Terapia śmiechem
Impro. Czyli my siedzimy i wymyślamy tematy. Oni to łapią i w kilka sekund tworzą na ich podstawie opowieści. My w odpowiedzi ryczymy ze śmiechu. Trudno zachować powagę, gdy na scenie warszawskiego Klubu Komediowego pojawiają się tamtejsi improwizatorzy. Umieją w to grać. Czy to teatr, czy nie teatr? Jasne, że teatr. Trzeba mieć nie lada umiejętności, żeby to wszystko miało ręce i nogi.
Poszedłem wiedząc że pisanie o impro jest piekielnie trudne. W zasadzie pozbawione sensu z punktu widzenia sprawozdawczego. Każdy spektakl jest inny. Jego fabuła, czy też poszczególne, niepowiązane ze sobą, sceny zależą tylko od widzów. Przychodzą drętwi - będzie drętwo. Bawią się za dobrze - lepiej nie pisać co będzie. Pocieszające jest to, że zmieniamy się. Impro jest jak papierek lakmusowy zmian zachodzących w polskiej mentalności. Coraz mniej zamkniętych w sobie, nieufnych nowinkom obserwatorów. Spada liczba jadących na alko dopalaczu domorosłych komików, którzy próbują wyręczyć twórców i sami zabawiać widzów.
„Za stara na tiktoka za młoda na działkę” - to tytuł stanowiący punkt wyjścia do zabawy. Jeden z wielu oczywiście, jakie można spotkać w Klubie Komediowym. Akurat ten, na który trafiłem. Czyli wymyślamy historie opierające się o to na co według nas w życiu mamy już za późno, a przed czym jeszcze się bronimy. I jest jak u Gogola w „Rewizorze”. Z czego się śmiejemy? Z samych siebie się śmiejemy. I to jak. Bo na naszych oczach powstaje spektakl utkany z własnych wątpliwości, obaw. Czasem rzuconych nieśmiało, niejako wyrwanych nagle z gardła. Ktoś powiedział, zająknął się bo poczuł że poniosła go zabawa. Ale już słowa leżą na scenie. Podnoszą je aktorzy, chwilę obracają w myślach. I rusza na tej podstawie stworzony skecz. Impro to potężna siła. Dobrze, że wykorzystywana z humorem i taktem. Często balansuje się tu na granicy wrażliwości i pewnej intymności widza, który podrzucił temat do kolejnej kreacji. W nowomowie istnieje słowo „uważność”. Oznacza podobno szacunek i zwracanie uwagi na dobrostan innych członków danej społeczności. Impro w Klubie jest uważne. Może to jakaś terapia śmiechem, niezbędna w erze permanentnego życia pełnego napięć?
Przyjemnie jest usiąść na tej widowni. Zatopić się w wesołym oczekiwaniu Nikt tu nie wie co będzie dalej. W którą stronę popłyną improwizatorzy i jakie wspólnie z nimi stworzymy widowisko. Trzeba przyznać - kręci to bardzo. I ma stałą publiczność. Za każdym razem, gdy ze sceny pada pytanie kto przyszedł pierwszy a kto kolejny raz, stosunek stałych bywalców do nowicjuszy jest jak 7 do 3. Czyli rewelacyjnie. Powolny, stabilny wzrost i oparcie w postaci stałych odbiorców. Michał Sufin, twórca Klubu Komediowego mówił mi niedawno w wywiadzie, że grają tam 65 spektakli miesięcznie. Imponująca liczba. A zarazem dowód na to jak impro i kabaret jest w naszych czasach potrzebny. Link do wywiadu z Michałem Rufinem znajdą Państwo na końcu tekstu.
Za stary na hulajnogę, za młody na chodzik. Za stara na dziecko, za młoda na wnuka. Kolejne zestawienia to impreza na Ibizie i botoks, język uczniów w szkole versus język nauczycieli. Za stara na szałas, za młoda na all inclusive. Pomysły sypią się jak z rękawa. Ten spektakl adresowany jest do pokolenia pomiędzy. Ludzi, którzy stanęli w obliczu pierwszej poważnej refleksji, że coś się w ich życiu kończy, a wcale nie chcą zaczynać kolejnego etapu. Jeszcze nie czas. Jeszcze chcą zagrać w zielone. A jednak jesień nieubłaganie nadciąga im nad głowy. Za młoda na chorowanie - to także się w „moim” spektaklu pojawiło.
Zadziwiające jak szybko tu pomysły zamieniają się w skecze. Lubię obserwować improwizatotow. Lubię ich kreatywność. To piekielnie trudna odmiana aktorstwa. Sama kreatywność i błyskotliwość nie wystarczy, chociaż stanowi zapewne podstawę niezbędnego warsztatu. Potrzeba zgrania. Dyscypliny. Błyskawicznej umiejętności przerywania swojego monologu, gdy partner daje znak że przejmuje dominantę i ma coś do powiedzenia tu i teraz. To żarty sytuacyjne. Przetrzymanie o kilka słów czy zdań za długo spowoduje że kolejny improwizator już nie wejdzie płynnie w skecz. Nie odbije się od żartu bo ten przebrzmi, skwitowany śmiechem i oklaskami widzów, a spektakl potoczy się dalej.
Robią to świetnie, bawią znakomicie. Warto dołączyć do budowanej od dwunastu lat publiczności warszawskiego Klubu Komediowego. Po to żeby zobaczyć. Sprawdzić. Pośmiać się i albo wrócić jak najszybciej albo nie żałować że się nie spróbowało. Nieważne jaki to będzie spektakl. Nieważny jest tytuł. Przecież, jak napisałem wyżej - za każdym razem w impro jest inaczej.
TeatrVaria Wywiad - Michał Sufin
OBSADA (wymiennie)
Agnieszka Purc
Piotr Gasik
Paweł Banaszczyk
Hubert Skrzyński
Bartek Magdziarz
Natalia Cyran
Kinga Kosik-Burzyńska
Maciej Nawrocki
Michał Sufin
Karolina Norkiewicz
Katarzyna Jaźnicka
Jan Jakub Purc
Marta Podobas
Tomasz Marcinko
Weronika Noskowska
Marcin Pawlina
Mateusz Płocha
Karolina Pańczyk
Bartek Młynarski
Mateusz Lewandowski


Komentarze
Prześlij komentarz