i ich zaskakujących konsekwencji. Największe wrażenie na mnie robił „Dark”. Niepokojący, mroczny, zagadkowy. Do momentu, w którym pojawiła się seria tak popaprana, że zupełnie straciłem wątek. A co za tym idzie ochotę. 


Ale przecież jest Teatr Ochoty! I to w Warszawie. A pokazany tu spektakl „Po tamtej stronie jeziora” w reżyserii Marcina Wierzchowskiego przywraca i ochotę i chęć nawet. Do łapania wątków. Jest pewne podobieństwo między wymienionymi serialami a przedstawieniem, które Wierzchowski wraz z Zespołem Ochoty tu zrealizował. Mroczna, tajemnicza atmosfera. Napięcie od pierwszej chwili do ostatniej. I zaskoczenia. Mnóstwo zaskakujących sytuacji. 


Siedzieliśmy rzeczywiście jak w kinie na pokazie trzymającego w napięciu thrillera. W „Po tamtej stronie jeziora” nic nie jest oczywiste. Postaci są ze sobą połączone więzami krwi, emocji, interesów. Nie ma sceny, która by nie zaskakiwała. Wiejski dom w małej mazurskiej osadzie kryje w sobie wór tajemnic. Powoli wychodzą na światło dzienne. Są tak różnorodne, tak głęboko osadzone w ludzkiej psychice, najnowszej historii i zapiekłych animozjach, że aż chciałoby się ten spektakl zobaczyć w Teatrze Telewizji. Tak. „Po tamtej stronie jeziora” do telewizji pasowałby jak ulał. Na scenie zresztą też ogląda się go fantastycznie. 


Damian i Kosma. Dwaj bracia przyjeżdżają do Kamienia, mazurskiej osady w której nikt już prawie nie mieszka. Chcą sprzedać odziedziczony po dziadku dom. Już pierwsze ich rozmowy pokazują napięcie. Między braćmi coś wisi w powietrzu. Co? To pierwsza tajemnica. Dlaczego Damian na każdym kroku kontroluje poczynania Kosmy? A potem pojawiają się kolejne postaci. Pozornie przyjacielska wizyta Jaśka - danego kompana z dzieciństwa z poznaną w Afryce narzeczoną Iną - okazuje się mieć drugie, niespodziewane dno. Oboje przynoszą do domu swoje sekrety i one napędzają i tak już nieźle rozpędzoną fabułę. Dalej pojawia się tajemnicza Kinga. W przeszłości obiekt dziecięcych westchnień Kosmy i Jaśka gdy jako Kiki zawładnęła ich sercami. Ona także przynosi cień. Kolejną porcję mrocznych zagadek związanych z pewnymi inicjałami wyrytymi na podłodze domu. Wszystko dzieje się w wiecznej niepewności i napięciu. Kosma, wyraźnie zdominowany psychicznie przez brata, jest na skraju nerwowego załamania. Odkrywamy jeszcze jeden sekret. Tragiczne wydarzenie z dzieciństwa scenicznych postaci. W Kamieniu, kilkanaście lat wcześniej, wydarzyło się coś niewytłumaczalnego. A tropy tej tajemnicy prowadzą do poniemieckiego bunkra ukrytego w lesie. 


Trzyma w napięciu, prawda? No, to dopiero pierwszy akt. Podczas przerwy modliłem się do Losu o jedno: Niech Wierzchowski już nic nie kombinuje. Niech tylko utrzyma aurę pierwszej odsłony i będzie się drugą oglądało równie wspaniale. Reżyser mnie zaskoczył. Bo akt drugi jest jeszcze lepszy! Zaczął się od rozmowy z widzami. Kogo pamiętają. Dziadków? Czy wiedzą jacy byli ich pradziadkowie? Prapradziadkowie? Młodość gościła na widowni, zatem pierwsza odpowiedź była chóralna - Tak! O dziadkach wiedziano sporo. O pradziadkach już mniej. A przy trzecim pokoleniu wstecz zapadła cisza. Sam dokonałem obrachunku ze swoją przeszłością. Nie znałem mojego dziadka. Zginął w Powstaniu. Drugi zmarł gdy miałem trzynaście lat. Nie był specjalnie towarzyskim zawodnikiem. Nie wiem. Nic prawie nie wiem o swoich pra i prapra. Świetnie, że ta scena się w spektaklu znalazła i świetnie interakcja została tu poprowadzona. Był czas i na udzielenie odpowiedzi i na zastanowienie się nad plątaniną gałęzi własnych drzew genealogicznych. 


Potem zrobiło się już zupełnie jak w serialach. Znaleźliśmy się w ciemnościach bunkra. Tu zakrzywił się czas. Demony przeszłości wyszły spoza betonowych ścian. Opanowały ciała bohaterów spektaklu. Przenieśliśmy się do 1947 roku. Dwa lata po wojnie na terenach Mazur konflikt jeszcze trwał. Ledwie zasklepione rany piekły i otwierały się przy lada dotknięciu. A ból, jaki powodowały, oszałamiał Polaków i Niemców. Dochodziło do wydarzeń strasznych. Tak strasznych, że po ich opisaniu babcia spektaklowej Iny porzuciła na zawsze dziennikarstwo. Jej tekst  pisany po mazurskiej eskapadzie nigdy nie ukazał się w prasie. Pozostało z niego tylko jedno zdanie: „Sytuacja na Ziemiach Odzyskanych pozostaje napięta.”.    


To jest fantastycznie napisany dramat. Marcin Wierzchowski dołożył do niego wiele doskonałych rozwiązań wizualnych, mądrze poprowadził Aktorów. Im należą się brawa największe. Zagrali tak, jakby rzeczywiście byli w tym starym, drewnianym domu w mazurskim Kamieniu. A potem w tajemniczym bunkrze. Na dodatek są świetni technicznie. Siedziałem z tyłu. Nie zauważyłem mikroportów. A każde słowo - cichsze, głośniejsze - docierało do mnie bez większych kłopotów. Wielkie za to podziękowania i gratulacje. Pokazali, że teatr może być wolny od zbędnych gadżetów. Celowo nikogo z nich nie wymieniam i nie opisuję oddzielnie. Stanowią znakomity team i zależy mi aby wszyscy w równym stopniu odebrali moje wyrazy szacunku. Fest teatralna robota to jest!!! 


Bardzo ciekawie pracują światła w „Po tamtej stronie jeziora”. Zofia Krystman w drugim akcie oddała je w ręce aktorów. Prawie całość tej części spektaklu jest oświetlana ich latarkami. Słusznie. Przecież jesteśmy w bunkrze. I te latarki doskonale potęgują klimat grozy, tajemnicy i czającego się w ciemnościach czegoś nieznanego. Niewiadomego. Czegoś, na co widz czeka jak w dreszczowcu. 


Alex Dulak z kolei projekcjami wideo wykreował świat duchów. Jest kapitalny. Zjawy w bunkrze pojawiają się niespodziewanie, zaskakująco wkomponowują w spektakl. Jeśli w teatrze mają być projekcje wideo to właśnie takie. Uzupełniające. Docierające tam, gdzie usytuowanie aktora w realiach scenicznych byłoby mierne i sztuczne. Obrazy snują się między bohaterami. Nieuchronnie wdzierają do ich świadomości i zaczynają kierować poczynaniami. Historia z 1947 roku dzieje się raz jeszcze i odkrywa swoją okrutną tajemnicę. 


Jaki będzie finał? Kto kupi dom w Kamieniu i będzie z pomostu patrzyć na równie tajemnicze, jak wszystko w tym widowisku jezioro? Czy Kosma poukłada się ze swoimi demonami? Damian przestanie być psychicznym tyranem? Jeli Państwo tego jeszcze nie widzieli to czas łapać za telefony i dzwonić do Teatru Ochoty z pytaniem kiedy „Po tamtej stronie jeziora” będzie można obejrzeć. Fascynujący, niezwykle dynamiczny spektakl Marcina Wierzchowskiego i świetnych Aktorów młodego pokolenia. Brawa, brawa, brawa! 


Obsada:


Piotr Gadomski

Piotr Kulesza

Barbara Liberek

Aleksandra Tokarczyk

Maciej Walter

Twórcy:


reżyseria: Marcin Wierzchowski

scenografia i kostiumy: Barbara Ferlak

muzyka: Michał Lazar

dramaturgia: Daniel Sołtysiński, Vika Dulak

wideo: Alex Dulak

ruch sceniczny: Patrycja Grzywińska

asystent reżysera: Szymon Szczęch

asystentka scenografki i kostiumografki: Antonina Dutkiewicz

reżyseria światła: Zofia Krystman

charakteryzacja, make-up: Ali Kosoian-Kozbielska, Katarzyna Bielińska

realizacja światła: Zofia Krystman, Witold Juralewicz

realizacja dźwięku: Piotr Trojanowski, Mateusz Skoczek

multimedia: Mateusz Skoczek

budowa scenografii: Krzysztof Nowak, Wiktor Korzeniewski

inspicjenci/ montażyści: Marcin Chojnacki, Wiktor Korzeniewski, Piotr Piechowicz

garderoba/ rekwizyty: Ilona Giżycka, Jolanta Sikorska, Grzegorz Sikorski

kierownictwo produkcji: Agnieszka Kołodyńska-Iglesias, Aleksandra Ślązak

zdjęcia: Artur Wesołowski

plakat: Ewa Rostalska









Komentarze

Popularne posty